Reklama

Reklama

"Polskie aktoreczki mają słaby gust"

Warszawski skład 2cztery7 to: Mes, Pjus i Stasiak. Zadebiutowali w 2005 roku płytą "Funk-dla samku", ale członków zespołu do debiutantów ciężko zaliczyć. Mes ma już na koncie płytę z Flexxipem, Pjus i Stasiak mocno udzielali się w warszawskim undergroundzie. Ich debiut to bity oparte na żywych instrumentach, a w większości kawałków nie usłyszycie sampli, za to możecie posłuchać ciekawego głosu Magdy Kujawskiej, która na co dzień gustuje raczej w repertuarze jazzowym. Z okazji ukazania się albumu warszawskich hiphopowców postanowił przepytać Szymon Jadczak. Poznał m.in. szczegóły konfliktu Mesa z Mezem, który od kilku lat elektryzuje fanów hip hopu. Mes zdradził nam także, iż kiedyś uważał Meza za obiecującego rapera. Ponadto ekipa 2cztery7 zdradziła nam też, skąd się biorą dziewczyny w klipach hiphopowych i co się z nimi potem dzieje.

Jesteście debiutantami, więc nie obejdzie się bez pytania o wasze początki. Kto pierwszy?

Pjus:Ja zacznę. Początek mojej przygody z hip hopem to połowa lat 90. Pierwsze nagrania to okolice roku 1997, czyli gdy miałem 15 lat. To były jakieś domowe nagrywki.

Mes: Ciekawe, że Karol w wieku 18 lat nagrał jako podziemny raper kawałek "Telefony" w studiu u DJ-a Ośki. Ten numer stał się takim podziemnym hitem, słyszałem go w radiu. Znałem już wtedy Pjusa, ale nie wiedziałem, że to jest jego kawałek.

Reklama

Pewnego razu idziemy ulicą i Karol zacytował jakiś wers z tego numeru - wtedy dowiedziałem się, że to on jest jego autorem. To był rok 2001 i od tego momentu możemy przyjąć, że coś razem zaczęliśmy robić.

Pjus:Swoją rolę w powstaniu zespołu odegrał, poznając nas ze sobą, Dizkret - można powiedzieć, że to on jest ojcem chrzestnym 2cztery7.

Stasiak:Ja z kolei chodziłem do podstawówki z chłopakami z zespołu RHX. Jarałem się, że oni mogą robić hip hop i sam zacząłem nagrywać z moim kolegą z bloku. Potem poznałem Pezeta, Dizkreta i znalazłem się na drugim Płomieniu w kawałku "Nasze dni", to tak w dużym skrócie.

Mes: W moim przypadku to było naturalne, że zabrałem się za hip hop. Podobała mi się ta muzyka w wydaniu amerykańskim i chciałem się przekonać, czy sam tak potrafię. Chciałem zmierzyć się z językiem polskim, byłem ciekaw, czy wystarczy kilka rymów i prosty temat - nie wystarczyło, więc ćwiczyłem dalej.

Zanim powstał zespół, 2cztery7 miało być ponoć marką ubrań...

Stasiak:Była kiedyś taka opcja, że Pezet, mój kolega Robert i ja mieliśmy zamiar założyć firmę odzieżową. Mieliśmy już nawet jakieś budżety, no i ja wymyśliłem, że firma będzie się nazywać 2cztery7. Tamten pomysł padł, ale jak nagraliśmy kawałek na pierwsze Junoumi i trzeba było wymyślić dla nas nazwę, to wtedy 2cztery7 pasowało jak znalazł.

Mes, masz już na koncie płytę z Flexxipem. Emil Blef pojawia się zresztą na płycie 2cztery7. Czy te dwa projekty funkcjonują jeszcze oddzielnie, czy już się jakoś zrosły w jedno?

Mes: Nie, to są zbyt różne projekty, żebyśmy mogli nagrać wspólną płytę. Tak samo zresztą, jak w 2cztery7 jesteśmy trzema różnymi osobowościami i mamy różne zajawki, z których G-Funk jest jedną wspólną. Ale myślę, że gdyby Pjus nagrał płytę, byłaby bardziej liryczna, album Stasiaka byłby pewnie radosny, rubaszny, byłoby więcej rymów o jedzeniu niż o dupczeniu na przykład.

Rymujecie, że olaliście sample. Myślicie, że publika już dojrzała do takiej płyty? Że jest czas na taką płytę?

Mes: Uważam, że właśnie teraz jest czas na taką płytę. Może na mojej solówce, albo na drugim Flexxipie, będą sample (nie młodsze niż 20 lat), ale 2cztery7 ma pokazać, że można zrobić płytę praktycznie bez sampli i nie będą to nowe, techniczno-syntetyczne brzmienia. Myślę, że teraz jest idealny moment, po tych wszystkich aferach, z Jeden Osiem L, które ukradło świeżutki sampel i nic im się nie stało.

Wasz kumpel Ajron też ukradł sampla.

Mes: I też nie uważam, żeby to było zaj**iste. Tzn. bardzo lubię jego bity m.in. dlatego, że technicznie zjadają moje, jego bębny są wzorowe... Ale zsamplował dość młody numer rodzimej produkcji.

Pjus:Był okres brania całych wielkich pętli, potem był okres, gdy każdy domorosły producent starał się być 1232 Premierem albo Noonem i do bólu cięli te sample, a wychodziło im coś strasznie złego. A teraz nadszedł czas na instrumenty. I to nie jest wymyślanie czegoś nowego, tylko powrót do klasyki, do czegoś, co już było, ale do czegoś, z czego warto korzystać, by nie stać w miejscu.

Mes: Przynajmniej na starość, jak będę starym, śmierdzącym raperem, nikt nie będzie mógł mi zarzucić, że nagrywałem płyty oparte tylko na cudzych nutach. Nie trzeba przecież samplować, żeby robić hip hop. Może na przykład jakiemuś zagranicznemu jazzmanowi jest smutno, że mu za**bałeś 20 sekund z jego kawałka, bo nie lubi hip hopu i w dodatku nic nie rozumie z twojego tekstu? Nie jestem przeciwnikiem samplowania, ale dobrze jest mieć od tego odskocznię.

Powiedzcie w takim razie o powstawaniu bitów. Większość powstała w pałacu Mesa?

Mes: Tak, w moim pałacu, niewiele większym od tego pomieszczenia (śmiech). Wiesz, cały patent polega na tym, że kiedyś w studiu S-33 stał keyboard Noona. Noon był wtedy takim stuprocentowym samplującym człowiekiem, a na moje ciche sugestie, by może coś dograć na żywo, od razu krzyczał: "Te wszystkie pseudo-jazzowe z d*py wygrzewki, to wszystko już było, po co ja kupiłem tego Rolanda, j**ać to!". I samplował te winyle z Czeczenii sprzed 60 lat. A ja sobie robiłem bity na tym Rolandzie, kiedy Noon jadł obiad. Okazało się, że jakoś mi to wychodzi, szczególnie po poprawkach w miksie, za który odpowiadają chłopaki z S-33.

Wtedy już wiedziałem, że muszę mieć keyboard, bo za dużo mam melodii, które mi chodzą po głowie i nic nie mogłem z tym zrobić. Mam teraz Korga, z którego dzięki analogowym sterownikom zrobiło się dziesięć keyboardów. Żeby było ciekawiej, nie miałbym tego sprzętu, gdyby nie pomoc Noona, który już nie jest takim samplowym inkwizytorem.

Na płycie jest kilka niespodzianek. Pierwsza to intro nagrane przez znanego aktora Jana Nowickiego. Trudno było go namówić?

Stasiak:O dziwo, łatwo było go zaprosić. Myśleliśmy też o Marku Kondradzie, o Wojciechu Mannie, ale coś nam nie szło szukanie kontaktów do tych panów. Wtedy przyjaciółka serca Mesa dała nam kontakt do pana Nowickiego.

Mes: Chcieliśmy, żeby płytę otworzył głos znany wszystkim, ale nie z reklam czy telenowel. To miał być gość z klasą. Zgodził się bez problemu.

Stasiak: Złapaliśmy go trochę przez przypadek, ale okazało się, że jest idealny do naszej płyty. Zanim wszedł do studia, opowiedział nam milion historii, z których każda była jedną z najciekawszych historii, jakie w życiu słyszałem. Była w nich muzyka, aktorstwo, alkohol i kobiety.

Pjus:Okazało się nawet, że gustujemy w takich samych trunkach. "Żołądkowa gorzka" rządzi!

Mes: Ale nie mogliśmy się z panem Janem napić, bo cała płyta powstawała na trzeźwo, w okresie abstynencji zespołu.

Pojawiają się też zabawne skiciki, z Łoną, Grammatikiem, Włodim i Pezetem. Nie wiedziałem, że Grammatiki mają takie poczucie humoru...

Pjus:To są ich indywidualne wariacje na temat nazwy "2cztery7". Każdy miał wymyślić to indywidualnie. Juzek wszedł do studia i opowiedział 20 takich historyjek w 15 minut, na totalnym fristajlu i bez grama alkoholu. Odkryliśmy nowy talent (śmiech).

Mes: Każdy zrobił to w charakterystyczny dla siebie sposób. Łona z jajem, Pezet z wiecznym narzekaniem, Włodi swoim chropowatym, bezkompromisowym stylem, no a Grammatik w takim stylu, z którego jeszcze nikt ich nie znał.

A kto wymyślił ostatni kawałek, w którym rymują goście na co dzień zajmujący się czym innym?

Stasiak:To byłem ja! Na początku wymyśliliśmy, że na naszej płycie musi się pojawić Ceubina, że on musi wrócić do gry. Zgodził się coś nagrać, potem przyszedł pomysł, żeby rapowali też inni, którzy nie rapują. Wzięliśmy znajomych - Noona, Kociołka, DJ Romka, znanych wszystkim na tej scenie i Mormona - którego też ludzie znają, ale o tym pewnie nie wiedzą, bo widzieli go na koncertach i teledyskach Pezeta.

Kogo było najtrudniej przekonać?

Pjus:Najtrudniej było przekonać tych, którzy się tam ostatecznie nie pojawili: Ceubinę i DJ Pandę.

Z nowych postaci pojawia się na płycie świetna wokalistka Magda Kujawska. Skąd ją wzięliście?

Mes: Magdę poznałem w zeszłym roku, graliśmy koncert Flexxip gdzieś nad morzem. Po wypłacie poszliśmy do jakiejś knajpy. Siedzimy, pijemy, Emil Blef z żoną poszli do hotelu, ja zostałem przy stoliku, i zaczęła grać Magda Kujawska ze swoim jazzowym bandem. W przerwie podbiegłem do niej i mocno wcięty zacząłem jej truć, że jest rewelacyjna, że ja jestem raperem i musi mnie polubić, i razem coś nagramy.

Rano myślałem, że trochę nabroiłem w trakcie chlania, przekonywałem jazzmanów do rapowania, ale Magda się odezwała, sprawdziła, kim jestem i stwierdziliśmy, że chcemy coś razem zrobić.

Pojawia się też Trish...

Mes: Trish jest naturalnym talentem, dziewczyna z pierwszej klasy liceum, świetnie śpiewa, sama komponuje, pozdrawiamy Patrycję!

Płyta była nagrywana na trzeźwo, ale chyba bawiliście się w studiu nie najgorzej?

Pjus:Nie piliśmy ze względu na stan zdrowia. Był klimat pracy, ale nie było atmosfery zakonu.

Mes: Mieliśmy naturalną energię. To trzeba wypośrodkować - zabawę i pracę. Teraz studio S-33 się przenosi i bardzo mi zależy, żeby tam nie było playstation ani telewizora, bo to rozwala pracę w studiu.

Na drugi singel idealnie nadawałby się kawałek "To już czas", ale spaliliście go przekleństwami...

Stasiak:Jest wersja ocenzurowana, bo to miał być wstępnie drugi singel. Ale na razie nie wiemy, co będzie następnym singlem, mamy przecież same szlagiery na płycie.

A ten tekst: "Już czas wypi**dalać stąd" jest adresowany do kogoś konkretnie?

Stasiak: Ten tekst jest konkretnie do wszystkich.

Mes: Jestem jedną z pierwszych osób, która zaczęła używać sformułowania "hip hopolo"...

Stasiak:Byłeś pierwszy, miałeś to już w kawałku "Mamy to wszystko". Nagraliśmy ten kawałek z zespołem Żądło, czyli z Małolatem i z Ciechem.

Mes: Nawet nie wiedziałem. I już myślałem, że to się zaczyna kończyć, że ludzie w końcu umyli uszy. Media po kilku rewelacyjnych prześmiewczych artykułach straciły zainteresowanie tematem. A my cały czas jesteśmy na pierwszej linii oporu wobec g**na.

Pjus:Nie jesteśmy oportunistami, którzy teraz zaczęli krytykować hip hopolo, bo jest na to moda. Robimy to konsekwentnie od kilku lat, mnie się nawet zdarzyło dostać w ryj w Poznaniu za takie teksty.

Stasiak:To nie jest tak, że zespół Jeden Osiem L odniósł sukces i my im zazdrościmy. Słuchajcie chłopaki, mówię teraz do was: Wy po prostu robicie ch**owe kawałki i dlatego wam jedziemy, a nie dlatego, że odnieśliście "sukces". Moi ludzie z podwórka mają więcej pojęcia o rapie niż tacy "artyści" jak Mezo, Doniu, Liber czy Jeden Osiem L. Szkoda gadać w ogóle.

A co do Meza, to jak usłyszałem jego singel z drugiej płyty, to chciałem zadzwonić, powiedzieć mu, jak mnie zawiódł i spytać, czy nie czuje, że kopie wielką łopatą dół pod sobą? Jeszcze były momenty, że myślałem, że on jest hiphopowcem. Niestety, okazało się, że z hiphopowca w nim "nie ma nic".

Mes, ale tobie zdarzyło się wystąpić z Mezem.

Mes: Taa, występowałem z nim na New Yorkerze, jakieś dwa lata temu. Rozmówiłem się wtedy z Mezo i wydawało mi się, że sprawa jest załatwiona. On kiedyś mógł być spoko raperem, w undergroundzie coś tam działał, jego kawałki miały ręce i nogi. Jakby to ująć...

Dobrze rokował! Potem stał się, jak to określił ładnie Kuba W., raperem (bo przecież nie artystą) rozrywkowym. Strzelił sobie samobója.

Zdarzyło ci się, że jakaś młoda fanka pomyliła cię z Mezem?

Mes: Ze dwa razy mi się zdarzyło. Nawróciłem ją. Pokazałem jej prawdziwego Mesa (śmiech). To znaczy tej jednej, bo ta druga miała jakieś 11 lat.

OK, skończmy tematy poznańskie, wróćmy do 2cztery7. Z kawałka "Takie panie" można wysnuć wniosek, że nie podobają się wam polskie dziewczyny, wolicie amerykańskie...

Mes: Chodzi o to, że bardziej kręcą nas te, których nie możemy mieć i "są daleko". Mógłbym zrobić cały kawałek o Ani Przybylskiej, np. "czemu wyszłaś za piłkarza", ale potem ona przyjdzie na nasz koncert, spojrzy mi głęboko w oczy i powie: "Lubię twoje kawałki, ale przegiąłeś" (śmiech).

Wiesz, jeżeli się okazuje, że polskie aktoreczki mają bardzo słaby gust muzyczny, jeżeli Otylia słucha "Suczek" zanim wejdzie do basenu, to proszę cię...

Pjus:A w tym kawałku są nasze fantazje, które pojawiają się za każdym razem, gdy włączasz telewizor, gdy idziesz do kina. Chodziło o bardziej uniwersalne d*py. To jest jak z show Jay Leno - oglądasz i znasz wszystkich gości, a oglądasz "Wieczór z Jagielskim" i się zastanawiasz, kto tam u niego siedzi.

Wypadacie w nim jak erotomani gawędziarze...

Pjus: Nie, nie... My z paniami, które są tutaj, robimy wszystko, ale chętnie zrobilibyśmy to z paniami, które są za oceanem.

Rozumiem, że dziewczyny mogą czuć się zaproszone po koncertach za scenę?

Mes: To zależy od aktualnego układu związkowego, w jakim jesteśmy.

Pjus: Ja jednej dziewczynie wczoraj powiedziałem, że należę do niej przez jakiś czas, ale mogę na koncercie poznać fajną panią, która będzie chciała robić fajne rzeczy...

A kawałek "Skąd mogłem wiedzieć", ogólnie mówiąc o zdradzie, to prawdziwa historia?

Mes: O tak. Takie historie się zdarzają. Mi się w głowie nie mieści, jak dziewczyna może stanąć między dwoma ziomami, piętnujemy takie zajawki.

A do branży porno, popularnej ostatnio wśród raperów, was nie ciągnie?

Mes: Raczej nie. Ganianie z gołą d*pą nie jest zajęciem, o którym marzyłem od dziecka. Aktorzy porno nie wydają mi się fajnymi gośćmi, tak że patrzę i chciałbym być jednym z nich. Widziałem dwa polskie pornosy, to było najgorzej spędzone 15 minut w życiu. Tyle trwały te filmy (śmiech).

Słyszałem, że coś ma się zmienić w tej materii na lepsze...

Tematycznie najbardziej odstaje kawałek "Mamoo".

Stasiak:Wiesz, jest sporo kawałków, które nie są o melanżach, to nie jest płyta melanżowa. Ktoś określił to, że słuchając naszej płyty czuje się, jakby czytał dobry numer "Playboya". To jest trafne określenie.

Mes: Udowadniamy, że można zrobić hitowe numery o czymś, nie tylko o melanżach. Że można poruszać poważne tematy, jak antykoncepcja, zapraszać gitarzystów i Jana Nowickiego, i nie musi wyjść z tego śmierdzący hiphopowy kundel, którego nikt nie chce przygarnąć.

Załóżmy, że dostajecie propozycję okładki w "Bravo". Zgadzacie się?

Mes: Poco mi to? Propozycję z "Przekroju" czy nie wiem, "Forbesa" albo "Time'a", mogę rozważyć, ale na co mi "Bravo"? Po co mi gazetka drukowana na papierze toaletowym, którą kupują nastolatki?

W "Gdzie wtedy byłeś" zawłaszczacie sobie rap - tylko ktoś, kto przeżył co najmniej tyle co wy w środowisku, może robić hip hop...

Stasiak:My mówimy o tym, że to były bardzo fajne czasy. Nosiłem szerokie spodnie polskich firm, jeździłem na deskorolce, którą jednak szybko odstawiłem, jarałem się hip hopem w telewizji. Wiesz, wchodzę do metra, patrzę - Vienio - to była dopiero atrakcja. Niech żałują ci, którzy nie przeżyli takich opcji, tylko teraz kupili "Bravo" i podpięli się pod ten rap. My jesteśmy pokoleniem, któremu nikt nie przyniósł hip hopu na tacy.

Mes: To nie jest do ludzi, którzy pochodzą do hip hopu z otwartymi umysłami, do nowych świadomych odbiorców. To jest do dzieci hip hopolo.

Pjus:My też chcemy dotrzeć do tych przypadkowych słuchaczy. Niech oni sobie posłuchają naszej płyty, niech szukają dalej, niech dotrą głębiej, nie tylko do zespołów ze stajni UMC.

Mes: Polska jest krajem tak nieświadomych słuchaczy, bez gustu muzycznego, że jeśli weźmiesz gościa, który się nazywa Iwan i dodasz mu kolesia, który się nazywa Delfin, wrzucisz ich do TVN-u, Polsatu i "M jak Miłość", to ludzie to kupią, bo to jest wszędzie.

