Reklama

"Portret drapieżcy"

Nie wspomniałeś o jeszcze jednym drapieżcy, czyli tym wielkim czarnym psie, który towarzyszy wam ostatnio na zdjęciach.

Reklama

To nasz przyjaciel. Przyznam szczerze, że sesja fotograficzna z tym potworem nie była łatwa. Wiesz, że ta bestia nie bawi się piłką tenisową, jak każdy inny pies, ale biega po domu z kulą do kręgli w pysku?! A w czasie sesji krew mu ciekła z pyska, bo w nocy zagryzł jeża! Podobnym wyczynem nie może pochwalić się chyba zbyt wiele psów. (śmiech) Muszę jednak dodać, że jest bardzo miły dla ludzi.

To może będziecie zabierać go ze sobą na koncerty?

Nie, byłby śmiertelnie przerażony! Cały show w jego wykonaniu polegałby na tym, że zasrałby nam całą scenę ze strachu. (śmiech)

A koncerty bez psa? Kiedy możemy się jakichś spodziewać?

Jedziemy na trasę w świetnym składzie – z Annihilator i Nevermore. Zjeździmy całą Europę, w tym również i Polskę. 11 marca zagramy w Katowicach, a 12 we Wrocławiu. Mam nadzieję, że się spotkamy.

Będę na pewno. Dziękuję za wywiad.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: wokalista | Rob Halford | muzyka | koncerty | portret | śmiech | portrety

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje