Natasza Urbańska: Tym razem podchodzę do mojej muzyki zupełnie z innej strony [WYWIAD]
W zeszłym roku świętowała 30-lecie pracy artystycznej, ale to nie koniec celebracji, bowiem Natasza Urbańska zapowiedziała kolejne jubileuszowe koncerty. Zanim jednak to - 22 kwietnia 2026r. pojawi się na scenie Filharmonii Narodowej u boku ikony francuskiej piosenki. Patrick Fiori po raz pierwszy w Polsce zagra tam pełnowymiarowy koncert w ramach specjalnej, wiosennej odsłony wydarzenia French Touch La Belle Vie.

Damian Westfal, Interia Muzyka: Już niedługo widzimy się w Filharmonii Narodowej. Zdradź proszę kilka szczegółów.
Natasza Urbańska: Tak, to już moje drugie spotkanie z French Touch'em, ale pierwszy raz w Filharmonii Narodowej. Dla mnie to pierwszy raz na tej scenie, więc to jest bardzo ekscytujące. Pamiętam, jak byłam młodą osobą i bywałam tam na koncertach. Filharmonia to dla mnie miejsce wyjątkowe, gdzie muzyka nabiera magicznego wymiaru, szczególnie dzięki akustyce. Cieszę się na ten wspólny koncert z Patrickiem Fiori, ale też z wielkimi osobowościami polskiej sceny, jak Alicja Szemplińska czy Tre Voci.
Jak wspominasz swoje pierwsze spotkanie z Patrickiem?
- Pamiętam, jak wszedł na próbę do koncertu. Byłam trochę stremowana, wiadomo - pierwsze spotkanie, gwiazdy z Francji, menedżerowie, mikrofony - a Patrick od razu wprowadził swobodną atmosferę. Zaczęło się od tego, że powiedział: "A może zaśpiewamy coś z "Dzwonnika z Notre-Dame"? Jaki głos mam zaśpiewać?" Patrzyłam na niego z niedowierzaniem! To pokazuje, jakim jest wielkim artystą. W jego pasji i miłości do muzyki czuć, że naprawdę żyje tym, co robi. Mam wrażenie, że Patrick zaśpiewa wszystko, ma w sobie taki luz, który wyprowadza komfortowa atmosferę, i znika "ściana", która czasem pojawia się przy takich spotkaniach z międzynarodowymi gwiazdami. Niesamowity wokal, charyzma, uwodzicielski uśmiech… tak w dużym skrócie określiłabym Patricka. Cieszę się, że będziemy mieć drugą okazję, żeby razem stanąć na scenie. To dla mnie kolejne wyzwanie, bo kocham śpiewać po francusku.
Co wydarzy się na scenie z twojej strony?
- Mogę zdradzić tylko kilka szczegółów. Otworzę ten wieczór i na pewno zaśpiewam kilka klasyków, które nigdy się nie starzeją. Sięgnę po "Parole, Parole" Dalidy, a także po repertuar Edith Piaf. Mam starą duszę i kocham te klasyczne francuskie piosenki. Poza tym planuję również zrobić coś bardziej rockowego - zobaczymy, jak to się ułoży w całość repertuarowo.
Francuska muzyka jest ci chyba bliska? Masz już doświadczenie chociażby po "Wieczorze Francuskim" w Teatrze Buffo.
- Zgadza się, ale język francuski to dla mnie wyzwanie. Brałam korepetycje, pracując nad tymi piosenkami. Praca w teatrze polega na tym, że mimo, że często występujesz w spektaklach przez długie lata śpiewasz te same piosenki, ale za każdym razem podchodzisz do nich na nowo, na świeżo. Eksperymentujesz - może trochę inaczej, z inną intencją, próbujesz nadać piosence nowy kierunek. Nigdy nie ma dwóch takich samych spektakli. Mimo tylu lat spędzonych w tym repertuarze - ciągle mam w sobie ten niedosyt, tę chęć odkrywania czegoś nowego. Właśnie z tego niedosytu, z tej mojej fascynacji językiem francuskim postanowiłam przetłumaczyć jedną ze swoich piosenek - "Po prostu patrz". To utwór, który stworzyłam w duecie z zespołem Liker$ z Kielc. Poprosiłam o pomoc przy tłumaczeniu brata Dawida Kwiatkowskiego. Michał napisał mi piękny tekst i czuję, że idealnie pasuje do koncertu z Patrickiem Fiori. Mam ogromne serce do francuskiej piosenki, bo niesie ona ze sobą jakiś ból, rozdarcie, ale też niezwykłe piękno, które przeszywa człowieka.
Co jeszcze z twoimi nowymi projektami? Słyszałem nieoficjalnie, że pracujesz nad nowym albumem, którego premiera jesienią tego roku. Potwierdzisz?
