Sonbird o nowej płycie: "Zawsze chcemy być szczerzy na trackach" [WYWIAD]
Siedem lat - tyle fani Sonbird musieli czekać na następcę świetnie przyjętego debiutu "Głodny". Ich nowa płyta, "Świetnie", to z jednej strony emocjonalna podróż do czasów dojrzewania, a z drugiej zupełnie nowy rozdział w historii zespołu. W rozmowie z Dawidem Mędrzakiem i Maćkiem Hubczakiem pytamy o kulisy powstawania albumu, nadchodzące koncerty i życie na artystycznym zakręcie.

Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: Czujecie się jakbyście debiutowali na nowo?
Dawid Mędrzak: Zdecydowanie tak. Cała ta otoczka i aura powrotu, o którym wspomniałeś, dają nam poczucie, że to nasz kolejny debiut. Mamy oczywiście pewne zaplecze, doświadczenie, historię i materiał, który już powstał, ale bez dwóch zdań jest to dla nas nowy początek.
Z czego natomiast wynikała wasza przerwa wydawnicza między 2019, a 2024 rokiem?
Maciek Hubczak: W sumie była ona trochę wymuszona. Kiedy wydawaliśmy pierwszą płytę, graliśmy w międzyczasie sporo koncertów. Akurat tak się złożyło, że gdy zaczynaliśmy pracę nad drugim albumem, wybuchła pandemia i wszystko wywróciło się do góry nogami. W tym czasie stworzyliśmy tak naprawdę dwa materiały, które na tamten moment schowaliśmy do szuflady. Dopiero gdy sytuacja zaczęła wychodzić na prostą, powstała większość utworów, które trafiły na naszą nową płytę.
Dlaczego postanowiliście te albumy schować do szuflady?
DM: Po prostu nie byliśmy z nich zadowoleni. Cały czas dążyliśmy do tego, aby żyć w zgodzie z tym, co chcemy prezentować. Te piosenki, które stworzyliśmy po debiucie, nie dawały nam pełnej satysfakcji. Bywały momenty ekscytacji, ale kiedy później do tego wracaliśmy, czuliśmy, że to wciąż nie jest ten kierunek i nie ten wyraz, który jako zespół chcemy przekazać. Ciężko nam oceniać, czy to był dobry, czy zły materiał. Na pewno był to materiał, którego finalnie nie chcieliśmy opublikować.
Jest szansa, że wrócicie do tego materiału, czy temat całkiem jest już zamknięty?
MH: Myślę, że ten materiał ma sporo fajnych momentów, choć na pewno są i takie, do których nie chcielibyśmy już wracać. Każdy z nas ma w szufladzie swoją ulubioną część tych rzeczy. Natomiast po albumie, który wydaliśmy teraz, chcielibyśmy już raczej skupić się na robieniu zupełnie nowych pomysłów.
Jak natomiast udało wam się odzyskać tę wiarę w siebie, która pozwoliła wam wydać w tym roku krążek "Świetnie"?
DM: Nigdy nie mieliśmy problemu z wiarą w siebie. Chcemy też jasno zaznaczyć, że zespół nie miał przerwy - nie byliśmy w stagnacji ani nie zawiesiliśmy projektu. Cały czas pracowaliśmy i spędzaliśmy ze sobą czas w przeróżnych formach, czerpiąc doświadczenia z życia. To mimowolnie wpływało zarówno na teksty, jak i na muzykę. Pojawiały się nowe inspiracje i wydarzenia, które rodziły teksty nadające dalszy bieg danej piosence czy całej płycie. Powrót z nowym krążkiem był więc tak naprawdę tylko kwestią czasu.
Finalnie wydaliście krążek, który przesiąknięty jest emocjami - pierwsze miłości czy tematy wchodzenia w dorosłość…
DM: My zawsze wychodzimy z założenia, że chcemy być szczerzy na trackach. Cała płyta traktuje dość mocno o rozstaniach w przeróżnych formach. Tak jak wspomniałeś, pojawiają się tu nawiązania do pierwszych relacji, ale też do samej muzyki, rodzinnego miasta czy związków z późniejszych etapów naszego życia, które nas ukształtowały. Ten album to droga przez różnego rodzaju relacje. I mimo wszystko - nawet jeśli czujemy, że dany tekst jest pozytywny, a kolejna piosenka puentuje go informacją o nadchodzących zmianach - to wbrew pozorom całość ma dość mocno optymistyczny wydźwięk.
Gdzie wy - z perspektywy twórców - upatrujecie największych różnić względem "Głodnego"?
