Reklama

"Sample się skończyły"

Szkoda. Wydawało mi się, że przyniesie to raczej inny skutek i "pociągnięcie" za sobą inne składy z Piły.

Reklama

W Pile, identycznie jak w całej Polsce, składy opierają się na samplach. A mnie osobiście wydaje się, że sample się już skończyły. Nie wiem, czy w Pile jest ktoś, kto tworzy muzykę bez sampli i jeśli się to nie zmieni, nie zaczniemy współpracować z tymi, którzy kradną cudze melodie.

Jak doszło do podpisania umowy z wytwórnią UMC Records? Mieliście propozycje z innych wytwórni?

Jesteśmy z Wielkopolski i zawsze chcieliśmy trzymać się z Wielkopolską. UMC była dla nas od zawsze najlepszą wytwórnią. Rozwija się i stawia na nowe nurty muzyczne. Nie stoi w miejscu, w przeciwieństwie do innych labelów. Przed nimi w Polsce nie było czegoś takiego. Dlatego strasznie chcieliśmy do nich wstąpić i nagrać materiał, który by ich zainteresował.

Oczywiście nie robiliśmy tego pod wytwórnię. Najważniejszy dla nas był poziom muzyczny. Miał być taki, żeby ludzie z UMC chcieli z nami rozmawiać. Z doświadczenia wiem, jak to zazwyczaj wygląda. Dostaję jakąś płytę i po pierwszych taktach już mi się nie chce tego słuchać.

Poszliśmy w tym kierunku, by każdy kawałek można było posłuchać z przyjemnością. A cała płyta miała być spójna. I zainteresowało to wytwórnię.

Co do innych labelów, to doszły mnie słuchy, że było zainteresowanie naszą muzyką. Ale nie chcę o tym rozmawiać, bo nie znam szczegółów tego wszystkiego. My od początku nastawialiśmy się na UMC, a nasz materiał doszedł bokiem do innych. Ale nic więcej nie wiem. UMC była od początku dla nas najważniejsza.

UMC to specyficzny label. Skupia przede wszystkim wielkopolskich wykonawców, którzy trzymają się razem i stanowią "rodzinę". Jak się tam odnaleźliście, jako nowa twarz?

Zupełnie bez problemów. Znaliśmy trochę Ascetów [Ascetoholix - przyp.red.], ja słabiej, Ignac lepiej, i odrobinę Meza. Ale nie oznacza to, że podpisaliśmy kontrakt ze względu na znajomość z nimi.

A cała wytwórnia jest bardzo przyjazna, panuje tam świetna atmosfera. Nawet się nie spodziewałem, że tak to może wyglądać. Wydawało mi się, że będziemy rozmawiać ze starszymi panami w garniturach i pod krawatem, którzy mówią ci, co masz nagrywać. Tam jest całkowicie inaczej, jest wręcz rodzinnie. Bardzo fajnie się tam pracuje.

Jesteśmy jeszcze tam dosyć krótko, by wszystkich poznać. Dodatkowo mamy mnóstwo pracy, chłopaki pewnie też i za bardzo nie ma czasu na spotkania.

Dowiedz się więcej na temat: wytwórnia | sceny | muzyka | scena | atmosfera | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje