Weronika Figiel, Interia Muzyka: Minął prawie rok od premiery waszego drugiego albumu "hickey". Zastanawiałam się, czy zdołaliście trochę odpocząć, czy jesteście od tamtej pory nieustannie zajęci?
Otis Pavlovic: Byliśmy całkiem zajęci. Zdarzały się przerwy - tu i ówdzie - ale głównie koncertowaliśmy z albumem odkąd się ukazał... i trochę nagrywaliśmy.
Royel Maddell: Myślę, że mieliśmy około miesiąca wolnego na początku roku, co było relaksujące. Ale poza tym jesteśmy dość zajęci i lubimy być zajęci.
Mówiąc o byciu zajętym - pracujecie już nad kolejnym albumem?
Royel: Jasne, że tak.
Jakaś mała zapowiedź? Czego powinniśmy się spodziewać?
Otis: Prawdopodobnie czegoś podobnego do "Sweet Hallelujah" - piosenki, którą niedawno wydaliśmy.
Wspomnieliście "Sweet Hallelujah"... Ma ona epicki, orkiestrowy klimat i różni się od waszej poprzedniej twórczości. Jaka historia kryje się za tym utworem?
Royel: Gdy wkraczaliśmy do studia z Shawnem Everettem mieliśmy tylko pomysł na akustyczną piosenkę i pewne odniesienia do innych utworów, do których chcieliśmy, aby to brzmiało podobnie. Jest też taki film "Harold i Maude", opowiada naprawdę zabawną historię. Musicie go obejrzeć! To stary film, ale chciałem napisać piosenkę, która pasowałaby do jego ścieżki dźwiękowej. Nie wiem... to po prostu świetny film. Shawn powyciągał jakieś totalnie zwariowane dźwięki - jest trochę jak szalony naukowiec. Po prostu wyczarowywał różne brzmienia, a my pracowaliśmy dalej na tym, co stworzył. Były smyczki i cała masa innych rzeczy.
Do tego singla powstał też teledysk i na jego końcu - uwaga, spoiler - pojawia się wielki balon w kształcie jednorożca. Czy to wasza nowa estetyka? Czy może wskazówka dotycząca nowego materiału?
Otis: Kto wie? Być może. Myślę, że obaj lubimy pegazy.
Royel: Ja mam jednego na ręce.
Otis: Ja mam też na udzie.
Royel: I tutaj też.
Otis: To był zabawny teledysk. Zrobiliśmy mnóstwo ujęć z samym ciągnięciem liny, a użyliśmy jednego z ostatnich, więc byłem superwyczerpany.
Royel: To też spoiler - ten balon nie był prawdziwy. Nie wiem, czy to zauważyliście.
Nie, nie zauważyliśmy (śmiech). Cofnijmy się teraz trochę w czasie - jakiś czas temu wydaliście covery bardzo znanych piosenek - "Linger" i "Murder on the Dancefloor" - które stały się viralami. Spodziewaliście się tego? Czuliście, że staną się tak popularne?
Otis: Nie, raczej nie. Kiedy nagrywaliśmy "Murder on the Dancefloor", wszystko wydarzyło się dość spontanicznie. Na próbach brzmiało to naprawdę dobrze, ale tak naprawdę ćwiczyliśmy chyba tylko trzy razy dzień wcześniej. Z "Linger" było podobnie. Oboje dorastaliśmy, słuchając tej piosenki i bardzo ją lubimy, więc pomyśleliśmy po prostu: "Spróbujmy swoich sił z tą piosenkę i rozbierzmy ją ze wszystkich ozdobników". Dlatego była to ogromna niespodzianka, bo dla nas były to po prostu takie radiowe sesje na szybko.
Jaka jest wasza ulubiona część bycia artystą? Granie koncertów, tworzenie muzyki, spotykanie fanów czy może coś zupełnie innego?
Royel: Myślę, że wszystkie historie ludzi, których spotykamy i zwiedzanie świata jest zdecydowanie oczywistym plusem bycia zawodowym muzykiem. Ale jest w tym też smutna część, bo każdego, kogo spotykasz, widzisz przez maksymalnie dwie noce, a później dopiero za rok... Ale powiedziałbym, że zwiedzanie świata.
Otis: Tak, zdecydowanie zwiedzanie świata. I oglądanie wielu autobusów oraz samolotów... I wielu kuszetek (śmiech).
Porozmawiajmy więcej o koncertach. Jaki jest wasz sekret, aby zatrzymać ludzi przed sceną, gdy gracie na festiwalach czy jako support?
Otis: Wciąż to rozgryzamy. Myślę, że chodzi po prostu o próbę nawiązania kontaktu, dobrą zabawę i takie otworzenie się. Myślę, że właśnie to staramy się robić. Ale wciąż nad tym pracujemy. A festiwale to szaleństwo, to jest tak świetna okazja. To, że możemy to robić... Wcześniej właściwie nie graliśmy na stadionach ani arenach.
Royel: Ten (PGE Narodowy - przyp. red.) jest największy!
Otis: Tak.
Macie jakiś kolejny cel jako artyści, po zagraniu na Coachelli i trasie z Foo Fighters?
Royel: Wygrać Mistrzostwa Świata.
Otis: Stawiamy na piłkę nożną.
Jesteście z Australii, ale od dłuższego czasu jesteście w trasie. Zastanawiałam się, czy widzicie jakieś różnice między australijskimi publicznościami a tymi w Europie?
Royel: Każda publiczność jest inna. To szalone. Niektórzy ludzie - mam namyśli w Australii - każdy chce robić "shooey". Wiesz, co to jest "shooey"?
Tak mi się wydaje. To po prostu picie z buta?
Royel: Tak! A na przykład w Brazylii są tacy fani, którzy klaszczą. Każda publiczność ma inny rodzaj vibe'u i coś w rodzaju tradycji. Nie wiem, jak to nazwać. Na przykład w Wielkiej Brytanii ludzie bardzo często śpiewają partie gitary. Nie tylko teksty, a dźwięki gitary. Więc wszędzie jest inaczej, zupełnie inaczej.
Byliście już w Polsce kilka razy. Co sądzicie o naszym kraju? Czy udało wam się pozwiedzać miasto - tutaj w Warszawie?
Royel: Ostatnim razem.
Otis: Ostatnim razem, gdy byliśmy, zjedliśmy polskie pierogi. Ale też było wtedy naprawdę zimno - to był chyba listopad - więc było mroźno. Ale spacerowaliśmy po mieście i trochę zobaczyliśmy. Nie byliśmy tu zbyt długo, ale jest fajnie.
Royel: Jest pięknie.
Mam dla was ciekawostkę - szczególnie dla ciebie, Otis. W Polsce jest taka gwiazda telewizyjna, słynna tancerka, która nazywa się Iwona Pavlović.
Otis: Naprawdę?
Tak, jest jurorką w programie "Taniec z Gwiazdami". Zastanawiałam się więc, czy masz jakieś ukryte zdolności taneczne - biorąc pod uwagę nazwisko?
Otis: Potrafię zrobić moonwalk. Czasami potrafię wywinąć "robaka". Ale nie za bardzo... Nie wiem. Potrafię się trochę pobujać. Nie mam nic przeciwko tańczeniu. Robię na scenie taką rzecz, którą nazywamy "krokiem Bull Breed" - mamy piosenkę pod tytułem "Bull Breed" i czasami tak dumnie kroczymy.
Royel: Ale grał Billy'ego Elliota w przedstawieniu, jak miał 16 lat.
Otis: Tak, on lubi w to wierzyć. Hamlintona i Billy'ego Elliota.
Chciałabym to zobaczyć!
Otis: Ja nie. Ale to szaleństwo. Może ona jest jakąś daleką, dawno zaginioną krewną.
Myślę, że powinieneś ją poznać. Moje ostatnie pytanie brzmi: co uważacie za swój największy przełom w karierze, czy może wciąż na niego czekacie?
Royel: Miejmy nadzieję, że wciąż na niego czekamy. Ale myślę, że największym przełomem było "Murder on the Dance Floor" lub "Linger". Te piosenki pomogły nam dotrzeć do publiczności, do której - jak sądzę - nigdy byśmy nie dotarli tylko z naszą autorską muzyką. Co jest słodko-gorzkie, ale jesteśmy za to cholernie wdzięczni. Ale przed tym - może "Oysters In My Pocket"? Ta piosenka była niespodzianką - to, że ludzie ją polubili.