MH: Wydaje mi się, że materiał z nowej płyty jest dużo bardziej organicznym tworem, bo większość instrumentów nagraliśmy w studiu na setkę. "Głodny" natomiast powstawał w częściach - poszczególne elementy rejestrowaliśmy w różnych miejscami. Przede wszystkim mieliśmy wtedy zupełnie inną świadomość tworzenia piosenek niż teraz. I tu upatruję największej różnicy, bo stylistycznie te rzeczy są do siebie zbliżone. Możliwe, że teraz pojawia się trochę więcej gitar, ale to zamierzony zabieg. Chcieliśmy uzyskać koncertową, rockową energię, żeby materiał brzmiał spójnie na żywo. I to na pewno się udało.
DM: Pod kątem technicznym przebyliśmy bardzo długą drogę. Każdy z nas zbierał doświadczenia w przeróżnych miejscach - w innych projektach czy podczas pracy nad materiałem, który ostatecznie nigdy się nie ukazał. Dla mnie, jako wokalisty, to był ogromny progres i tę różnicę słychać od razu, gdy zestawi się "Głodnego" z naszą nową płytą. Zmieniło się to także pod kątem tekstów, kompozycje również są dużo bardziej złożone i poruszają się po znacznie szerszym rejestrze dźwięków i brzmień. Każdy z naszej trójki przeszedł solidną szkołę. To sprawia, że nowy album brzmi świetnie, podczas gdy "Głodny" był naszym startem.
Czyli główną różnicą okazała się zmiana podejścia do produkcji…
DM: Tak. Musimy tutaj jednak zaznaczyć dwie najważniejsze zmiany w całym tym procesie. Maciek został producentem naszych demówek - robiliśmy wszystkie pomysły wspólnie, a on nadawał im ostateczny kształt. Z kolei ja przejąłem funkcję głównego gitarzysty, co było dla nas ogromną zmianą. Na początku była ona trochę wymuszona sytuacją, w jakiej znalazł się zespół, ale finalnie wspólnie zdecydowaliśmy, że chcemy iść właśnie w tę stronę. Taki układ pozwala naszej trójce przygotować bardzo dopracowane wersje demo. Dzięki temu, gdy przystępujemy do właściwej pracy w studiu, w bardzo wyraźny sposób potrafimy pokazać producentowi, czego oczekujemy.
Nazwalibyście "Świetnie" wyznacznikiem tego, jak od zawsze chcieliście brzmieć?
DM: Myślę, że na ten moment tak. Wyszliśmy jednak z założenia, że przerwa, którą mieliśmy, i tak dość mocno nas wstrzymywała. Nowy album jest wyznacznikiem tego, gdzie znajdujemy się dzisiaj, ale na pewno będziemy eksplorować dalej i szukać kolejnych możliwości. Jeśli nasza następna płyta ukaże się w przeciągu dwóch lat, to myślę, że zdążymy jeszcze poszerzyć horyzonty i zebrać nowe inspiracje. Na tym krążku zespół brzmi dokładnie tak, jak powinien, ale nie wykluczamy, że w przyszłości będziemy eksperymentować bardziej.
Na miesiąc przed publikacją zagraliście przedpremierowy koncert w warszawskim Niebie. Jak czuliście ten materiał na żywo?
MH: Choć było sporo niewiadomych, obyło się na szczęście bez zaskoczeń. Byliśmy już bardzo dobrze osłuchani z tymi piosenkami. Przez to, że sami nagraliśmy je w stu procentach, nie było tam ani jednego dźwięku, o którym byśmy nie wiedzieli. Myślę, że najbardziej stresującym czynnikiem było to, jak ludzie faktycznie odbiorą ten materiał. Niektóre z tych utworów graliśmy na żywo po raz pierwszy - to była nasza największa niewiadoma. Technicznie byliśmy jednak świetnie przygotowani, bo zrobiliśmy wcześniej sporo prób.
Zgodzicie się, że to nagrywanie na setkę dało wam znacznie większą pewność siebie na koncertach?
DM: Przed samym wejściem do studia mieliśmy bardzo intensywne przygotowania, dlatego kiedy już znaleźliśmy się w nim, wszystko poszło nam niezwykle naturalnie. Z kolei kiedy przygotowywaliśmy się do koncertu, ten materiał mieliśmy już po prostu - kolokwialnie mówiąc - w łapie. Nawet po przerwie między studiem a koncertami, gdy tylko zaczęliśmy razem grać, ta muzyka od razu w nas żyła. Wszystko było ze sobą scalone, dzięki czemu poszło bardzo sprawnie. Tak jak wspomniał Maciek - sami wymyśliliśmy i skomponowaliśmy te piosenki, więc nasza świadomość dźwięku i tego, co chcemy przez nie przekazać, była w pełni przemyślana.
W związku z tym, możemy na jesień spodziewać się pełnoprawnej trasy koncertowej?
DM: Zdecydowanie tak. Choć teraz zaczyna się okres letni, na którym będziemy mocno skupieni - pojawimy się w kilku miejscach, o czym będziemy na bieżąco informować. Niektóre ogłoszenia już poszły w świat, inne jeszcze przed nami. Sama trasa klubowa wystartuje jesienią!








