Reklama

"Pożerany przez robactwo"

Równo rok temu metalowy świat zelektryzowała wiadomość, że Samoth, jeden z filarów Emperor założył nową grupę, o złowieszczej nazwie Zyklon. Dzisiaj już wiadomo, co z tego wynikło. Debiutancki album Zyklon, zatytułowany „World Ov Worms” to apokaliptyczna wizja ludzkiej kondycji, okraszona ekstremalnym połączeniem black i death metalu. Z liderem Zyklon rozmawiał Jarosław Szubrycht.

Witaj Samoth... a może raczej Zamoth? Dlaczego zmieniłeś pierwszą literę swojego pseudonimu?

Reklama

(śmiech) Bez jakiegokolwiek istotnego powodu, chociaż cieszę się, że znów spowodowałem trochę zamieszania. Postanowiłem zapisać swój pseudonim przez „Z” poprzez skojarzenie z nazwą zespołu. Nic więcej.

Myślałem, że chciałeś przez to podkreślić, że Zyklon to całkiem nowy rozdział twojego artystycznego życia?

Można na to popatrzeć również w ten sposób. Nie doszukuj się jednak żadnych głębokich znaczeń ukrytych za jedną literką. Kiedy mam ochotę, podpisuję się Samoth. Nie ma co robić afery.

Ja jednak będę bronił tezy, że Zamoth i Samoth to dwie różne osoby. Niedawno w wywiadzie dla magazynu „Terrorizer” Dani Filth powiedział, że nie jesteś już Panem Milczenia, ale raczej Panem Śmiechu i Piwa. Podchodzisz chyba do życia z większym dystansem niż kilka lat temu?

(śmiech) To prawda, życie trochę mnie zmieniło. Jestem dzisiaj bardziej zrównoważony, mocniej stąpam po ziemi. Musisz pamiętać, że kiedy powołaliśmy do życia Emperor, byliśmy bardzo narwanymi dzieciakami, wszystko postrzegaliśmy wyłącznie w kategoriach czerni i bieli. Miałem zaledwie 16 lat. Czasem ta młodzieńcza naiwność prowadziła do bardzo ekstremalnych zachowań. Nie żałuję niczego, nie uważam, żebym popełnił jakiekolwiek błędy, ale nie zostanę przecież szesnastolatkiem do końca życia. Ewolucja to jak najbardziej naturalny proces. Niektórzy myślą, że mój stosunek do spraw religii uległ w ciągu ostatnich lat diametralnej przemianie. To nieprawda. Dzisiaj lepiej potrafię dostrzec wszystkie niebezpieczeństwa tkwiące w świecie zorganizowanych religii, dopiero dzisiaj tak naprawdę potrafię je zrozumieć.

Zastrzegasz w wywiadach, że Zyklon nie jest kontynuacją Zyklon B, projektu, który powołałeś do życia kilka lat temu i pogrzebałeś wkrótce potem. Po co więc użyłeś ponownie tej samej nazwy?

Po prostu podoba mi się brzmienie tego słowa. Poza tym niszcząca siła cyklonu doskonale odpowiada charakterowi naszej muzyki, to świetny symbol. Zresztą tak naprawdę porównania Zyklon do Zyklon B nie denerwują mnie tak bardzo. W końcu oba zespoły oparte były na tym samym pomyśle – połączeniu ekstremalnej muzyki z apokaliptyczną wymową tekstów. Główna różnica polega na tym, że Zyklon B był niewiele znaczącym projektem ubocznym. Zagraliśmy z Frostem kilka prób, weszliśmy do studia, z marszu nagraliśmy mini-album „Blood Must Be Shed” i na tym się skończyło. Tymczasem Zyklon od pierwszych dni jest normalnie funkcjonującym zespołem, któremu poświęcamy mnóstwo czasu. Wyznaczyliśmy sobie konkretne cele, które zamierzamy zrealizować i wydanie „World Ov Worms” jest pierwszym krokiem ku temu. Najważniejszym ogniwem łączącym Zyklon B i Zyklon nie jest więc ani nazwa, ani muzyka, ale moja osoba.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: teksty | robactwo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje