Reklama

"Nadnaturalny pesymizm"

Niektórzy z was grają również w innych zespołach. Który z nich wszystkich jest właściwie dla was priorytetem? I czy nie jest to w pewnym sensie problem?

Reklama

Clint, Mike [Flores, bass] i James mają jeszcze inny zespół o nazwie Unmerciful, którym zajmują się, gdy w Origin jest trochę więcej wolnego czasu. Ostatnio dodali do swojego składu naszego starego gitarzystę Jeremy?ego Turnera, bo Cannibal Corpse znów pracuje z Robem Barrettem [Jeremy odszedł z Origin w 2004 roku, aby wspomóc na trasach Cannibal Corpse, przyp. red.]. Ten zespół brzmi inaczej, choć wciąż bardzo brutalnie. Od tej pory mają na swoim koncie jedynie nagrania demo.

Ja z kolei zagrałem na kilku trasach z kalifornijskim Vile. Ich wokalista praktycznie w ogóle nie jeździ na trasy, także wziąłem tę robotę. Lubię bardziej zwierzęce wydzieranie się, które obecne jest w ich muzyce. Jednak Origin jest dla nas na pierwszym miejscu. Innymi sprawami zajmujemy się wyłącznie w czasie, gdy Origin ma chwilowy przestój.

O czym starasz się opowiedzieć na "Echoes..."? Jest coś, co spaja wszystkie teksty na tym albumie?

Nie tym razem. Te utwory dotyczą wielu różnych tematów, nie są też tak dosłowne, jak to było na "Informis Infinitas Inhumanitas". Tamta płyta była w większości o terroryzmie i końcu świata. Nowe teksty są bardziej tajemnicze, mają ukryte znaczenia. Lubię pisać na różne tematy, choć wszystkie obracają się wokół niemal nadnaturalnego pesymizmu, negatywnych sił, pochłaniających wszystko i przed którymi nie można uciec. Niektóre z nich są fikcją, inne nie.

Czasami Origin określa się mianem death/grind. To trochę dziwaczne, bo gracie przecież konkretny death metal, tyle tylko, że bez zbędnych wypełniaczy ? czysty atak. Czasami niektórym wydaje się, że jeśli coś jest szybsze od Morbid Angel czy Deicide, to musi to być grindcore. Bzdura.

Wiesz, nie ma nic przeciwko nazywaniu nas zespołem death/grind. To wydaje się nawet pasować, bo, oczywiście, gramy death metal, choć z pewnością nietypowo. Mamy sporo wpływów grind, które pojawiają się tu i ówdzie. Z drugiej strony, te grindowe elementy też nie należą do normy, spotykanej u innych zespołów w tym stylu. Najprościej mówiąc, robimy to, co chcemy i staramy się, żeby to było interesujące i świeże.

Zmieniając temat, zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego amerykańskie zespoły są po dziś dzień niekwestionowanymi mistrzami death metalu? Owszem, można tu również wspomnieć o Szwecji, Holandii czy wreszcie Polsce, jednak potencjał drzemiący w waszej scenie wciąż nie ma sobie równych.

Cóż, nie powiem, że europejskie zespoły są słabe, bo naprawdę wiele z nich uwielbiam. Osobiście jestem wielkim fanem black metalu, a w Stanach nie ma tak naprawdę blackmetalowych grup, które wzbudzałyby moje zainteresowanie. Wyjątkiem może być Kult Of Azazel. Europie wydaje się brakować bardzo szybkiej i technicznej muzyki, takiej, którą mamy tutaj, w USA i Kanadzie. Jest może kilka zespołów, choć uważam, że szwedzkie brzmienie wkrada się do innych europejskich formacji.

Poza tym, wygląda na to, że mocny i brutalny metal w Europie za bardzo przypomina Skinless i Internal Bleeding, a to nie wywołuje u mnie ciekawości. Moimi ulubieńcami na europejskiej scenie są Disavowed i Spawn Of Possession. Jestem też wielkim fanem pierwszych trzech albumów Sinister, no i oczywiście Napalm Death. Jest tego nawet całkiem sporo. Nie ma jednak pojęcia, dlaczego jest tak duża przepaść pomiędzy amerykańskim i europejskim death metalem.

Dowiedz się więcej na temat: wokalista | metal | pesymizm | szybkość

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje