Reklama

Reklama

"Naszym przesłaniem jest nasza postawa"

Mówcie, co chcecie - 2009 rok zdecydowanie należał do Tedego i Numer Raza. Najpierw spotkało nas ogromne zaskoczenie w postaci spontanicznego albumu "Powrócifszy" reaktywowanego w konspiracji Warszafskiego Deszczu. Po ich wspólnej płycie, na którą czekaliśmy blisko 10 lat (!), przyszła pora na bardzo udane solówki obu panów: przyjęte "Ludzie, maszyny, słowa" Numera i "Note2" Tedego, czyli album nagrany w niespełna 1,5 miesiąca, który momentalnie pokrył się Złotem. Cóż można dodać? To się dopiero nazywa spektakularny powrót! Z raperami rozmawiał Filip Rauczyński ("Magazyn Hip Hop").

Może zacznijmy od dosyć nieprzyjemnej sprawy - mam na myśli wyciek waszego materiału do sieci na 4 dni przed premierą. Udało się ustalić sprawcę? Ciężko było utrzymać nerwy na wodzy?

Tede: Sprawa jest w toku. Nie jest to afera hazardowa, żeby się szybko posypały głowy.

Numer Raz: Niektórzy mówili, że sobie to wszystko wymyśliliśmy, że to była nieprawda. Nie wymyśliliśmy sobie tego! Zresztą głupio byłoby coś takiego wymyślić, szczególnie jeśli chodzi o względy promocyjne. Jak by nie było, Warszafski Deszcz nie musi się przecież w taki sposób reklamować, że ktoś tam kradnie płytę i robimy z tego zamieszanie. Ta płyta tak czy tak miała się sprzedać. Mam nadzieję, że czas wszystko w tej kwestii wyjaśni - musimy cierpliwie czekać. A cierpliwość to - jak wiadomo - domena naszej ekipy więc...

Reklama

Tede: To jest twoja domena, Numer (śmiech)... Zresztą widać to po twojej ostatniej płycie, na którą musieliśmy czekać pięć lat - w tym czasie zdążyłeś odejść z wytwórni i do niej wrócić, od razu zakładając swoją (śmiech).

Numer Raz: No tak, dzięki, Jacku, że tak czekałeś na mnie (śmiech).

Tede: Wiesz, Numer, z tobą to jest jak z prawdziwą miłością - czeka się na ciebie całe życie.

Kolejna nieprzyjemna sprawa, która w zasadzie wyniknęła z pierwszej - kawałek "H.W.D.Piratom" i reakcja chłopaków z Hemp Gru na wykorzystanie przez was podkładu z ich kawałka, do którego chcieli zrobić klip promujący ich nowy album. Rozmawialiście z nimi już po fakcie? Udało się to jakoś wyjaśnić, załagodzić sytuację?

Numer Raz: Wiesz co, Bilon do mnie zadzwonił w dniu premiery naszego albumu, czyli 6 czerwca, jak jechaliśmy na koncert promocyjny do Empiku i powiedział, że bardzo brzydko się zachowaliśmy...

Tede: No, można mu przyznać rację, mogliśmy zadzwonić i to wszystko ustalić, ale my to wszystko tak spontanicznie zrobiliśmy, że nawet o tym nie pomyśleliśmy.

Numer Raz: Spotkaliśmy się w studio jeszcze tego samego wieczora, gdy okazało się, że płyta wypłynęła. Ja dowiedziałem się o tym jakoś o 16. poprzedniego dnia, będąc w pracy - patrzę sobie na forum, a tu link do naszej płyty. Myślałem, że to jakiś "fake", bo przecież mnóstwo osób tak robi. Sprawdziłem i okazało się, że to jednak nasza płyta, więc trochę się zmarszczyłem. Nagranie kawałka zajęło nam parę godzin, spotkaliśmy się o 20. w studio, a skończyliśmy o północy. Nie było czasu się zastanawiać czy do kogoś dzwonić... Owszem, mogliśmy zadzwonić do chłopaków na drugi dzień, ale... No trudno.

Tede: Też trzeba dodać, że myśleliśmy po prostu, że to będzie takie propsowanie Hemp Gru z naszej strony.

Numer Raz: Dokładnie, bo szanujemy ekipę Hemp Gru za dwie fajne płyty, które miały naprawdę bardzo fajny klimat. Akurat temat pasował nam idealnie - "HWDP", czyli "h** w d**ę piratom". Stwierdziliśmy, że to się fajnie wiąże. Myślę, że chłopaki też by zadowoleni nie byli, jakby im ktoś ukradł płytę. Wydawało mi się, że zrozumieją nasze emocje. Stało się tak, a nie inaczej, od tamtego telefonu już nie gadaliśmy, ale też jakoś nie mogliśmy się spotkać. Jak już się spotkamy, to mam nadzieję, że jakoś się dogadamy.

Reaktywacja WFD była dla wszystkich niemałym zaskoczeniem, a jakiś czas po was swój powrót na scenę ogłosili raperzy ze Wzgórza. Odgapili od was?

Tede i Numer Raz: (śmiech)

Numer Raz: No, ja myślę, że na pewno (śmiech)!

Tede: Ojcowie hip hopu (śmiech)!

Numer Raz: Tak na poważnie, to myślę, że mogło tak być. Nie chcę się wypowiadać za chłopaków, może się z Wojtasem zobaczę niedługo na imprezie, bo mamy zagrać soundsystem...

Tede: Myślę, że to było takie spontaniczne u nich, pewnie pomyśleli: "Kurde, chłopaki, dobrze byłoby po latach coś razem zrobić. Jesteśmy nestorami polskiego hip hopu, pokażmy, że nasz styl nie umarł i że cały czas jesteśmy tak zajebiści jak kiedyś". Dlatego nagrywają teraz płytę - tak mi się wydaje.

Numer Raz: No pewnie tak. A że z Liroy'em... Wiadomo, że ich z Liroy'em łączy nieporównywalnie więcej niż kogokolwiek innego. Choćby miasto, w którym się wychowali i powstali (śmiech). Życzę im jak najlepiej - żeby nagrali zajebistą płytę i zrobili świetną trasę koncertową! Nie ma co zazdrościć, a w naszym przypadku na pewno nie ma się co jarać, że sobie pójdziemy na ich koncert - bo my już od jakiegoś czasu nie chodzimy na koncerty rodzimych gwiazd.

Tede: A ja bym na koncert Liroy'a poszedł! Chciałem nawet pójść na Nagły Atak Spawacza, ale nie udało się... 25 złotych wjazd!

Numer Raz: Ciekawe, ile osób było.

Tede: Widziałem filmik. Z 50? A może 100? To w Fonobarze było i grali "Pedała Romana"!

Numer Raz: No tak, to najważniejsze... "Pedał Roman" to podstawa!

Numer, na "Muzyka, bloki, skręty" byłeś wyluzowanym "ziomkiem z bloku", natomiast ty Tede, poszedłeś w tę bardziej przebojową, mainstreamową stronę. Czy płytę "Powrócifszy" można zatem uznać za wasz wspólny mianownik w muzyce, za pewnego rodzaju kompromis między Tedem a Numer Razem?

Numer Raz: Tak, wydaje mi się, że Warszafski Deszcz od zawsze był naszym wspólnym muzycznym mianownikiem. Od tego zaczęliśmy, żaden z nas nie miał jeszcze wtedy ani jednej płyty na koncie...

Tede: No jak to, ja miałem demo "WWA"!

Numer Raz: No tak, sorry, że pominąłem, to był wielki krok w historii polskiego hip hopu - ty jesteś ojciec polskiego hip hopu!

Tede: Ojcowie polskiego hip hopu! Trio, ojcowie z Holandii (śmiech)!

Numer Raz: Po Warszafskim Deszczu Jacek praktycznie od razu nagrał płytę, tzn. jakoś po... dwóch latach.

Tede: Tak, no dla ciebie dwa lata to praktycznie od razu (śmiech)!

Numer Raz: No dla mnie to tak jest, dwa lata jak z bicza strzelił! Ja w sumie też swoją pierwszą płytę nagrałem od razu po naszej pierwszej płycie, czyli w 2004 - pięć lat, co to jest (śmiech)! Wychowaliśmy się na podobnym rapie, jeśli chodzi o amerykańskie wzorce i korzenie. Jaraliśmy się Duck Down, Smiff n Wessun, Black Moonami i tak dalej. Dla mnie Tede zawsze robił prawdziwy hip hop, a to już jest kwestia odbiorców, czy jest to dla nich mainstream.

Tede: Słuchaj, jacy odbiorcy, taki mainstream - tak ci powiem.

Numer Raz: No właśnie, widać to po sprzedaży płyt, jasna sprawa. Ja jakoś nie starałem się być niszowym artystą, a zawsze nim chyba byłem. Mainstream to kwestia kilku przebojowych numerów na płycie, a później to się napędza, bo dzięki nim artystę zna coraz więcej osób. Ja robiłem zawsze rap chilloutowy i u mnie siłą rzeczy tych hitów nie było. Były może "Chwila" czy "Ławka", ale to nie są takie bangery, które się gra na imprezach, w klubach...

Tede: Miałeś taki kawałek, co miał być klubowy...

Numer Raz: "Kręć d**ą, świetna impra, drzyj japę", a potem był jeszcze ten z Papa Dance. No ale nie wyszło, nie udało mi się, ja nie mam tego drygu. Nie chcę robić nic na siłę, już dwie rzeczy na siłę zrobiłem i nie wyszły, zaprzestałem nagrywać hity (śmiech). Byłem w mainstreamie, zrobiłem hit i jednak hity zostawię Jackowi (śmiech).

Mówicie: "Tu nie ma przesłań, ich nigdy nie było / Weź przestań, nigdy nam o to nie chodziło". Paradoksalnie jednak wasza płyta - jak dla mnie - niesie ze sobą dość czytelne, bardzo optymistyczne przesłanie: "wyluzujcie, cieszcie się życiem, kochajcie hip hop". Nie jest tak?

Tede: No i właśnie widzisz, to jest to przesłanie! Nastawiamy się tak, że jednak każdy to zrozumie i nie będzie trzeba tego tłumaczyć ludziom. To jest tak jak w przypadku mojej solowej kariery, choć górnolotnie to brzmi - ja nie prezentuję jakiegoś przesłania, tylko prezentuję określoną postawę, która już jakby sama w sobie jest przesłaniem. Dokładnie tak samo jest z Warszafskim Deszczem. Naszym przesłaniem jest nasza postawa. Rób fajne rzeczy, nie rób źle i... będzie fajnie (śmiech). Miej szacunek dla siebie i dla innych. Oczywiście dla tych, którzy są tego szacunku warci. A pozostali? 90 % ludzi wypowiadających się o moich kawałkach nawet ich nie słyszało - ci ludzie nie słyszeli moich płyt. Pewnie większość polskich wykonawców nie słyszało moich płyt - nie lubią mojej twórczości, a wiem o tym, bo zdissowałem ich wszystkich przez te ostatnie 10 lat. Albo żaden z nich po prostu nie chciał odpowiedzieć, albo po prostu tego nie słyszeli!

Z założenia wasza płyta miała być luźna, spontaniczna, oldskulowa i truskulowa. I to właśnie o ten ostatni element chciałbym zapytać. Gdzie ten truskul? Braggi tu niewiele, hołdu dla DJ-a nie ma, a pozostałe elementy hip hopu pojawiają się tu w zasadzie tylko z nazwy...

Numer Raz: My sobie przede wszystkim założyliśmy, że zrobimy płytę w oldskulowym klimacie.

Tede: A dokładniej - chcieliśmy, aby ta płyta brzmiała jak ta pierwsza. Słuchasz sobie pierwszej, a druga brzmi tak samo. Takie palenie Jana - 10 lat minęło, a my, wiesz, postawa: "nic się nie stało, 20 kilo przybyło, Numer osiwiał"...

Numer Raz: Nie no, my tak naprawdę nie staraliśmy się robić płyty truskulowej, to ludzie mogli tak powiedzieć o "Nastukafszy", bo w tamtych czasach nie było tego rapu aż tak dużo. Byliśmy my, było Wzgórze, był Kaliber, była Molesta i łatwo było to wszystko zaszufladkować. A nas akurat zaszufladkowano do tych truskulowców, którzy zawsze robią prawdziwy hip hop. A my robimy prawdziwy hip hop, bo to jest w nas.

Tede: To znaczy... Nie no, ja nie robię prawdziwego hip hopu, ja się sprzedałem, ja disco robię (śmiech)!

Numer Raz: No tak, ty się sprzedałeś i robisz nie disco, tylko ten, no, hip pop.

Tede: Tak, hiphopotam, smerfne hity i w ogóle (śmiech).

Numer Raz: Nasza płyta miała być oldskulowa i moim zdaniem się to udało - jeżeli chodzi o spontaniczność, to na pewno, bo w moim przypadku to już był mega turbo spontan.

Tede: Numer miał przej**ane trzy miechy (śmiech).

Numer Raz: Tak, Tede mnie piłował.

Tede: Ja? No chyba cię małżonka piłowała (śmiech)!

Numer Raz: Ty z jednej, małżonka z drugiej, ale ja oczywiście chciałem to robić! Niedawno się hajtnąłem, więc to wszystko się zazębiło po ślubie...

Tede: Stary, ta płyta to o mało co się nie zakończyła rozwodem! Ale co powiedziała teściowa, jak reaktywowaliśmy nasz band? No powiedz!

Numer Raz: Powiedziała: "Ooo, to ten z tym Tedo?". Po czym dodała: "Ja wiedziałam, że jak ten Tedo znowu będzie, to się znowu będziecie kłócić". No i tak było poniekąd, ale moja małżonka ma bardzo ciężki charakter. Pozdrawiam cię, kochanie, kocham cię również bardzo!

Tede: Tutaj sam przyznam, że ma ciężki charakter, zresztą ja poznałem państwa ze sobą (śmiech). To jedno z większych osiągnięć mojego życia. A przecież mogliśmy nie pojechać na ten koncert 12 lat temu (śmiech).

Materiał zrealizowaliście w bardzo krótkim odstępie czasu. Wiem, że luz i spontaniczność przekreślają mozolną, wielomiesięczną pracę w studio, ale czy nie lepiej byłoby dać fanom płytę dopieszczoną pod każdym względem? 10 lat czekania z pewnością zrodziło duże oczekiwania wśród słuchaczy.

Tede: Tak długo jak Fundacja to my nie będziemy nagrywać (śmiech). To już nawet Numer pięć lat album nagrywał. No ale ja rozumiem, że trzeba dopracować pewne rzeczy i że to wymaga czasu. A wracając do WFD - nad czym tu siedzieć dłużej?

Numer Raz: Czekaliśmy na tę płytę dziesięć lat i właśnie na tym polegał ten spontan, że się zdzwoniliśmy w Sylwestra i stwierdziliśmy, że nagramy kawałek - "Dekadę", i jak nam się spodoba nasza współpraca, to nagrywamy Warszafski Deszcz. Po dwóch tygodniach zadzwonił do mnie Jacek i powiedział: "Numer, nie ma co czekać, jedziemy z WFD. Dzwoń do Ewy, powiedz, że znikasz na trzy miesiące". No i tak się stało, zniknąłem na trzy miesiące (śmiech). Nagraliśmy materiał bardzo szybko i efekt finalny każdy sobie może ocenić. Albo się ludziom podoba, albo nie. Niektórzy mówią na przykład, że to już nie to samo.

Tede: No trudno, żeby to było to samo. Gdyby to było to samo, toby się przecież nazywało "Nastukafszy"!

Numer Raz: Ale patrząc już nawet z perspektywy fanów... Jednym z moich ulubionych zespołów jest A Tribe Called Quest. Po płycie "Midnight Marauders" wydali "Beats, Rhymes & Life" i też mówiłem: "O Jezu, przecież to już nie to samo!". Ale teraz, z perspektywy lat uważam, że są to płyty tak samo zajebiste. WFD to już z pewnością nie jest "to samo", bo minęło 10 lat, a my się zmieniliśmy. Wiadomo, że staraliśmy się zrobić płytę w klimacie "Nastukafszy", ale... No nie da się! Ta płyta musiała się różnić, chociaż trochę.

Numer, pamiętam, jak lata temu mówiłeś w jednym z wywiadów, że nie jesteś zadowolony z poczynań Wielkiego Joł, jeśli chodzi o promocję płyty "Muzyka, bloki, skręty". Co w takim razie zmieniło się w WJ od tamtego czasu? Teraz, jak na ironię, można odnieść wrażenie, że "Ludzie, maszyny, słowa" są lepiej promowane niż "Note2"...

Numer Raz: Tak, wtedy jeszcze w zarządzie...

Tede: ...ta pała była!

Numer Raz: Tak, pan Piotr Ostaszewski - dyrektor. Jacek miał jeszcze mało do czynienia z wydawaniem. Płyta "Hajs, hajs, hajs" wyszła rok przed moją, wtedy to się już wszystko zaczynało. W tamtych latach nie byłem z tej wytwórni zadowolony. Przy Warszafskim Deszczu wiedziałem już, na co mogę liczyć, bo znamy się z chłopakami od lat. Ja sam też nie wiedziałem, gdzie tę płytę wydać, myślałem przez jakiś czas o Asfalcie czy o paru mniejszych wytwórniach, ale stwierdziłem: "Po co mam wydawać u obcych, jak mogę wydawać u swoich?".

Tede: Powiedzmy szczerze, chciałeś w My Music wydawać!

Numer Raz: Rozpatrywałem wiele opcji, majorsy również w grę wchodziły. Kombinowałem, jak płytę sprzedać jako produkt tak, żeby się to opłacało. Wydanie płyty ostatecznie zaproponowałem Jackowi, powiedział: "Ok, nie ma problemu, wydajemy".

Tede: Nie, sprostujmy! Ja byłem na wyjeździe, a decyzję podjęli Jakuza i Macu (śmiech). Jakuza i Macu wydali twoją płytę!

Numer Raz: O, dzięki, Jakuza, dzięki, Macu (śmiech)!

Tede: Widzisz, wiele się zmieniło przez te 10 lat, ale ten klimat, ta energia między nami jest ta sama. Dlatego nagraliśmy tę płytę i bawiliśmy się przy tym pysznie.

Numer Raz: Dokładnie. Tak się robi rap. Tak się robi hip hop. Tak się to powinno robić! Ja ze swoją płytą trochę zwlekałem, pojawiły się różne zewnętrzne i wewnętrzne czynniki...

Tede: Taaak, siódmy werbel w ósmym wersie...

Numer Raz: I delay w dziewiątym takcie (śmiech). Ja jestem trochę zboczony na tym punkcie. Jeżeli już tyle nad tym siedzę, to nic nie może być nie po mojej myśli, bo jestem... zdegustowany (śmiech).

Tede, to teraz coś a propos twojego nowego solowego albumu. Niektórzy na pewno powiedzą, że dopadła cię moda zdobywania złota za pomocą dwupłytowych albumów... Wiadomo, to dosyć niesprawiedliwa, krzywdząca teza, ale powiedz tak szczerze - czy nie ma w tym kropli prawdy? Czy robiąc dwupłytowy album, miałeś na względzie fakt, że wystarczy te 7,5 tysiąca sprzedanych egzemplarzy, aby krążek pokrył się złotem?

Numer Raz: Jacek, no przyznaj się!

Tede: Oczywiście! Nie chciałbym tutaj wracać do innych wydawnictw. Peja wydaje płytę "Na serio" z instrumentalami na pewno nie dla Złota. Onar na pewno też nie, wydając limitowaną serię dwupłytową do kupienia w pre-orderze. W pewnym momencie skończyło mi się miejsce na płycie, a chciałem dalej nagrywać. Tam jest i tak wycięte trochę czasu na tej płycie, bo płyta nie udźwignie tyle materiału. Oczywiście można powiedzieć, że część materiału to takie wypełniacze...

Numer Raz: A nawet że większość materiału to wypełniacze! Ze trzy fajne kawałki są, a reszta to wypełniacze!

Tede: Dokładnie, trzy fajne, a reszta ch**nia (śmiech). Co mogę powiedzieć? Życzę wszystkim artystom właśnie takich zabiegów marketingowych, żeby ich płyty zdobywały Złoto. A dodam, że "Note2" nie miał praktycznie żadnej promocji. Informacja o tej płycie i kawałek promo ukazały się 28 sierpnia i na tym skończyła się cała promocja. Ja nie zapowiadałem płyty od pół roku, mówiąc, że to najbardziej oczekiwana płyta tego lata, wielki powrót, pre-order, zapowiedź zapowiedzi zajawki, k**wa, przedsmaku, tylko ja nagrałem płytę i ją wydałem. Jeżeli ktoś powie, że 2 CD to był zabieg celowy, to tak, był to zabieg celowy, ale nie żeby zdobyć Złoto, tylko żeby mieć Platynę od razu. Ja nie mam z tym problemu. Następny album nagram 4-płytowy, pierwszego dnia będę miał Złoto (śmiech). Na każdej płycie będzie po jednym kawałku, plus do tego nagram jeszcze płytę z remixami, ale to tylko w pre-orderze będzie, a traklista na zapisy (śmiech)! Bądźmy poważni, przecież wiadomo, że z tym Złotem to tak nie było. Zresztą co to jest to Złoto, Kołcz dostał Złotą płytę. Kołcz "Kilogramy i kalorie" zawiera hit: "Walę konia i dobijam jesiotrem". Dostał Złoto, nie wydając płyty. A co by było, jakby wydał (śmiech)!

A tak z ciekawości - która z twoich ostatnich solówek była najbliżej Złota?

Tede: Jakby tak liczyć ilością wydań, to "Ścieżka dźwiękowa" ma podwójne Złoto, a jakby tak dalej policzyć, to mogłoby się okazać, że mam już parę Złot na koncie, tylko może o tym nie wiem. "Hajs, hajs, hajs" zrobił Złoto na pewno, "S.P.O.R.T." to Platyna podwójna na pewno - 80 tys. egzemplarzy tej płyty poszło. Powiem ci tak: jedni, jak dostaną Złoto, wieszają sobie je w salonie, a drudzy, tak jak Ostry, mają ją na płasko. Ja swoją powieszę albo w kiblu, albo też będę ją miał na płasko (śmiech).

"Ścieżka dźwiękowa", choć była mainstreamowym albumem, nie doczekała się ani jednego wysokobudżetowego klipu - mieliśmy jedynie spontanicznego "Dilera" o "budżecie jednego papierosa". Jak będzie w przypadku "Ludzie, maszyny, słowa" oraz "Note2"? Klip do "Już od 99 płynę" z waszej nowej płyty mógłby sugerować, że przerwaliście ten "klipowy zastój" i że coś ruszyło w tej materii do przodu. Jak to jest naprawdę?

Tede: Nie, w przypadku solówek nie będzie wysokobudżetowych klipów. Po pierwsze, nie ma takiego budżetu, a po drugie, to nie ma sensu. Bo w MTV to puszczają programy o 16. urodzinach, z tego co wiem, a w Vivie puszczają tych dwóch idiotów z Grupy Operacyjnej... Mieszko i Ziemowit, żartobliwy rap, hop, siup, la la la.

Numer Raz: To jest właśnie najbardziej bolesne w tym wszystkim, że latają tam teledyski takiej Grupy Operacyjnej, które są - no umówmy się - żenujące i najgorsze, jakie można zrobić, jeśli w ogóle nazwiemy to hip hopem...

Tede: No ja to bym Ziemowita nazwał Dr-em Dre (śmiech)! Stary, ja nie wiem, czy ty rozkminiłeś ten zespół. Grupa Operacyjna - ja rozkminiłem ich od razu! Było dwóch gości z Zielonej Góry. Jeden był c**ą i się nazywał Ziemowit, a drugi był c**ą i się nazywał Mieszko. I jednego, i drugiego gnębili. I tak się spotkały te dwie persony ze sobą. Jeden powiedział: "Siema, jestem Mieszko", a drugi: "K**wa, a ja Ziemowit jestem". Tak powstała Grupa Operacyjna: "Prześladują mnie!". "Mnie też!". "Wczoraj kopnęli mnie w d**ę". "Mnie też!". "Zaj**ali mi tornister!". "Mnie też!" (śmiech) I tak powstał ich intelektualny, wysublimowany hip hop.

Numer Raz: A do mojej płyty będzie klip, zrobiony niskim budżetem. Robi mi go DJ Technik...

Tede: Ty, a klip do "Już od 99 płynę" kosztował nas aż 130 zł! Za paliwo do agregatów i kasety DV-ki! Stary, to jest poważny budżet! Po tym klipie każdy następny może być wysokobudżetowy (śmiech).

Bardzo zaskoczyła mnie wypowiedź Eldo, który rok temu bardzo ciepło wypowiadał się na temat "deszczowego" występu na Kempie. Tede, jakby tego było mało, niedawno pojawiły się plotki dotyczące waszego pojednania. Ile w tym prawdy?

Tede: Pojednania... To znaczy jak Ziemowit i Mieszko? (śmiech) Nie no, stary, byliśmy w Giżycku na festiwalu hiphopowym, wiedziałem, że będzie tam Eldo i że się w końcu spotkamy. Wiesz, czas leczy rany, Numer się też widywał z nim dosyć często... I Eldo nawet mówił, żeby mnie pozdrowić!

Numer Raz: Tak, zawsze mówił, żeby pozdrowić Jacka, i widzisz, takie rzeczy same z siebie wychodzą, nie ma nic na siłę. A jak widziałem dwóch gentlemanów rozmawiających sobie w Giżycku po wspaniałym koncercie hiphopowym, to aż serce mi się cieszyło!

Tede: Gadaliśmy z Eldoką o polskim hip hopie - ciekawy temat - i zaproponowałem mu, że chcę zrobić rewolucję i że może pójść inną flanką, żeby z różnych stron to zrobić. I kiedyś to zrobimy. Spotkaliśmy się po latach, ja siedziałem na zderzaku Chevroleta, on do mnie mówi: "Dzień dobry, panie Jacku", kulturalnie, nawet czapeczki uchyliłem (śmiech). Potem graliśmy koncert i go nie widziałem, ale jak pojechaliśmy do tego całego naszego kampusu, poszedłem do pokoju, wychodzę, a tam wszyscy przed domkiem wódkę piją i siedzi tam Eldo. Wyłączyłem muzykę, wychodzę i mówię: "A teraz, k**wa, się będziemy Eldo batelować, dawaj bit". On taki blady, a ja: "Żartowaaałem!" (śmiech). Popili, pogadali i było sympatycznie. A też mieliśmy niepowtarzalną okazję przeanalizować "tamtą" sytuację. Przeanalizowaliśmy ten cały Płock. Fajne to było tak sobie powspominać po latach. Zrobiliśmy kawał naprawdę dobrego hip hopu. Drugi raz tego nie będzie już. Ale wtedy to już się sprzedałem czwarty raz (śmiech). Dobrze, że mnie matka nie nazwała Świętymir, bo byłbym teraz trzecim w Grupie Operacyjnej (śmiech).

Z zapowiedzi płyty "Note2" dowiedzieliśmy się, co sądzisz o Jędkerze. A jak mają się twoje relacje z Sokołem? Dograłeś się Sokołowi i Pono do remixu "Uderz w puchara", jednak w jednym z wywiadów czytamy: "Są koledzy z ulicznego nurtu, którzy nie byli konsekwentni w swoich poczynaniach. Ja im tego nie mam za złe, tylko dziwię się, że ich fani jeszcze tego nie zauważyli. Wystarczy włączyć jakąkolwiek stację muzyczną czy radio, by wiedzieć, o kogo chodzi". Nie uwierzę, że ten cytat nie dotyczy właśnie Sokoła.

Tede: Gość, który się nazywa Jędker Realista i przez dziesięć lat wpie**alał ludziom, że jest realistą, życie ulicy i te sprawy. Nagle nagrywa, bo chciałby na tym zarobić parę złotych, jest niewiarygodny w tym, co robi. Natomiast w tym, co robił wcześniej, jest wiarygodny - wszystko w temacie. Jeżeli ktoś mi mówi, że ma dwa campery na solarze, a nie ma, to nie jest realistą. A moje relacje z Sokołem... Gadaliśmy ostatnio jakoś w wakacje i są... poprawne. To, że kawałek "W aucie" jest zaj**isty, powiedziałem mu od razu, gdy go tylko usłyszałem. Mówiłem mu też, że ludzie tego nie zrozumieją i że będzie miał z tym problem. Ten kawałek jest zaj**isty i sam chciałbym go nagrać! Tak jak z tą płytą nową - za parę lat ludzie powiedzą, że taka zmiana była potrzebna i że jest OK.

Ostatnio dosyć głośno było o waszej nagonce na DJ-a Tkaczu. O co poszło? "DJ Tkaczu ciągnie w sraczu" - ten tekst to część waszego bojkotu jego osoby, ale szczerze mówiąc, bardziej spodziewałbym się takiego tekstu z ust kogoś w jego wieku aniżeli w waszym.

Tede: Numer, to jest twój temat, to twój kolega (śmiech). Raz go tu Numer przyprowadził, gościu stał w miejscu i powiedział tylko jedno słowo przez cztery godziny: "Cześć" (śmiech).

Numer Raz: Niestety my z DJ-em Abdoolem mieliśmy z nim większy kontakt, bo graliśmy z nim dużo imprez w całej Polsce. To małolat - 18 lat ma, a jak go spotkaliśmy, to miał 17. Od samego początku brakowało mu pokory, niestety, a to ważne, kiedy w grę wchodzi rozwój kariery. Teraz znowu został wicemistrzem Polski w skreczowaniu i tego mu nikt nie odbierze, ale okazał się niestety mało wiarygodnym człowiekiem... I chyba zakończę w tym momencie ten temat, bo tutaj to już chyba z moim pełnomocnikiem trzeba by było rozmawiać. On ze mną rozmawia za pomocą pełnomocnika, który do mnie wydzwania średnio raz na dwa tygodnie, twierdząc, że dzwoni codziennie, a ja nie odbieram telefonu. Po czym straszy mnie sądem, argumentując, że obraziłem Tkacza na Facebooku.

Tede: Ten Facebook to szarlatan jest jakiś (śmiech)!

Numer Raz: Tak, i na razie czekam na rozstrzygnięcie tej sprawy, bo niby zostanę pozwany za zniesławienie. Na razie nic się nie dzieje, ale ja tak samo nie odpuszczę mu pieniędzy, które nam wisi. Pozwę go tak samo, ja też będę postępował tak jak on. On i tak ma już przesrane i szuka jakiejkolwiek deski ratunku...

Tede: DJ Tkaczu szuka w sraczu deski ratunku (śmiech)!

Numer Raz: Nic innego mu już nie pozostało. Tak się składa, że mamy na ten temat więcej do powiedzenia - on to już może jedynie wyskreczować (śmiech). A sytuacja jak się potoczy - zobaczymy. Nie ma co teraz osądzać, przypuszczam, że prędzej czy później i tak się to wszystko wyjaśni.

Od raperów napłynęło mnóstwo oświadczeń w sprawie incydentu na koncercie Pei, kiedy to poznaniak namawiał tłum do pobicia 15-latka pokazującego mu wcześniej środkowy palec. Chciałbym poznać wasze stanowisko w tej sprawie, bo już pomijając wasz konflikt, to - z tego co wiem - ty, Tede, znalazłeś się w identycznej sytuacji na tegorocznym koncercie w Kołobrzegu...

Tede: Tak, miałem ten sam problem i fajnie, że do tego nawiązałeś, bo gadałem o tym z Ryszardem, jak do mnie dzwonił. Napisałem na Facebooku, że jest to żenada, bo to jest żenada. Rysiek mówi: "No ale jak to, ciebie chcieli pobić na koncercie". A niespecjalnie pamiętam, żeby Ryszard mnie przepraszał, że to jego fani byli, którzy przyszli na jego koncert w Kołobrzegu. Stała banda gamoni w koszulkach SLU, jednego zaprosiłem na scenę po płytę i spadł ze sceny. Drugi, który zresztą przed koncertem przyszedł do mnie i mi ziomusiował i przybijał piątki, chciał mnie uderzyć, ale przypadkowo natknął się na nogę Kiełbasy, co zmieniło trajektorię jego lotu. To problem organizatora zatrudniającego ośmiu ochroniarzy, którzy stoją i się patrzą. Takie sytuacje się po prostu zdarzają. Ja miałem taki koncert, gdzie stało dwudziestu, no, może szesnastu gości z wybitnym hasłem, z pieśnią poniżenia: "Je**ć Tedego i całą ekipę jego!" i oni stali w pierwszym rzędzie (śmiech). Stanąłem naprzeciwko nich tak, że jeden z nich mógłby mnie dotknąć czy nawet pobić. Cały kawałek "Glock" do niego rapowałem. Po koncercie ludzie do mnie podeszli, bo wiadomo, Tede się sprzedał, to się podpisuje "pedał pedałom" (śmiech). Oni tam stali z tyłu i buczeli, to podszedłem do nich i stałem tam między tymi szesnastoma gentlemanami i gdzieś ta ich twardość zniknęła. Pytam: "Co, zaj**iesz mnie? Bo ja ci pierwszy nie zaj**ię, bo wiem, jak to się kończy". Zaj**iesz takiemu, a on idzie na prokuraturę. Tak samo miał przecież Rysiek, zaj**ał gościowi i gościu go pozwał. Nie można się w coś takiego wplątać. Jak gość cię uderzy, to możesz mu oddać, no a widzisz - tutaj chłopaki nie podjęli tego wyzwania. Wróciłem grać koncert (bo to była przerwa akurat), który przerodził się w hymn poniżenia, a po drugiej części koncertu podszedł do mnie ten herszt ze łzami w oczach i mnie przeprosił. Zrozumiał swój błąd i przeprosił za siebie i kolegów, bo to było głupie. Zepsuli wszystkim zabawę, a oni chcieli ich wykurzyć z tego amfiteatru, więc zrozumiał swój błąd. I tak trzeba z ludźmi rozmawiać, bo waleniem po mordzie to niczego nie załatwisz. Dialog to jedyna droga i myślę, że nam i pozostałym artystom hiphopowym zależy na tym, by coś zmienić. A jak jadę na Hip Hop Kemp, gdzie jest 20 tysięcy osób i żadnego policjanta czy ochroniarza i nikt się k**wa nie bije po ryjach, to stoisz i pytasz: "Jak to?". Przecież w Polsce, jak nawet będziesz miał koncert na tysiąc osób i dwudziestu ochroniarzy, to zawsze się po 20 minutach ktoś będzie napi**dalał, bo ktoś kogoś, k**wa, popchnął. A tam masz 20 tysięcy ludzi, którzy przyszli na występy w jednym dziwnym celu - bawić się. Muzyki przyszli słuchać na koncert, poj**ani, nie? Tylko pracą u podstaw można to zmienić. Trzeba to zmienić.

Numer Raz: Ja też miałem wiele takich przypadków, gdzie mi ktoś pokazywał "faka", i wiadomo, że to nie jest przyjemne. Ale myślisz sobie wtedy: "K**wa, jest idiotą, jest baranem, niech se pokazuje". Gadałem nawet raz z takim koleżką, to nie miał nic do powiedzenia.

Tede: Stary, a ja grałem teraz w... Polkowicach? I stał gościu w dziesiątym rzędzie, pokazywał dwa "faki". W drugim kawałku dzieciaki w dwóch pierwszych rzędach to zauważyły, wzięły jeden drugiego na barana i zrobiły czterdzieści "faków" versus dwa "faki". W trzecim kawałku już gościa nie było. Skapitulował, a nikt go przecież nie bił. Pokazali mu takie: "Jak ci się nie podoba, to idź stąd".

To już na koniec. Z "Powrócifszy" dowiadujemy się, że wasza reaktywacja nie jest "jednorazowa" - macie zamiar nagrać kolejną płytę jako WFD. Skoro jednak "Powrócifszy" miało pod każdym względem nawiązywać do "Nastukafszy", to jaka będzie kolejna płyta? Chyba przyznacie mi rację, że teraz powtarzanie tej samej konwencji trąciłoby banałem.

Tede: Czy ja wiem? Myślę, że konwencja będzie ta sama. Tak już się umówiliśmy, że kawałki, które nagrywamy jako Warszafski Deszcz, są utrzymane w tej samej konwencji. My idziemy cały czas taką samą drogą, czyli następna płyta będzie kontynuacją poprzednich.

Numer Raz: "Kontyniuyfszy".

Tede: Albo "Je**ćfszy" (śmiech). Nie no, nie wyobrażam sobie tego, jak byśmy mogli na przykład nagrywać smutne kawałki.

Numer Raz: W sumie można się nastroić na smutno i na smutno jeden kawałek zaj**ać, pytanie tylko po co?

Tede: Chcemy dawać nadzieję, radość, chcemy coś wnosić. Ale u nas tego prze

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama