Nita: "Dzisiaj czuję się silniejsza, żeby znowu robić muzykę" [WYWIAD]
Jedna z najciekawszych debiutantek ostatnich lat - Nita - po udanej współpracy z Disneyem i premierze debiutanckiego albumu "Nitki", powraca z nowym materiałem. Z tej okazji porozmawialiśmy z wokalistką o odwadze do tworzenia, niedawnych singlach oraz współpracy z Mimi Wydrzyńską i Leonem Krześniakiem.

Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: Po debiucie wydanym w 2023 roku, powracasz z nową muzyką. Niedawno premierę miał twój najnowszy singiel "Szerokości!". Jest on zwiastunem nadchodzącego longplaya?
Nita: - Oczywiście, że tak. Nowa płyta ukaże się prawdopodobnie w październiku - taki przynajmniej mamy plan (śmiech). Właściwie jesteśmy już na etapie finalizacji całego albumu. Przed premierą pojawi się jeszcze kilka singli, więc naprawdę nie mogę się doczekać.
Zależało ci, by na singlu "Szerokości!" manifestować odwagę i brak lęku przed podążaniem własną drogą?
- Myślę, że to były to jedne z elementów, ale przede wszystkim chciałam w jakimś sensie dodać ludziom otuchy. To nie jest typowo motywacyjna piosenka. Miałam raczej w głowie to, żeby metaforycznie przytulić kogoś, kto podąża swoją własną ścieżką - która być może jest trudna i niestandardowa. W tym utworze pojawia się kilka motywów pokazujących, że w warstwie emocjonalnej jako ludzie jesteśmy do siebie bardzo podobni i podobnie przeżywamy różne rzeczy. Chciałam po prostu utożsamić się z drugim człowiekiem i jego drogą.
Czyli poniekąd śpiewasz do samej siebie, by tej odwagi nigdy ci nie zabrakło…
- Dokładnie tak. Kiedy zaczynałam pisać tę piosenkę, myślałam głównie o tym, żeby dać otuchę samej sobie. Bardzo szybko okazało się jednak, że ten utwór podnosi na duchu również innych. Jestem z tego powodu niezwykle szczęśliwa. Bardzo lubię łączyć się ze swoimi słuchaczami w tak szczerych emocjach.
Skąd się wzięło natomiast twoje zamiłowanie do estetyki Y2K, która wybrzmiewa zarówno w muzyce, jak i teledysku?
- Przez kilka lat szukałam swojej drogi i brzmienia na kolejną płytę. Pamiętam moment, kiedy byłam w studiu z Leonem Krześniakiem i stworzyliśmy pierwszy utwór. Poczułam wtedy, że właśnie w takim klimacie chciałabym nagrać cały album, więc poszłam w to na całość. Poza tym - urodziłam się w latach dwutysięcznych. Na studiach mówili na mnie "Nita 2000", bo byłam tym pierwszym rocznikiem nowego tysiąclecia. Stwierdziłam, że to chyba znaki na niebie i powinnam za nimi pójść. Przy premierze płyty planuję też kilka niespodzianek, które będą mocno kojarzyły się z tamtymi latami. Wydaje mi się, że tym, co mną dzisiaj kieruje, jest głównie ten sentymentalny powrót do przeszłości. To po prostu emocja, za którą podążam.
"Szerokości!" nie jest jednak jedyną twoją nowością z tego roku, bo w styczniu wydałaś "Dla zasady". Z jakim jego odbiorem się spotkałaś?
- Odbiór był, przynajmniej moim zdaniem, świetny. Byłam bardzo szczęśliwa, bo dostałam mnóstwo pozytywnych wiadomości, a zmiana była przecież dość zauważalna. Przefarbowałam włosy, a teledysk, który stworzyliśmy, okazał się wizerunkowo dość odważny. Brzmieniowo to też nie było coś, czego moi fani mogli się po mnie spodziewać. Tym bardziej ucieszyły mnie wiadomości, że piosenka tak bardzo im się podoba i odpalają ją na głośnikach. Przez jakiś czas utwór był nawet grany w rozgłośniach radiowych i znalazł się w TOP 40 na AirPlay w Polsce. Tak że singiel został przyjęty niezwykle ciepło i jestem naprawdę szczęśliwa.
Z czego wynikała jednak przerwa, którą miałaś po 2024 roku do singla "Dla zasady"?
- To był moment w moim życiu, w którym potrzebowałam poukładać sobie pewne sprawy. Ta przerwa była związana głównie z życiem prywatnym - jestem tak skonstruowaną osobą, że jeśli w tym aspekcie nie mam ładu, to nie potrafię się skupić i działać. To było dla mnie kluczowe: uporządkować wszystko, zanim znowu zacznę publikować utwory. Tworzenie i pokazywanie ludziom swojej twórczości jest niezwykle angażujące emocjonalnie, a czułam, że w tamtym okresie miałam w sobie niewiele przestrzeni na takie bodźce. Dzisiaj czuję się silniejsza, żeby znowu to robić i wrócić na scenę.
Jak przebiegała współpraca z Leonem Krześniakiem czy Mimi Wydrzyńską przy pracy nad numerem "Dla zasady"?
- To jest w ogóle coś niesamowitego, bo przy powstającym teraz albumie współpracuję z wieloma różnymi osobami. Poczułam, że to moment, w którym potrzebuję zderzyć się z innymi artystami, bo to mnie napędza. Lubię zmiany, czerpanie z cudzych doświadczeń i odkrywanie nowego. Kiedy weszłam do studia z Leonem Krześniakiem, od razu złapaliśmy niesamowite flow i pełne zrozumienie. Już pierwszego dnia stworzyliśmy jeden numer, a kolejnego - następny. Praca szła nam niezwykle sprawnie i szybko. Uwielbiam tak działać. Mam zasadę, że jeśli zarys utworu nie powstanie w trzy godziny, to zazwyczaj odpuszczam, bo czuję, że dalej z tego nic nie będzie. Z Leonem natomiast sfinalizowaliśmy każdy pomysł, za który się zabraliśmy, z czego ogromnie się cieszę. Tak samo wygląda to z Mimi. Uwielbiam nasze spotkania. Przy pierwszym albumie pisałam wszystkie teksty sama, a teraz otwieram się na współpracę z innymi songwriterami, żeby się od nich uczyć i wyciągać to, co najlepsze. Z Mimi mamy już swoją tradycję: najpierw parzymy sobie kawkę albo napar imbirowy, rozmawiamy o życiu prywatnym, a potem po prostu piszemy o tym piosenki.
Czyli pewne automatyzmy twórcze udało się bez problemów wypracować…
- Moim zdaniem to kwestia flow i tego, że po prostu prywatnie się lubimy. Daje to przestrzeń do stworzenia czegoś wyjątkowego. Zbudowanie dobrej relacji z ludźmi, z którymi pracuję, to dla mnie absolutny fundament.
Te dwa dotychczasowe single są dobrym wyznacznikiem jak będzie wyglądać finalnie krążek?
- Tak - mój krążek będzie mocno skupiony wokół brzmień, które można już usłyszeć w tych dwóch singlach. W pierwszym utworze inspirowaliśmy się nieco produkcjami Timbalanda. Z kolei w drugim numerze zahaczam o klimat, który kojarzy mi się z Polską lat dwutysięcznych - i myślę, że w warstwie tekstowej bardzo to widać. Te dwie piosenki to świetna zapowiedź, ale mam w rękawie jeszcze kilka asów. Nie mogę się doczekać, kiedy ta muzyka ujrzy światło dzienne.
Wróćmy na moment do końca 2024 roku. Wydałaś wtedy numer "Nowy ląd" na potrzeby filmu "Vaiana 2". Czujesz z perspektywy czasu, że był to dla ciebie jeden z przełomowych momentów w karierze muzycznej?
- Nagranie piosenki dla Disneya było spełnieniem moich dziecięcych marzeń. Pamiętam, jak kiedyś zrobiłam sobie listę rzeczy, które na pewno chciałabym w życiu osiągnąć i jednym z punktów było właśnie zaśpiewanie w disneyowskiej animacji. Przyznam, że miałam ogromne szczęście, bo trafiłam na "Vaianę". To niesamowita bohaterka - cechuje ją ogromna odwaga i jest zupełnie inna niż dotychczasowe księżniczki. Traktuję to jednak przede wszystkim jako prywatny sukces. Nie zastanawiałam się głęboko nad tym, jaki impakt wywrze to na moją dalszą karierę. Ale to naprawdę piękny element mojej artystycznej drogi.
W nadchodzącym letnim sezonie masz kilka koncertów do zagrania. Jakie masz nastawienie przed nimi?
- Nie mogę się ich doczekać! Jeśli chodzi o całą moją działalność - od pisania tekstów, przez nagrania, aż po tworzenie muzyki - granie koncertów to zdecydowanie moja ulubiona część. To wyjątkowe zwieńczenie całego procesu, moment zderzenia się z prawdziwym człowiekiem, zobaczenia na żywo jego reakcji i zbudowania relacji ze słuchaczami. Niedawno graliśmy na Next Fest w Poznaniu i był to nasz pierwszy koncert po dłuższej przerwie. Bardzo się stresowałam - mam wrażenie, że przez tydzień przed występem dosłownie chodziłam jak struta. Kiedy jednak wyszłam na scenę i zobaczyłam ludzi, od razu przypomniałam sobie, jak potwornie za tym tęskniłam. W Poznaniu zaprezentowaliśmy wyłącznie nowy materiał - nie pojawił się ani jeden utwór z pierwszej płyty, więc wszystko było absolutnie świeże. Bardzo bałam się tego, jak publiczność odbierze te nowości, ale ich reakcje totalnie mnie uskrzydliły. Teraz mam w sobie jeszcze większą motywację, żeby jak najszybciej wrócić na trasę.








