Reklama

"MIłe złego początki"

Dlaczego zdecydowałeś się na odświeżenie składu towarzyszącego ci zespołu?

Reklama

Podczas amerykańskiej trasy koncertowej promującej “House Of God” doszedłem do wniosku, że coś jest nie tak. Muzyków może miałem i niezłych, ale w tym zespole nie było chemii, co niestety negatywnie przekładało się na muzykę. Nigdy nie jesteś w stanie tego przewidzieć, dopóki nie pojedziesz w trasę. Kiedy rezygnujesz z prywatności i przez kilka tygodni żyjesz z tymi paroma kolesiami, codziennie grając koncerty, dostrzegasz rzeczy, których nie widziałeś wcześniej. Pierwszy odpadł David Harbour, basista, na którego miejsce natychmiast wskoczył Hal. Czekał na tę okazję od kilku lat i od razu odczuliśmy zmianę na lepsze. Tuż przed świętami John, perkusista, powiedział mi, że jego partnerka rodzi za kilka dni i musi być przy niej, nie może być wtedy w trasie. Rozumiem to i złego słowa na niego nie powiem, ale od razu pomyślałem, że dobrze się złożyło. John to bardzo fajny facet i dobry perkusista, ale o poziomie, który reprezentował Mikkey Dee nie mogło być mowy. Zmiana perkusisty była więc kolejnym krokiem do przodu. No, a potem przyszła kolej na Glena Drovera, którego również pochłonęły sprawy rodzinne. Ożenił się, został ojcem i nie mógł poświęcać muzyce tyle czasu ile od niego wymagaliśmy. Takie jest życie. Akurat Glena wcale nie chciałem się pozbyć, bo to rewelacyjny gitarzysta z którym wspaniale mi się współpracowało. Sytuacja zmusiła nas jednak do podjęcia tej decyzji. Po jego odejściu zaczęliśmy się zastanawiać, czy lepiej będzie dać ogłoszenie do prasy i tracić czas na przesłuchiwanie chętnych, czy może zwrócić się z propozycją do kogoś, kogo znamy. Od razu wiedziałem, że odpowiednim kandydatem będzie Mike Wead z Mercyful Fate. To zabójczy gitarzysta, bardzo układny i bezkonfliktowy człowiek i prawdziwe zwierzę sceniczne.

Możesz zdradzić więcej szczegółów odnośnie powstającego materiału?

Myślę, że tak. Pracujemy właśnie nad drugą częścią “Abigail”, bo nareszcie mam muzyków, z którymi mogę podjąć to wyzwanie. Dokładny tytuł brzmi “Abigail Part II: The Revenge”, a historia którą opowiem tym razem jest naprawdę brutalna i niesamowita. Czy Jonathan umarł? Czy mała Abigail została zabita? Wreszcie dowiesz się tego wszystkiego... Na szczegóły poczekaj do października, wtedy ukaże się płyta. Cały listopad i grudzień spędzimy znowu na trasie, tym razem po Stanach Zjednoczonych. Jest więc szansa, że za rok o tej samej porze znowu odwiedzimy Europę. A będzie na co popatrzyć, bo marzy mi się, by była to trasa na której przedstawimy całą historię Abigail na żywo, a dopiero pod koniec koncertu kilka utworów z innych płyt. Oczywiście cała scenografia będzie temu podporządkowana, a jakby tego było mało, podczas tej trasy zarejestrujemy materiał na płytę koncertową. Jak widzisz, mam sporo planów, które zamierzam zrealizować w najbliższej przyszłości. Wiem, że z tymi muzykami wszystko pójdzie jak z płatka.

Dowiedz się więcej na temat: Milow | mil | melonik | makijaż | przedsiębiorcy | muzyka | wokalista | koncerty | pomysł | nagrania | deep | rzeczy | śmiech | Dr House

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje