Reklama

Przyziemna rozmowa

Natalia "Natu" Przybysz po dwóch świetnie przyjętych albumach autorskich wydała płytę z piosenkami legendarnej Janis Joplin. Starsza z sióstr Przybysz (razem z Pauliną występowała w Sistars) to ambasadorka weganizmu i kontaktu z naturą. - Lubię też rodzić dzieci - deklaruje w rozmowie z INTERIA.PL mama 3-letniej Anieli i rocznego Jeremiego.

Kiedy usłyszałem, że nagrywasz piosenki Janis Joplin, spodziewałem się soulowych czy niemal chilloutowych interpretacji jej utworów. Tymczasem dostaliśmy płytę w gruncie rzeczy bardzo bluesową, bardzo rockandrollową. Czy ta "rockówa" siedziała w tobie od zawsze czy dopiero teraz ją w sobie odkryłaś?

Reklama

- Wydaje mi się, że w stosunku do oryginału, w stosunku do Janis Joplin to, co nagrałam, jest bardzo chilloutowe i soulowe.

No tak, zależy jaki się przyjmie punkt odniesienia. Ale powiedzmy, że tym punktem odniesienia jest twoja dotychczasowa działalność.

- Tutaj to rzeczywiście skok w kosmos. Co mnie bardzo cieszy, bo ja lubię się przemieszczać, podróżować, poznawać nowe obszary, obserwować siebie w nowych, nieznanych okolicznościach, których się najpierw boję, a potem zaczynam uwielbiać.

- Elementem wspólnym jest na pewno aspekt transowy i taki rytualistyczno-gospelowy twórczości Janis. Mój nauczyciel śpiewu uczył mnie i Paulinę wykonywać muzykę gospel. Później oczywiście odeszłam od takich wysokich rejestrów, nigdy nie miałam też obok siebie aż tyle gitary.

- Mam tę frajdę, że gra ze mną Jurek Zagórski, którego uważam za megagitarzystę, przede wszystkim brzmieniowo. Cały zespół tak naprawdę mam boski. Ich instrumenty bardzo cieszą się na granie tych utworów, bo to są wszystko bardzo stare instrumenty. One teraz ożyły, bo wreszcie dostały właściwe piosenki.


Na płycie słychać, że inaczej używasz swojego głosu - tu znów za punkt odniesienia przyjmując twoje dwa poprzednie albumy. Czy długo się namyślałaś, jak wokalnie ugryźć repertuar Janis Joplin?

- Kiedy skaczesz do wulkanu, nie zastanawiasz się, czy wyciągać najpierw lewą czy prawą nogę do przodu. Po prostu skaczesz. Starałam się to przeżyć, w miarę możliwości kontrolując swoje samospalenie. Zastanawiałam się tylko nad tym, czy powinna popłynąć krew, czy nie. Stwierdziłam, że jeżeli nie upuszczę ani kropli krwi, to w ogóle nie dostąpię frajdy, która jest w tych piosenkach.

Nie zdołasz się połączyć.

- Dokładnie. Stwierdziłam: no dobra, trochę się zedrę. I w związku z tym, że się trochę zdzieram, mam teraz taką chrypę; grałam trzy koncerty po kolei, a po koncertach nie szłam spać, był jam bluesowy w Krakowie i różne inne atrakcje. Ale to wszystko jest częścią życia i bardzo mnie to jara.

Zastanawiam się, jaki był twój pomysł na piosenkę "Niebieski". Na ile próbowałaś ją stylistycznie wpasować w tę płytę, a na ile jest to byt niezależny...

- Jest bardzo zależny. Mocno przeżywałam, że mam coś napisać i przykleić do piosenek Janis Joplin. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Metodą wschodniej sztuki walki stwierdziłam, że nie będę stawać w linii ognia i się napinać, tylko stanę bokiem, pozwolę strzałom mnie minąć i zrobię coś totalnie w kontrapunkcie. Tekst jest moją interpretacją piosenki "Kozmic Blues", natomiast muzycznie jest "Niebieski" bardziej współczesny, bardziej zbliżony do mnie.

Sprawdź tekst "Niebieskiego" w serwisie Teksciory.pl!

- Nagrałam ten utwór bez ciśnienia, od niechcenia, śpiewam sennie, po takiej nawałnicy, kłótni z partnerem; człowiek budzi się rano z moralnym kacem, ale wschodzi słońce, herbata inaczej smakuje i może jednak jeszcze o coś warto walczyć. Te wszystkie jej piosenki są takie desperackie i strasznie obfite. Chciałam nagrać utwór, który jest ulgą po burzy, kompresem na otwarte rany.

Masz takie poczucie, że rozumiesz Janis Joplin?

- To jest iluzja, że ja ją rozumiem. Ja jej nie znałam i tak dalej. W przypadku "Kozmic Blues" miałam kilka faz, olśnień, o czym to jest. Tekst po angielsku rozumiem, ale znaczeniowo stawało mi się to coraz bliższe. Jest to tekst, z którym się utożsamiam. Mimo że inaczej żyję niż ona, jest tam wspólny punkt, który dla mnie jest bardzo buddyjski - niedoskonałości życia są piękne, trzeba tu i teraz brać to, co jest, używać tego, ryzykować.

Trudnej się nagrywa album autorski czy album z coverami?

- Autorskie płyty nagrywa się długo. Wchodzi się do studia codziennie przez rok i właściwie można się obijać. Autorska praca jest super, to jest właściwa droga, do której za moment wrócę. Przy nagrywaniu piosenek Janis cały czas czułam dreszcz i strach, a jednocześnie ekscytację. Wszystko było dużo bardziej intensywne i szybciej się działo. Czułam na sobie odpowiedzialność i straszne ryzyko. Obcowałam z gotowymi piosenkami, które były genialne. To była przygoda, która mnie zmieniła jako człowieka, śpiewaczkę i tak dalej...

W którą stronę cię to zmieniło?

- Zanurzyłam się w czymś genialnym, w czymś intensywnym, bardzo gorącym. Chciałabym móc do tego powracać. Ta frajda, którą mamy na scenie, którą mieliśmy w studiu... nauczyłam się jej, nauczyłam się ją przeżywać. Chciałabym mieć tę frajdę cały czas, pisać piosenki, które choćby częściowo dadzą mi taką satysfakcję.

W informacji prasowej na temat twojej płyty pięcio- czy sześciokrotnie powtarza się słowo "entuzjazm". Chyba nieprzypadkowo.

- W ogóle mój zespół zaczął śpiewać, a jak już zaczął śpiewać, to teraz nie mogę ich powstrzymać. Nawet w balladach mi śpiewają chórki. Zrozumiałam, że koncerty powinny się zaczynać od utworów, w których oni ze mną śpiewają. Śpiewanie jest czymś takim, co powoduje, że nie możesz się schować, musisz powiedzieć: "jestem tutaj". I wtedy ja czuję, że oni są razem ze mną, wszyscy znajdujemy się na scenie i potem już jesteśmy na niej razem.

A jeżeli jeszcze kiedyś miałabyś nagrywać album z cudzymi utworami, to czyje by to były utwory?

- Nie mam pojęcia. Jest bardzo dużo genialnych piosenek i twórców. Nie wiem. Wierzę, że nie ma przypadków i to, że akurat mój menedżer zapytał mnie: "ej, a może zrobisz Janis Joplin?" to nie był przypadek. Jeżeli jakiś pomysł wpadnie mi do głowy czy ktoś mi go poda, to ja go rozważę. No chyba że jest to ewidentnie coś, co wywołuje moją negatywną reakcję.

Wkrótce zobaczymy cię na festiwalu w Opolu. Wystąpisz obok takich artystów jak Honorata Skarbek czy Rafał Brzozowski. Nie będziesz się czuła w Opolu trochę nieswojo?

- Nie, jadę z całą ekipą, z wielkim zespołem, z dzieciakami, zabieram moją mamę i moją siostrę do chórków, i jeszcze chłopaka i nianię. Będę jedynie żałować, że tylko jeden kawałek gramy. Pytanie, który autokar nas pomieści (śmiech).

Czyli będziecie najbardziej widoczną i głośną delegacją, tak?

- Coś w tym stylu (śmiech).

Jak ci się podobają zmiany na rynku fonograficznym związane m.in. z rosnącą popularnością serwisów streamingowych? Niektórzy artyści obawiają się, że zostaną na lodzie.

- Jeśli chodzi o rynek i tendencje ekonomiczne... wzbraniam się przed założeniem firmy, staram się nawet nie patrzeć na zegarek. Generalnie rzecz biorąc, trochę mnie to średnio obchodzi. Co by się nie działo, nawet jeżeli będą hologramy ludzi, to jednak muzyka jest duchowym zjawiskiem, które największą moc ma na żywo, na koncercie. Odbiorcy i artyści to wiedzą. Im bardziej robi się komputerowo i cybernetycznie, tym bardziej zaczynamy potrzebować kontaktu na żywo. Nie zostaniemy na lodzie, jeżeli nie fałszujemy i gramy na żywo.

Starasz się uciekać w życiu od wszystkiego co szare i brutalnie przyziemne?

- Nie, ja bardzo lubię kolor szary i lubię ziemię.

Bo mówisz, że takie rzeczy jak fonografia, ekonomia to w ogóle cię nie interesują...

- A mi się wydaje, że to w ogóle nie jest przyziemne. To abstrakt zbudowany na bazie idei pieniądza. Dla mnie słowo "przyziemny" jest pięknym słowem. Kontakt z ziemią i bosa stopa na trawie to jest to. W tym sensie lubię przyziemne rzeczy. Lubię kontakt z dziećmi, lubię je rodzić - to są przyziemne rzeczy, które lubię.

Trzeba na nowo zdefiniować to słowo.

- Dokładnie! Bądźmy blisko ziemi. Bądźmy przy-ziemi.

I nie jedzmy mięsa?

- Oczywiście. Polecam też kontakt z krowami. Głaskanie zwierząt, które jemy. Przestańmy je jeść i pójdźmy je odwiedzić. Wtedy zobaczymy, jak cudowne są świnie, jakie piękne oczy mają krowy, dlaczego w Indiach uważane są za święte zwierzęta.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Natu | wywiady | weganizm | weganie | Janis Joplin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje