Damian Westfal, Interia Muzyka: Emocje po zwycięstwie już opadły?
Wiktor Sas: Trochę tak, ale jeszcze nie do końca. Myślę, że będą mi towarzyszyć aż do Eurowizji Junior, bo wtedy zacznie się nowa przygoda. Teraz jeszcze żyję wspomnieniami z "The Voice Kids", ale gdy wejdę do studia nagrywać eurowizyjną piosenkę, pojawią się zupełnie nowe emocje.
Czy był moment, podczas nagrywania programu, w którym poczułeś, że zwycięstwo jest naprawdę blisko?
- Do etapu finałowego w ogóle nie myślałem o wygranej. Dopiero kiedy została nas finałowa trójka, pomyślałem, że byłoby wspaniale wygrać. Byłem bardzo blisko celu, ale jednocześnie wiedziałem, że jeśli się nie uda, też będzie dobrze.
Czego nauczył cię o sobie udział w programie?
- Przede wszystkim tego, że nie trzeba nikogo udawać, żeby osiągnąć sukces. Kiedyś zastanawiałem się, czy znani artyści są naprawdę sobą, czy kreują jakiś wizerunek. W programie przekonałem się, że autentyczność jest najważniejsza i to ona doprowadziła mnie do zwycięstwa. Byłem sobą i wygrałem.
Co było dla ciebie najtrudniejsze podczas programu?
- Na bitwach bardzo się pilnowałem, by odsuwać mikrofon od ust, żeby słyszeć też pozostałe głosy. W harmonii łatwo jest wysunąć się na pierwszy plan i zagłuszyć innych. Miałem główną partię, więc byłem najbliżej mikrofonu, ale zależało mi, żeby każdy był dobrze słyszalny.
Utrzymujesz kontakt z uczestnikami programu?
- Tak, z wieloma osobami nadal rozmawiam. Do finału byliśmy praktycznie jedną wielką grupą. Teraz jest to już mniejsza grupa, ale rozmawiamy codziennie.
Który występ był dla ciebie najtrudniejszy, a który najważniejszy?
- Najtrudniejsza była piosenka "River". To utwór wymagający ogromnej kontroli głosu i energii od początku do końca. Były momenty w piosence, gdzie niektórzy skusiliby się pójść w falset, a mnie udało się tam sięgnąć jeszcze na pełnym głosie. Dużo nad nim pracowaliśmy. Mikołaj powiedział mi wtedy, żebym zaczął spokojnie i dopiero później dołożył do pieca. Najważniejszy był natomiast "Bilet", bo to moja autorska piosenka. Bardzo zależało mi, żeby właśnie w niej wypaść najlepiej i pokazać, że czuję się w niej dobrze.
Przed programem dwa razy odpadłeś na etapie castingów. Jesteś dowodem na to, że do trzech razy sztuka…
- Dokładnie, i że nie można się poddawać. Kiedy wysyłałem zgłoszenie po raz trzeci, miałem w głowie właśnie to powiedzenie. Dostać się do Przesłuchań w Ciemno było dla mnie wielkim sukcesem, a wygranie całej edycji to już kompletny kosmos.
Jak wyglądały te wcześniejsze castingi?
- Najpierw trzeba było wysłać nagrania online - jedną piosenkę po polsku i jedną po angielsku. Potem był etap przesłuchań w studiu, gdzie wykonywało się trzy utwory wskazane przez trenerów wokalnych programu. Na tej podstawie zapadała decyzja o udziale w programie i wyborze repertuaru.
Dlaczego na Przesłuchaniach w Ciemno wybrałeś "Unforgettable"?
- To był wspólny wybór mój, trenera wokalnego i reżysera programu. Na castingu śpiewałem trzy piosenki: "Złoto" Mroza, "Kamień z napisem Love" zespołu Enej oraz "Unforgettable". Wszyscy uznaliśmy, że ten ostatni utwór będzie najlepszy.
Jak wygląda teraz twoja codzienność po programie?
- Za niecały miesiąc w końcu wakacje. Najpierw musiałem nadrobić szkolne obowiązki, sprawdziany itp. Cieszę się, że mogę trochę odpocząć, ale z drugiej strony zaczynam skupiać się na przygotowaniach do Eurowizji Junior. Pracuję nad głosem, oddechem i ogólną formą wokalną.
Obaj pochodzimy z okolic Chojnic na Pomorzu, więc jestem ciekaw, jak przywitała cię lokalna społeczność po powrocie?
- Bardzo serdecznie. Przywitała mnie szkoła, ministranci (sam nim jestem od paru lat), Miejski Dom Kultury w Człuchowie, gdzie uczę się śpiewu, oraz wiele osób, które kibicowały mi przez cały program. Oczywiście pojawiły się też pojedyncze nieprzychylne komentarze, ale to zawsze się zdarza i jest dla mnie drugorzędne.
Zdajesz sobie sprawę, że teraz będziesz reprezentował Polskę na Eurowizji Junior?
- Tak. Czuję ogromną odpowiedzialność, ale też wielką radość. To dla mnie zaszczyt.
Masz już wizję przygotowań albo eurowizyjnej piosenki?
- Przygotowania już się zaczęły, bo pracuję nad głosem i nad angielskim cały czas. Jeśli chodzi o piosenkę, to chciałbym, żeby była w moim stylu i żebym ją naprawdę czuł. Najważniejsze jest dla mnie, żeby Polska mogła być ze mnie dumna.
W jakich gatunkach muzycznych czujesz się najlepiej?
- Najbardziej lubię pop i rock, ale nie zamykam się na inne gatunki. Czasem lubię też śpiewać spokojniejsze, bardziej refleksyjne utwory.
Słyszałem, że jesteś fanem Agnieszki Chylińskiej.
- Tak, uwielbiam Agnieszkę Chylińską. Inspirują mnie też Michael Jackson, Doda i oczywiście Tribbs.
Jak tam "wujek Tribbs"?
- Myślę, że dobrze. Jestem bardzo wdzięczny, że mogłem być w jego drużynie. To był jego pierwszy sezon w fotelu trenerskim, a ja zostałem jego pierwszym zwycięzcą. To dla mnie ogromny zaszczyt.
Pamiętasz najważniejszą radę od Tribbsa?
- Żeby budować utwór, dozować energię i nie zaczynać od razu z maksymalnym impetem. Ja przed wejściem na scenę zawsze się stresuję i Mikołaj właśnie mi uświadomił, że stres przed występem oznacza, że naprawdę mi zależy. Jeśli mi zależy i ciężko pracuję, to mogę osiągnąć sukces.
To prawda, że do programu poszedłeś dla swojego dziadka?
- Tak. Dziadek zawsze mnie wspierał i wierzył, że osiągnę sukces. Mam nadzieję, że jest teraz gdzieś tam u góry i jest ze mnie dumny.
Kiedy poczułeś, że śpiewanie to właśnie twoja droga?
- Pierwsze występy miałem już w przedszkolu. Pamiętam, gdy śpiewałem dla swojej cioci "Ruda Tańczy Jak Szalona". (śmiech) Prawdziwy przełom nastąpił jednak podczas jednego z lokalnych koncertów, kiedy zaśpiewałem "Tyle słońca w całym mieście" Anny Jantar. Reakcja publiczności sprawiła, że pomyślałem: "To jest coś, co chcę robić".
Jakie jest dziś twoje największe muzyczne marzenie?
- Szczerze? Wygrać Eurowizję Junior. Oczywiście sam udział będzie już niesamowitą przygodą, ale chciałbym osiągnąć jak najlepszy wynik. Jeśli się nie uda, i tak będę szczęśliwy, że mogłem przeżyć coś tak wyjątkowego.