Dzięki mediom, promocji, możesz wszystko sprzedać, ale... tu nie ma prawidłowości! Pamiętasz Paktofonikę? Przecież to były dobre, skomplikowane kawałki. I nagle się okazało, że to może być hit. Po prostu nie ma reguły, raz 30 tys. sprzeda zespół głuchych grafomanów, innym razem będzie to jakiś ciekawy artysta. Rok później wydaje ci się, że wiesz, o co chodzi i wtedy grafomani sprzedają 300 płyt , ten ciekawy artysta 120, a na scenę platynowy comeback robi ktoś trzeci.

Mówicie, że dzięki waszej płycie ludzie mogą dotrzeć do starszych polskich płyt. Ale nie wydaje się wam, że główny problem tkwi w tym, że ludzie nie słuchają amerykańskiego hip hopu?

Stasiak: Moja dziewczyna pracuje w szkole angielskiego. Jest tam taki chłopaczek, ma 11 lat i jest hip hopowcem: chodzi w szerokich spodniach, ma maila superziomek@coś.tam a słucha Mezo i Eminema. I takie pokolenie hiphopowców nam rośnie.

Poprzeczka idzie w dół, bo z polskiego słuchają g**na, a z amerykańskiego nie słuchają niczego, albo też g**na.

Pjus:Hip hop zjada własny ogon, to jest małe, zamknięte środowisko i brakuje świeżości z zewnątrz. Jeżeli słuchacze i twórcy stoją non stop w tym samym miejscu, to jak ma nastąpić progres?

Rymujecie, żeby spalić stoisko z hip hopem w Empiku i zostawić 30 dobrych polskich płyt. Myślicie, że uzbierałoby się aż tyle?

Mes: No może trochę przesadziliśmy, nie liczyliśmy tego dokładnie. Klasyka, ale też płyty, które wyszły w miarę niedawno: Numer Raz, Grammatik, Włodi, Pezet, Małolat, Łona, Praktik, jest tego więcej!

Na płycie mocno wspieracie Małolata, który aktualnie przebywa w areszcie...

Pjus:Nie chcę wypowiadać się na ten temat. To niczego nie zmieni. Jeśli jest jakiś problem, jestem zawsze gotowy mu pomóc. Piszę do niego listy, wysyłam mu książki, staram się go wspierać. Moja ocena tej sprawy nic nie wnosi. Chciałbym jedynie, żeby jak najszybciej wyszedł. O tym, co zrobił, mam trochę inne zdanie, niektórych rzeczy nie powinien robić, ale mogę o tym powiedzieć tylko jemu osobiście.

Pjus, poza hip hopem udzielasz się w klimatach kibicowskich.

Pjus:Tak, jestem członkiem grupy Cyberfani, która zajmuje się oprawą meczów. Teraz trochę brakuje na to czasu, ale bywało, że siedziało się do 5 nad ranem i malowało, szyło rzeczy, którymi potem zachwycały się tysiące ludzi. Od 2000 roku non stop się coś działo. Jakieś kartoniady, dzień, dwa przed jakimś wyjazdem siedziało się do rana nad transparentami, flagami. Interesuje mnie to do tego stopnia, że jak zaczyna się jakiś mecz w telewizji, to muszę oglądać od pierwszej minuty, bo tylko wtedy pokazują trybuny, a tam zawsze się coś dzieje.

Przy okazji śmierci papieża pojednali się kibice. Mes, nie było opcji pojednania z Mezem?

Mes: Proszę cię... Mnóstwo było przy okazji śmierci ojca świętego groteskowych zachowań.

Pjus:Nikomu nie odmówię szczerej wiary i wzruszenia, i nie mówię z góry, że to było sztuczne, ale tak to można było odbierać. W wieczór śmierci papieża usłyszeliśmy np., że to takie polskie tsunami... To już czysta popkultura.

Słuchając waszych zabaw z cyframi i liczbami na płycie, zacząłem się zastanawiać, czy nie interesujecie się numerologią?

Mes: Nie, broń Boże.

Pjus:Tzn. ja mam zajawkę numerologiczną i horoskopową...