- Właśnie kończę pracę nad moim nowym albumem. Pracuję nad nim z Jeremim Sikorskim, a także Kubą Krupskim i Leeo. Cały materiał na płytę powstał podczas writingowego campu. Skupiłam się na tym, aby moje piosenki były pełne emocji i opowiadały historię. Jesteśmy na etapie domykania utworów po polsku i nie tylko. Prace idą pełną parą, chociaż Jeremi to chyba najbardziej zapracowany artysta w Polsce, więc jak go łapię do studia, to staram się wykorzystywać każdy moment. Cieszę się z naszej współpracy, bo to ultra utalentowany młody człowiek.
Czyli nadchodzą też single…
- Na pewno będę publikować nowe single przed albumem. Tym razem podchodzę do mojej muzyki zupełnie z innej strony. Tworzę wszystko od podstaw - najpierw powstała cała historia w mojej głowie, dźwięki nadają charakter i styl całej płycie. Wychodzę trochę z klucza musicalowego i tym samym wracam czy odkrywam swój styl, który czuję bardzo dobrze.
Chciałbym jeszcze pogratulować trzydziestu lat pracy artystycznej! Jak patrzysz na te wszystkie lata wstecz?
- "Moje 30 lat…". Tym koncertem starałam się opowiedzieć swoją historię 30 lat na scenie w muzyczno-tanecznej opowieści i podzielić się energią, która towarzyszyła mi przez te wszystkie lata. Opowiadam o muzycznych zakrętach, o moim dojrzewaniu, z każdą kolejną płytą, z każdym nowym projektem. Najpiękniejszym projektem, jaki może spotkać artystę, jest musical napisany z myślą o nim - a takim projektem jest "Polita". Gram już ponad 14 lat i jestem bardzo wdzięczna twórcom, że zaufali i powierzyli mi taką wymagającą rolę. Cały czas ją odkrywam, bo zaczynałam grać jako młoda osoba, a teraz, z upływem lat zmieniłam się jako artystka i kobieta - zmienia się też i moja Pola.
Wracając do jubileuszowego koncertu moich 30 lat, na scenie śpiewam piosenki, które są mi najbliższe, które wyznaczały moje artystyczne zmiany, ale także osobiste. Piosenki, które wiążą się z moimi doświadczeniami jako kobiety, która obraca się w show-biznesie, codziennie występuję na żywo i nigdy nie przestaję szukać, czuć tego artystycznego niedosytu. W tej prawie dwugodzinnej pigułce koncertowej, gdzie pod koniec już ledwo stoję na nogach (śmiech) daję z siebie wszystko. Koncert jest bardzo intensywny - szybkie przebiórki, wizualizacje, tancerze, ogromna różnorodność muzyki, i mam najlepszych muzyków w Polsce, w tym genialną sekcję dętą - no, po prostu trzeba przyjść i zobaczyć na żywo! Zapraszam Was!
W takim razie planujesz nowe daty? Pierwsze koncerty wyprzedały się błyskawicznie.
- Wiem, że 11 września zagramy w Starym Maneżu w Gdańsku, będzie też Szczecin 19 i 20 września, i kolejne miasta… to się zaczyna powolutku klarować. Bardzo się cieszę, że trasa "Moje 30 lat…" rusza w Polskę.
Jesteś piosenkarką, aktorką, tancerką. Uważam też, że posiadaczką jednego z najlepszych głosów w Polsce. Czy uważasz, ze jesteś dziś za mało doceniana w kraju?
- Nigdy w ten sposób nie myślę. Doceniam każdy moment, miejsce i ludzi, z którymi pracuje. I czuję że moja widownia, fani i współpracownicy też mnie doceniają. Teatr Studio Buffo to moja rodzinna scena. To miejsce, w którym wciąż występuję - zarówno w wieczorach tematycznych, jak francuski, latynoski czy włoski, jak i w musicalach. Od "Metra" wszystko się zaczęło i grałam chyba z 20 lat, to musical, który miał ogromny wpływ na moje życie i karierę. To jest musical o młodzieży, więc moje miejsce zostało już zajęte przez młodsze pokolenie. (śmiech) Moja córka zaczęła grać w "Metrze", bo to także opowieść o niej, o szukaniu siebie w tym świecie. Janusz Józefowicz od lat tworzy teatr muzyczny, zespół z młodych ludzi, którym daje szanse rozwoju, grania na scenie i przede wszystkim kształcenia w tym kierunku. Buffo to taka nieformalna szkoła musicalowa. Tu nie ma taryfy ulgowej. Oczywiście, wszystkie spektakle w Teatrze Studio Buffo to oryginalne produkcje, wszystko tworzymy razem, pod okiem Janusza Józefowicza i Janusza Sokłosy. Jestem bardzo dumna, że mogę być częścią tego pięknego miejsca, a dzielenie się swoja muzyką jest moją pasją i ogromna przyjemnością. To niesamowite, że po tylu latach wciąż mam frajdę… i ten kontakt, który nawiązuje się między mną a widzem… to jest magia i dla tych magicznych momentów właśnie warto to robić.









