Weronika Figiel, Interia Muzyka: Widzimy się we Wrocławiu. Masz jakieś specjalne wspomnienia związane z tym miastem?
Margaret: Tak, bo we Wrocławiu w jakimś sensie zaczynałam swój projekt. Nazywał się wtedy Margaret J. Project. Chłopaki, którzy go ze mną tworzyli - Adam Kabaciński i Marek Pędziwiatr, których z tego miejsca pozdrawiam - są tak naprawdę ze Szczecina, bo wszyscy poznaliśmy się właśnie tam, ale potem przeprowadzili się do Wrocławia. Spędzałam więc tutaj mnóstwo czasu i mój pierwszy koncert zagrałam właśnie we Wrocławiu. Wczoraj nawet przechodziłam obok tego miejsca... "Schody Donikąd"! Faktycznie, Wrocław jest mi bardzo bliski muzycznie, uwielbiam tu wracać i występować. Wrocław jest cool.
Króluje tu hasło "przyszłość". Jak widziałabyś polską scenę w przyszłości?
- Mam ogromną nadzieję, że przyszłość muzyczna wciąż będzie wiązała się z człowiekiem i wykonywaniem muzyki na żywo. Bardzo bym sobie i nam wszystkim życzyła, żeby poziom performatywny rósł. Mówię o tym, bo przyszłość daje nam wiele możliwości technicznych, które mogą zastępować nasze umiejętności, ale do tego nie będę namawiać. Natomiast, żeby z tej przyszłości i technologii korzystać mądrze, ale żeby nie zabijać człowieka w sobie.
Zobacz również:
A jaka będzie Margaret w tej najbliższej przyszłości?
- Mogę się tylko podpisać pod przyszłością do tygodnia, bo tylko taką planuję i tylko takiej jestem pewna. Będzie to bardzo wakacyjna wersja mnie, bo mam kilka dni, żeby po prostu poczilować w domu nad rzeczką. Taka to przyszłość... Rany, jestem w to najgorsza! Powinnam przecież powiedzieć, że wydaję płytę!
W takim razie zapraszamy do słuchania, nadrabiamy!
- Ja przecież wydaję płytę! To chciałam powiedzieć. Nosi tytuł "Tripolar", a w to lato ukaże się jeszcze druga epka, bo cały materiał składa się z trzech mniejszych wydawnictw. Pierwsza epka, "B.A.D.", już wyszła, a teraz wychodzi kolejna - "Voice".
Jesteś też świeżo po premierze duetu z Dawidem Kwiatkowskim. Opowiedz nam o tej współpracy.
- Oj tak, ta premiera jest dla nas niezwykle wyjątkowa. Zarówno personalnie, jak i zawodowo. Jesteśmy z Dawidem takimi "dzieciakami", które od samego początku się obserwują i w jakimś sensie są ze sobą w tej drodze. Pamiętam, jak 14 lat temu graliśmy wspólną trasę koncertową po parkingach pod centrami handlowymi. Abstrakcja! Kiedy ostatnio to wspominaliśmy i wysyłaliśmy sobie stare zdjęcia, uświadomiłam sobie, jak niesamowite jest to, że ten duet opowiada nie tylko o samej piosence, ale właśnie o drodze, którą razem przeszliśmy. Wydaje mi się, że dlatego odbiór tego utworu jest tak niesamowity. Czekaliśmy na niego nie tylko my, ale też nasi słuchacze. Od dawna zapowiadaliśmy, że bardzo chcielibyśmy nagrać coś razem, więc zbudowało się wokół tego oczekiwanie. I oto jest!
Jesteśmy teraz w trakcie letniego sezonu koncertowego. Z czym najbardziej kojarzą ci się takie plenerowe występy?
- Z dobrą zabawą - wiem, że to wyświechtane hasło, ale też z taką wolnością. Lato, letnie wieczory... Mam z tymi koncertami wyłącznie wspaniałe skojarzenia.
Tak już na koniec: połowa roku za nami. Jak podsumowałabyś te minione sześć miesięcy?
- Dużo pracy, dużo super nowo poznanych ludzi, ale też dużo relacji, które pielęgnuję. Więc jest świetnie - oby tak dalej!











