Natalia Muianga po wygranej w "Twoja Twarz Brzmi Znajomo": Największą konkurencją był mój stres [WYWIAD]
Natalia Muianga ma za sobą spektakularne zwycięstwo w "Twoja Twarz Brzmi Znajomo" i coraz śmielej podbija muzyczną scenę. W wywiadzie dla Interii Muzyki opowiada o emocjach po programie, pracy nad nowym materiałem i o tym, jak rozpoczęła się jej muzyczna droga.

Alicja Rudnicka, Interia Muzyka: Chciałam ci serdecznie pogratulować wygranej w "Twoja Twarz Brzmi Znajomo"! Jakie emocje ci towarzyszyły? Czy spodziewałaś się zwycięstwa?
Natalia Muianga: Oczywiście, że nie. Tego się nie da przewidzieć. Wszyscy finaliści mieli naprawdę świetne występy, każdy daje z siebie w tym programie 100%, aż po sam finał - tak samo jak ja. Dałam z siebie wszystko, myślałam tylko o tym by zrobić to jak najlepiej. To jest taki jeden strzał podczas którego trzeba pójść na całość na scenie, bo tak jak państwo to widzą w telewizji, tak właśnie wygląda to naprawdę.
Nie ma żadnych zmian, cięć, poprawek. Emocje były ogromne - był stresik, ale też ta ekscytacja, która zawsze mi towarzyszy. Ciągle to powtarzam w tym programie: po prostu szczęście. To była naprawdę jedna z piękniejszych muzycznych przygód w moim życiu. Jestem szczęśliwa, że mogłam tam być wśród tak wspaniałych ludzi.
Co wyniosłaś z udziału w tym programie? Bo występowałaś już nieraz na scenie, masz to obycie. Czy te doświadczenia, wcielanie się w inną postać, sprawiły, że wyciągnęłaś z tego coś, co wykorzystasz w przyszłości?
- Pewnie, że tak. Wzięłam na warsztat repertuar, którego sama raczej bym nie wybrała do śpiewania, więc zmierzyłam się z naprawdę trudnymi utworami i ikonami muzyki rozrywkowej, takimi jak Prince czy Whitney Houston. To były postacie, których wcześniej nie śpiewałam. Ten repertuar był dla mnie zupełnie nowy i świeży.
Również zmiana głosu to coś, czego przecież nie robię naturalnie na co dzień. Wiele mogłam się tam nauczyć od trenerów, takich jak Agnieszka Hekiert, Nika Lubowicz i Iza Puk. Z tymi trenerkami naprawdę bardzo dużo ćwiczyliśmy i wiele mogłam się od nich nauczyć - wokalnie, ale też tanecznie i aktorsko, z czym wcześniej nie miałam do czynienia. To był dla mnie naprawdę bardzo rozwojowy i wszechstronny program.
Które wcielenie było dla ciebie najbardziej wymagające?
- W każdym było coś nowego. Nie było takiego występu, na który przyszłabym i pomyślała: "O, dobra, to już jest super, tu się czuję najlepiej, ekstra, nie muszę za dużo nad tym pracować". Na każdy występ poświęciłam sporo pracy.
Począwszy od Whitney, która była dla mnie… no, już samo to nazwisko wzbudziło ciarki na moim ciele, kiedy usłyszałam, że mam się w nią wcielić. Później był Bruno Mars, który był ciężki. Poszło mi, jak poszło - były te lepsze i gorsze występy. Bruno był może tym mniej zadowalającym, ale zadowalającym, jeśli chodzi o uczucia, jakie mi towarzyszyły na scenie. Ekscytacja z tego, że mogę wykonywać jego utwór, była naprawdę ogromna.
Trudny był też głos - wcielenie się w Bruno Marsa, bo to współczesny głos tenorowy, męski, i ciężko było mi jako kobiecie go podrobić. To było naprawdę trudne. Ale tak samo było z Ciarą, gdzie było dużo tańca. Trenowałam i w szkole, i w domu - cały czas ten taniec, gdzie tylko mogłam. Przed telewizorem włączałam sobie nagrania z prób i tańczyłam w domu. Każdy występ miał w sobie coś, jakąś nutkę niepewności, z którą trzeba było sobie poradzić.
Który odcinek wspominasz najlepiej?
- Myślę, że Ciarę. Wydaje mi się, że ta Ciara była dla mnie taka pamiętna, bo to był mój prawdziwy "Level Up". Poświęciłam temu dużo pracy i wiem, że dałam z siebie 200% - tak jak mówiłam, tanecznie.
Kiedy zobaczyłam, jak grupa taneczna, która miała mi towarzyszyć na scenie - grupa "CLLECTV" - zasuwa na parkiecie podczas prób, pomyślałam: "Wow, mam nadzieję, że dorównam im fizycznie, chociażby kondycyjnie". To wspominam najlepiej, bo naprawdę włożyłam tam mnóstwo pracy - zarówno fizycznej, jak i wokalnej.
Kto był według ciebie największą konkurencją?
- Och, to jest ciężkie pytanie. Tak jak można było zobaczyć, każdy miał swój mocny odcinek - więc wszystko zależało od tego, kiedy kto miał swoją perełkę muzyczną. W każdym odcinku ktoś błyszczał.
W finale konkurencją byli dla mnie Modest, Kamil i Krystian - cała ta trójka. Ale jeśli chodzi o cały program, to traktuję to raczej jako zabawę, a największą konkurencją był mój własny stres.
A wróćmy do początku. Jak to się stało, że zdecydowałaś się wziąć udział w tym programie?
- Dostałam zaproszenie na casting, na który poszłam - i udało mi się go przejść. Wszystko zaczęło się właśnie od tego castingu w Warszawie, w siedzibie programu "Twoja Twarz Brzmi Znajomo" - Endemolu.
Podczas castingu produkcja sprawdzała moją elastyczność głosu, może trochę podstaw aktorskich. Tańca za dużo się nie sprawdzało, raczej moje obycie przed kamerą. Tak to się zaczęło - przyszłam na casting i udało się.
Jeszcze dodam, że jestem z Gdańska, więc dla nagrań programu przeprowadziłam się do Warszawy i zostałam tu na dłużej. To była dla mnie duża zmiana - nowe miejsce, nowi ludzie, nowe tempo życia. Próby odbywały się codziennie, więc musiałam być na miejscu.
Powiedz mi, czy po tym show otworzyła ci się droga na kolejne programy? Masz ochotę na udział w następnych, czy raczej nie chciałabyś tego powtarzać?
- Udział w tym programie był naprawdę wymagający i na pewno chwilę muszę odpocząć. Na razie bardzo chcę się skupić na mojej twórczości muzycznej, bo pewnie jeszcze nie tak dużo osób o tym wie, ale sama piszę teksty i komponuję, a to także wymaga sporo czasu. Ale jak najbardziej jestem chętna do udziału w innych programach - oczywiście, że tak! Nie wiem jeszcze, jakie mnie czekają... może "Taniec z gwiazdami"? Zobaczymy.
No pewnie! To już prosta droga do "Tańca z gwiazdami" - taniec przećwiczony, więc będzie tylko łatwiej.
- Tak, ale jeszcze pracuję nad tym statusem "gwiazdy" (śmiech). Może kiedyś, kto wie! Ale bardzo chętnie - ja w ogóle lubię takie rzeczy. W tym programie świetnie się odnalazłam, bo był związany z moim zawodem, czyli ze śpiewem. To był mój świat, a jednocześnie bardzo rozwijający - aktorsko i tanecznie. Czułam się tam wspaniale. A co dalej? Zobaczymy! Jestem otwarta i jeśli tylko będę pasować do jakiegoś programu, to na pewno chętnie wezmę w nim udział.
Wydałaś w tym roku trzy single - "Beznamiętnie", "Va bank" i "Kruche". Jakie są twoje dalsze plany? Czy możemy się spodziewać albumu w najbliższym czasie?
- Przyznam, że największą zmianą dla mnie w tym momencie jest podpisanie kontraktu menedżerskiego z Kayaxem. To duża zmiana, ponieważ wcześniej byłam sama sobie menedżerem, że tak powiem, a teraz mam osoby, pod których skrzydłami będę - i które zaopiekują się mną oraz moją drogą artystyczną, muzyczną.
Piosenki oczywiście nadal piszę. Niedawno miałam premierę "Beznamiętnie" i miło patrzeć, że ten utwór dociera do wielu serc. Sporo ludzi mnie dzięki niemu zauważyło, mam nowych odbiorców, więc myślę, że to kierunek, w którym będę dalej podążać.
Na razie chciałabym wypuszczać kolejne single. Co do albumu - jeszcze potrzebuję trochę czasu, ale pracuję nad swoim materiałem. Myślę, że co jakiś czas będę dzielić się czymś nowym, a z czasem zbierze się większy materiał. Chciałabym potem występować na festiwalach, organizować własne koncerty. Na tym mi teraz zależy - robić swoje, tworzyć, bo ostatnio naprawdę dużo się działo, także w związku z programem. Gdy to wszystko trochę się uspokoi, planuję publikować coraz więcej swojej muzyki.
Przy pisaniu piosenek sugerujesz się swoimi prywatnymi przeżyciami, czy szukasz inspiracji gdzie indziej?
- Szukam inspiracji wszędzie - w swoim życiu, w otoczeniu, w relacjach bliskich mi ludzi. Moje piosenki często w jakimś stopniu dotykają mojego życia - czy to mnie samej, czy osób, które są mi bliskie. Więc tak, inspiruję się sobą, swoimi przeżyciami, ale też historiami innych.
Co było dla ciebie impulsem, żeby zacząć tworzyć muzykę? Dlaczego zdecydowałaś się na tę drogę?
- Kiedy byłam nastolatką, miałam mnóstwo różnych pasji - zaczynając od sportu, z którym kiedyś wiele mnie łączyło. Byłam sprinterką, nawet udało mi się pojechać na Mistrzostwa Polski, więc całkiem dobrze mi to szło.
Z czasem jednak sport mi się znudził. Nie miałam już do niego tyle zapału i chęci do trenowania, co do śpiewania. Z tych wszystkich pasji właśnie śpiew został ze mną najdłużej - to jedyna rzecz, która nigdy mi się nie znudziła, zawsze przynosiła satysfakcję. W śpiewaniu jest coś nieprzewidywalnego - improwizacja, emocje, pozytywna adrenalina. I chyba to właśnie lubię w tym najbardziej.
Czy są jacyś twórcy, którzy cię inspirują w twoim brzmieniu, czy raczej szukasz własnego i nie patrzysz na to, co dzieje się dookoła w mainstreamie?
- Oczywiście, że patrzę i zaglądam, co się dzieje, ale lubię być oryginalna, lubię być sobą. Lubię prawdę i chcę ją przekazywać w muzyce.
Inspirują mnie artyści tacy jak Amy Winehouse czy Raye - bardzo je lubię. Mam sporo inspiracji, słucham dużo muzyki. W końcu moimi korzeniami jest muzyka jazzowa - skończyłam Akademię Muzyczną w Gdańsku, wokalistykę jazzową, więc od tego zaczynałam. Myślę, że ta nuta jazzu zawsze będzie we mnie płynąć. Chcę to przełamywać muzyką rozrywkową i łączyć te dwa światy. Mam więc wiele inspiracji muzycznych, ale przede wszystkim szukam w tym siebie. Nie chcę nikogo naśladować - chcę poszerzać swoje myślenie o muzyce i otwierać to, co jest we mnie prawdziwe.
Teraz, po zwycięstwie w programie, na pewno wiele świateł reflektorów skieruje się na ciebie. Czy dobrze się czujesz w tym medialnym szumie, czy wolisz, gdy wszystko jest bardziej kameralne?
- Po to też poszłam do tego programu - żeby zebrać trochę więcej odbiorców, więc bardzo mnie to cieszy. Jeżeli ktoś gdzieś skojarzy, że brałam udział w "Twoja Twarz Brzmi Znajomo", to jest mi niezwykle miło. Na tym też mi zależało - żeby pokazać siebie, sprawdzić się w tym programie, ale też zaprezentować swoją twórczość i dotrzeć do jak największej liczby ludzi.
Lubię swoje życie, lubię swój rozwój i mam nadzieję, że to wszystko pójdzie właśnie w tym kierunku. Chciałabym, żeby coraz więcej osób trafiało na moje profile w mediach społecznościowych, poznawało mnie - nie tylko jako osobę z programu, ale też przez moją muzykę. I żeby zostali ze mną również po programie. Mam nadzieję, że to nie będzie tak, że wszystko ucichnie, gdy show się skończy. Wręcz przeciwnie - liczę, że to dopiero początek i że będzie coraz więcej ludzi, którzy zostaną ze mną na dłużej.
A co do pytania - czy lubię ten medialny szum? Myślę, że tak (śmiech). Jeszcze nie jest to na takim poziomie, że idę do sklepu i słyszę: "O, pani Natalia!" - ale zawsze jest miło, gdy ktoś mnie zapamięta i rozpozna. Lubię też bardzo spotkania z fanami po moich koncertach. Należę do osób towarzyskich i zawsze miło zamienić z kimś kilka słów, więc jak spotkacie mnie na ulicy, nie krępujcie się, zagadujcie (śmiech).
A korzystając z okazji, zapraszam wszystkich na wrocławski Koncert Mikołajkowy, już 6 grudnia, który także będzie transmitowany w Telewizji Polsat. Same świąteczne hity. Nie wiem czy już Mariah Carey otworzyła sezon świąteczny, a jeśli nie, to my na pewno to zrobimy już 6 grudnia. Zapraszam serdecznie.






![Grzegorz Turnau „Szósta godzina”: Z czułością [RECENZJA]](https://i.iplsc.com/000LG3CG42WHOYS4-C401.webp)



