Bartłomiej Warowny, Interia Muzyka: Twoja "Era Nostalgii" zaczyna się właśnie teraz, a właściwie to zaczęła się już jakiś czas temu, gdy opublikowałaś w sieci fragment swojego najnowszego singla. Dlaczego właśnie teraz stało ci się tak nostalgicznie? I co to dla ciebie oznacza?
Sarsa: - To nie jest tak, że tę "Erę Nostalgii" zaplanowałam. To wszystko, co się ostatnio stało, bardzo mnie zaskoczyło, dokładnie tak samo, jak zaskoczył mnie kiedyś singiel "Naucz Mnie", jak zaskoczył mnie album "Pióropusze", mroczny krążek "Runostany", który wymyka się z mojego muzycznego DNA, ale i tak, jak zaskoczyła mnie płyta "*jestem marta". Teraz zaskoczyła mnie "Era Nostalgii" - chyba najbardziej lubię w mojej pracy to, iż przez to, że daję wyraz swojego wnętrza w muzyce, mogę namacalnie obserwować zmiany w moim świecie wewnętrznym. To ciekawe, że człowiek w jednym życiu może wejść w tak wiele różnych wcieleń. To trochę jak w aktorstwie - obserwuję, ile różnych żyć tak naprawdę przeżywam. Teraz weszłam w erę, w której tęsknię za tym wszystkim, co kojarzy mi się z moim debiutem. W ogóle to wszystko, co działo się dziesięć lat temu, jest dla mnie ostatnio wyjątkowo nostalgiczne. Każdy dzisiaj tęskni do sytuacji sprzed dziesięciu lat - energia świata jest niesamowita i prowadzi nas po swojemu, nie pytając o zdanie.
- Singiel "Czy będziemy się pamiętać?" ma w sobie zaszyfrowaną tęsknotę millenialsów i poczucie, że niektóre chwile za szybko mi uciekły. Niektórymi rzeczami nie zdążyłam się nacieszyć i jest mi po prostu do nich tęskno.
Udostępniłaś fragment "Czy będziemy się pamiętać?" i internet zwariował, po czym popchnął cię i namówił do wydania całej piosenki...
Sarsa: - To się zdarzyło pierwszy raz w mojej karierze, strasznie przedziwna i ciekawa historia. Faktycznie wrzuciłam ten refren do sieci, ale przedtem podzieliłam się fragmentem piosenki z moim muzyczno-branżowym środowiskiem. Usłyszałam, że to moje muzyczna DNA, więc może powinnam spróbować jakoś inaczej... A że lubię szukać, pomyślałam wtedy, że może faktycznie popróbuje z czymś innym, stąd wiedziałam, że ten numer wyląduje w szufladzie. Pomyślałam sobie, że wrzucę tylko fragment na TikToka, bo chciałam pobawić się trochę social mediami, i wrócę do innych projektów. Nagle pojawiła się fala komentarzy w stylu: "Nikt nie pytał, ale każdy potrzebował tej piosenki". Ja też nie wiedziałam, że potrzebowałam takiej wersji siebie, a jednak. "Sarsa, wrzuć całość" - zaczęli pisać słuchacze, a mnie nie trzeba dwa razy prosić. Gdy już wyszła wersja studyjna, fani zaczęli wysyłać ją do stacji radiowych, co już zupełnie mnie wzruszyło. Utwór, który miał wylądować w szufladzie, ma teraz nominację do Przeboju Lata Radia Zet i Polsatu (widzimy się w Kielcach już 30 sierpnia!), ludzie używają tego dźwięku na swoich profilach, inne stacje grają ten kawałek. Wszystkie znaki na niebie pokazały, że dobrze, iż posłuchałam głosu ludzi. Jestem strasznie wdzięczna. Cieszę się, że nie jestem w tym wszystkim sama, że mogę czasem skupić się na tworzeniu, a przestrzeń do zarządzania karierą zostawić losowi.
Historia twojej kariery jest przecież pisana przez ludzi. Jak to jest trwać w umysłach fanów, tworzyć w ich głowie twór, który ma charakterystyczne cechy, kreować za pomocą swoich piosenek realny świat słuchaczy?
Sarsa: - To mnie niesamowicie porusza. To wielki przywilej być częścią życia wielu ludzi, być podkładem muzycznym ważnych, romantycznych, a nawet trudnych chwil. "Jestem twoją piosenką" - takimi słowami zaczynają się teraz moje koncertowe sety, bo powracam również do starszych utworów, których dawno nie grałam - w tym na przykład do piosenki "Motyle i Ćmy". Nie wszyscy muszą śledzić moje życie, ale wielu ludzi ma mnie w swoim życiu jako piosenkę. To dla mnie bardzo wiele. Nitki łączą mnie z wieloma ludźmi, czuję ich energię, ich wsparcie. Kiedyś rozpamiętywałam krzywdzące zdarzenia, jednak przez to, ile wokół mnie poruszonych serc, we mnie też zaczęło zmieniać się na lepsze. Zrozumiałam, że wszystko jest dobrze. Mam w sobie wielką wdzięczność.
Zobacz również:
A który twój utwór jest ci najbardziej bliski?
Sarsa: - Ścieżka dźwiękowa mojego filmu jest bardzo różnorodna. Ciężko jest zrezygnować z któregoś rozdziału życia. Myślę jednak, że chyba dzisiaj postawiłabym na singiel "Czy będziemy się pamiętać?", bo jest najbardziej aktualny, najbardziej ze mną rezonuje. To era nostalgii, mojej duchowości, która przenika moje życie. Czy będziemy się pamiętać, odrodzeni kiedyś w innym wcieleniu? I czy zostawimy dla siebie jakieś znaki, żeby ponownie się rozpoznać? Gdy pisałam ten numer, myślałam o moim partnerze, o moim synku i o moich przyjaciołach, bez których nie wyobrażam sobie przyszłego życia. Gdy my z Pawłem pierwszy raz na siebie popatrzyliśmy, wiedzieliśmy w każdej komórce naszego ciała, że coś się wydarzyło, jakbyśmy dostali jakiegoś pstryczka. Nawet nie zdążyliśmy porozmawiać... Jesteśmy ze sobą dziesięć lat i szczerze myślę, że było nam to pisane. A jeśli ktoś uważa, że "Czy będziemy się pamiętać?" to tylko taki letni, wakacyjny numer, to też okej! Rozpoznanie drugiego dna nie jest wcale konieczne.
Wielkimi krokami nadchodzi polsatowe Magiczne Zakończenie Wakacji i zastanawiam się, jaką magią chcesz porwać publiczność i jakie masz plany na zwieńczenie wakacji z Polsatem?
Sarsa: - Będę na scenie, to na pewno! Czas wakacji to dla mnie trochę też czas odpoczynku, bo przykładowo dzisiaj wybieramy się nad jezioro, tak sobie przeplatamy pracę i odpoczynek. To dla mnie oczywiście intensywny czas koncertowy, mamy dużą trasę letnią, a za nami już połowa. Fajnie, że dla publiczności w całej Polsce mogłam już pokazać na żywo "Czy będziemy się pamiętać?" i na żywo sprawdzić energię dookoła tego utworu, żeby dać z siebie 110% w Kielcach podczas Magicznego Zakończenia Wakacji z Polsatem i Radiem Zet. Mam spokój w sercu, bo pamiętam reakcje publiczności z różnych miast na ten numer. Prawda jest taka, że każdy koncert reżyseruje się sam, po swojemu, więc to, co się wydarzy, w całości zależy od publiczności.
- Cieszę się, bo kto by pomyślał, że ta przygoda będzie trwała 11 lat. Mam nadzieję, że wiele jeszcze przede mną - jestem pewna, że w Kielcach będzie świetna energia, bo sama oddam ją wszystkim słuchaczom. To piękne święto muzyki. Chcę, żeby publiczność w Kielcach miała wielką frajdę z tego wieczoru.
A jak będzie wyglądała twoja jesień?
Sarsa: - Niedawno skończyłam zdjęcia do filmu dokumentalnego, nagraliśmy ostatnio ujęcia na Islandii. Nie przypadkowo tam, bo film opowiada między innymi o walce z chorobą, która mnie jakiś czas temu dotknęła, z otosklerozą, która jest związana ze zmysłem słuchu, czyli niezwykle ważnym narzędziem w mojej pracy. Wydźwięk tego filmu jest dobry - to nie będzie dramat, który źle się kończy. To film z nadzieją na końcu, opowiada też o miłości, o tym, że jeśli bardzo się kocha, to dzieją się cuda. To będzie najbardziej osobisty projekt w mojej karierze, pracowaliśmy nad nim prawie trzy lata. Mam nadzieję, że albo późną jesienią bądź zimą tego roku, albo na początku przyszłego ten film się ukaże. Wiem, że jestem już gotowa, aby go pokazać. To inspirująca historia dla tych, którzy mają marzenia, ale w drodze do ich spełnienia muszą pokonać kilka kłopotów. Nadawanie dobrych znaczeń temu, co się dzieje w naszym życiu, to klucz do spokoju i ułożenia wszystkiego dookoła.