Mes: Poważnie?

Pjus: Wiesz np. ksywka Pjus powstała jakiś czas temu, a później dowiedziałem się, że moja karta w tarocie to papież. Numerologicznie jestem dziewiątką. Ale nie mam takich jazd, że sprawdzam we "Wróżce", co mi się dzisiaj wydarzy. Porównuję to, co o sobie wiem, co mówią o mnie inni ludzie, z kartami życia, znakami zodiaku, i to mi się potwierdza.

Jesteś dziewiątką, czyli...?

Pjus:Dziewiątki to osoby inteligentne, elokwentne, wrażliwe i przezorne. Ludzie, którzy chcą osiągnąć coś w życiu, ale nie po trupach. To altruiści.

Sprawdzałeś chłopaków z zespołu czy pasujecie numerami?

Pjus:Nie, ale mam jazdy, że wszystkie panienki sprawdzam.

Mes: Poważnie? Czego to się można na własnym wywiadzie dowiedzieć...

Pewnie dziewiątki pasują do szóstek?

Pjus: Bardzo dobry tekst na podryw! Dziękuję.

Na płycie znalazły się ambitne porównania literackie, np. do Prousta. Świadomie czy raczej przypadkowo?

Pjus:Może kiedyś miałem jakąś awersję do czytania, na początku liceum. Ale ja mam dom przebogaty w książki, wysoko wykształconą rodzinę i w pewnym momencie poczułem brak obcowania z tekstem drukowanym. Skończyłem nie najgorsze szkoły, teraz na studiach idzie mi ciężko, ale to też ze względu na zdrowie, a czytanie książek to moja pasja.

Zaraził mnie tym mój ojciec, bo nie ma chyba takiej książki, której on by nie przeczytał albo chociaż nie miał (śmiech). Więc żadne odwołania do literatury na płycie nie są przypadkowe, ale też nie chciałem z tym przesadzać.

Jak się czujecie z takim konkurentem, jak Funky Filon, który podbija Polskę "Chinką-czikulinką"?

Stasiak:To jest as. Szczytem komedii jest usłyszeć tekst o komorniku z ust Kai Paschalskiej, która jedyne trasy pokonuje z domu do studia nagraniowego, potem do filmowego i do domu. Ja nie wiem, czy ona była kiedykolwiek w chińczyku, czy jadła psa albo gołębia na Stadionie Dziesięciolecia?

Pjus: A Funky Filon chyba jadł, ale mu coś tam dosypali... Ja się zastanawiam, czy oni tego posłuchali w wytwórni przed wydaniem?

A nie boicie się, że w naszym pokręconym kraju chwyci Funky Filon, a nie chwyci 2cztery7?

Stasiak:A niech sobie chwyci. W tym kraju już mnie nic nie zdziwi. "Nie dziwi nas to, bo nie dziwi już nas nic" Łona nagrał już o tym kawałek. W naszym kraju dzieją się tak abstrakcyjne rzeczy, że ciężko jest nas zaskoczyć. Co do Funky Filona, to podobno jest on kozackim perkusistą, więc ja osobiście wolałbym, by nie oddalał się od perkusji.

Opowiedzcie o teledysku do numeru "Dwa cztery siedem". Skąd się biorą laski w klipach?

Stasiak:Z castingu (śmiech). Nie przyprowadzają ich raperzy, niestety. Ale niektóre można wyprowadzić (śmiech). A klip kręciliśmy we Wrocławiu.

Mes: Niestety, kręcenie nie jest takie przyjemne jak casting. Na planie rządzi reżyser i kwestią zaufania jest to, czy chcesz wp**rdalać mu się w robotę czy wiesz, że zrobi to dobrze. Po kilku latach i kilku klipach wiem już, że po pierwsze kręcenie klipu na trzeźwo nie ma sensu, po drugie z dziewczynami trzeba pogadać przed ujęciami, trochę lepiej je poznać i warto też zwracać uwagę, czy to, co ci obiecano, pokrywa się z tym, co widzisz na planie.

Dziękuję za wywiad.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje