MIÜ (Dre$$code) na Bittersweet Festivalu: Moja terapeutka się na mnie denerwuje [WYWIAD]
Energia, spontaniczność i poczucie, że wszystko dzieje się "tu i teraz" - tak o swoim występie na poznańskim festiwalu Bittersweet mówią członkowie grupy Dre$$code. W rozmowie z Interią Maciej Sekulski (MIÜ) i Mikołaj Bagiński (Bagi) opowiadają o wyjątkowych emocjach związanych z koncertem w rodzinnym mieście, tempie życia, a także o genezie projektu, który powstał z przyjacielskiej inicjatywy.

Alicja Rudnicka, Interia Muzyka: Za Wami występ na Bittersweecie. Powiedzcie, jakie wrażenia?
Maciej Sekulski (MIÜ): Super! Pozdrawiam Bittersweet, pozdrawiam cały Poznań. Cieszę się, że mieliśmy okazję wystąpić, bo pochodzę z Poznania, więc to dla mnie dużo znaczy. Cytadela to park, w którym spędziłem masę czasu od młodości, a obok chodziłem do gimnazjum. Towarzyszą mi tu naprawdę wyjątkowe emocje, odkąd tylko przyjechałem.
Nie było mnie na festiwalu przez dwa poprzednie dni, bo nie miałem czasu, i miałem takie FOMO. Ogólnie mam dość wydarzeń muzycznych, bo co chwilę gdzieś coś się dzieje. Ale patrzę, że to jest Poznań i myślę sobie: "Kurde, fajnie! Gramy tutaj!". No i jesteśmy. Super się udało, bardzo mi się podobało. Masa ludzi przyszła na nasz koncert.
Mikołaj Bagiński (Bagi): Graliśmy o 16:30 i przed wejściem mówię do Maćka: "Stary, takie fajne rzeczy się u nas ostatnio dzieją, że jak przyjdzie mało osób - bo bramki otwierali dopiero o 16:00 - to się tym nie stresujmy". A my wychodzimy, a tam tłum ludzi!
Naprawdę fajnie. Na pewno emocje były mniejsze niż u Maćka czy części ekipy z Poznania, ale i tak - wjeżdżamy na teren festiwalu, patrzę i mówię: "Kurde, jak tu ładnie!". Jaramy się na maksa.
A co nowego szykujecie? Mówicie, że macie ostatnio sporo pracy.
B: Cały czas coś szykujemy. Myślę, że wrzesień będzie naprawdę mocny. Maciek jest chwilę po premierze nowych kawałków, które dzisiaj grał na scenie. Było grubo i jest grubo, ale wrzesień zapowiada się jeszcze mocniej. Nie możemy jeszcze mówić, o co chodzi - i to nie w stylu: "o, nie możemy zdradzać", bo gdybyśmy mogli, to byśmy powiedzieli. Często mówimy rzeczy wprost. Ale tym razem naprawdę nie możemy. Mogę tylko powiedzieć, że nasze napoje były super, nasze lody były super i teraz szykujemy kolejną rzecz, która też będzie super.
M: Faktycznie. Przyznam wam szczerze, że mamy takie tempo życia i dosłownie zero wolnych chwil, że ja żyję z dnia na dzień. Tych projektów jest tyle i tyle bieżących spraw do ogarnięcia, że jak coś ma się wydarzyć za miesiąc, to dla mnie to już odległe.
To kiedy znajdujecie czas na regenerację? Macie w ogóle chwilę dla siebie?
B: Obecnie raczej nie.
M: Mało, bardzo mało. Czasu na regenerację praktycznie nie ma. Czasem uda mi się wygospodarować chwilę. Moja terapeutka się na mnie denerwuje i pyta: "A kiedy ty odpoczywasz?". A ja wtedy odpowiadam: "O, mądrze mówisz. Nie odpoczywam. To dziś odpocznę".
B: Myślę, że mamy takie podejście, że wiemy, w jakim miejscu jesteśmy z Maćkiem w tym świecie mediów i w całej branży. Jesteśmy w niej już tak długo, że naprawdę doceniamy, gdzie się znajdujemy. I przez to ciężko nam odpuszczać. Zarówno Maciek, jak i ja ciśniemy maksymalnie. Każdy moment, w którym moglibyśmy odpocząć, to moment, w którym mówimy sobie: "Nie, powinniśmy cisnąć dalej. Powinniśmy robić więcej". No i tak - jesteśmy trochę przemęczeni, ale robimy fajne rzeczy.
M: Mamy też ogromną motywację od ludzi, którzy są z nami. Cokolwiek robimy, oni wspierają. Nawet jeśli nie gramy w jakimś mieście, to i tak stoją pod barierkami w innym. Naprawdę jest masa osób, które widujemy wszędzie - gdziekolwiek jedziemy, tam są. Do tego moje kawałki, które teraz wypuszczam, trafiają wysoko na listy. Nasze produkty też osiągają wyniki, które robią wrażenie nawet w branży. I wtedy myślimy: "To jak mamy teraz odpoczywać?", skoro tyle osób czeka na kolejne rzeczy, żeby cieszyć się nimi razem z nami. To sprawia ludziom frajdę, a nam daje siłę, żeby działać dalej.
Jaka jest geneza waszej grupy?
M: Long story short. Uwaga, to będzie moja pierwsza próba skrócenia historii, bo zazwyczaj mówię bardzo długo.
To było tak: z Mikołajem zawsze byliśmy zafascynowani mediami i chcieliśmy stworzyć coś swojego - coś więcej niż tylko nasze indywidualne kariery w internecie. Na pewnym etapie stwierdziliśmy: "Tak, trzeba to zrobić". Pomysł w naszych głowach krążył już jakieś trzy lata. W międzyczasie robiliśmy podcast, i w koncu padł pomysł.
Ja zacząłem grać jako DJ i pomyślałem: "Możemy robić rzeczy, wiemy o co chodzi, róbmy nasze imprezy". W tym samym momencie padł pomysł: skoro imprezy, to od razu fundament pod zebranie ludzi wokół nas - przyjaciół, którzy mogą z nami jeździć. I tak dołączyli do nas głównie moi przyjaciele z Poznania, Miłosz i Gaba, których poznaliśmy też przez branżę modową, oraz przyjaciel Bagiego, Michu, który początkowo nagrywał nasze materiały. Po prostu zebraliśmy najbliższych i zaczęliśmy jeździć po całej Polsce, wdrażając tę wizję - że robimy imprezy i urzeczywistniamy pomysł medialny, który od dawna siedział nam w głowach.
B: Chcieliśmy też robić kontent z tą ekipą, więc stworzyliśmy grupę Dre$$code. Najpierw były imprezy z całym składem, potem kontent, no i tak zaczęliśmy cisnąć.
M: Z czasem imprezy przekształciły się w koncerty. Staliśmy się już zbyt duzi, żeby ograniczać się tylko do klubów, bo coraz więcej osób chciało przychodzić. W końcu, rok temu, po raz pierwszy ludzie zaczęli nas bookować normalnie do line-upu - nie na zasadzie "Dre$$code robi imprezę", tylko "Dre$$code gra godzinny slot na scenie".
B: To jest dla nas zajebiste, bo chłopaki wydają coraz więcej numerów i mogą grać je na naprawdę dużych scenach. Mega doceniamy, że takie festiwale jak Bittersweet dzwonią i pytają, czy zagramy.
Odpowiadając na twoje pytanie - nigdy nie było tak, że mieliśmy super konkretny plan typu: "zakładamy ekipę w internecie". To wyszło naturalnie. Tak samo jak naturalnie powstała cała nasza grupa - przyjaciele Maćka, moje bliskie osoby, połączyliśmy te światy i stwierdziliśmy: "Trzeba to zrobić". Wiadomo, Dre$$code to już dziś duża działalność, wokół której zatrudniliśmy sporo ludzi, żeby wszystko dobrze funkcjonowało. Ale nie było tu żadnego castingu na najśmieszniejsze osoby dookoła nas - po prostu wyszło naturalnie.
M: I to jest fajny przekaz dla wszystkich. Jeśli macie pomysły - nawet szalone - to róbcie! Dre$$code początkowo też nie miał być projektem, w którym wydajemy produkty, gramy na festiwalach i robimy takie rzeczy. Na początku było tylko: "Zróbmy parę imprez w Polsce". A potem nagle dzieją się rzeczy, nawet nie wiecie kiedy.
Więc powodzenia wszystkim, którzy chcą kombinować coś swojego. I wielkie dzięki dla Bittersweet za zaproszenie! Serio, to dla nas zaszczyt grać tutaj, w Poznaniu i wśród takich artystów. To naprawdę miłe. Taki jest przekaz, Interia Muzyka!









![Wodecki Twist 2026. Karen Edwards otworzyła festiwal. „Ten od pszczółki” [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000MWXWFDN72N4LP-C401.webp)