Reklama

"MIłe złego początki"

Wymieniłeś Deep Purple i Kansas, a ja dorzuciłbym jeszcze Uriah Heep...

Reklama

O tak! Uriah Heep to chyba najważniejszy zespół mojego życia. Jako wokalista zawdzięczam nieprawdopodobnie dużo nieżyjącemu już Davidowi Byronowi, który śpiewał w Uriah Heep do 1976 roku. To dla mnie najlepszy wokalista wszech czasów!

Muzyka, którą wykonywałeś w Black Rose może zaszokować część twoich fanów. Nie obawiasz się tego?

Właśnie z tego powodu napisałem specjalne wprowadzenie do tego materiału, które znajduje się z tyłu okładki. Dzięki temu już przed kupieniem płyty fani dowiedzą się, że nie jest to kolejny materiał Kinga Diamonda czy Mercyful Fate. Nie wydałem tej płyty, by zarobić dodatkowe parę dolarów na nazwie King Diamond, ale dlatego, że właśnie moi fani mnie o to prosili. Black Rose to ważny etap mojej kariery, taką muzykę wykonywałem na początku i nie widzę powodu, by to ukrywać. Zresztą bez Black Rose nie byłoby pewnie Mercyful Fate i solowych albumów Kinga Diamonda. O tym też musicie pamiętać.

Powiedz, jak to możliwe, że taśmy z próbą Black Rose sprzed dwudziestu lat wypłynęły dopiero teraz? Robiłeś wielkie porządki na strychu?

Nic z tych rzeczy, miałem je przez cały czas, ale nigdy nie wpadłem na to, by je opublikować. Pewnego dnia wpadł do mnie kumpel, który jest policjantem w San Antonio, w Texasie, kilka kilometrów od miejsca w którym teraz mieszkam. Przyprowadził ze sobą dwóch znajomych, którzy okazali się moimi fanami. Wywiązała się więc miła rozmowa, popijaliśmy sobie piwo i słuchaliśmy muzyki, aż w pewnym momencie wpadłem na pomysł, by pochwalić się tymi starociami. Posłuchajcie jak brzmiał zespół od którego się to wszystko zaczęło - mówię, a oni po prostu oszaleli! (śmiech) Stwierdzili, że muszę to wydać, że jeśli zatrzymam te nagrania dla siebie, zachowam się nie fair wobec swoich fanów. Przemyślałem to wszystko i doszedłem do wniosku, że mieli rację. Tym bardziej, że jakość nagrania tej próby jest wręcz zadziwiająca, każdy instrument słychać doskonale. Użyliśmy wówczas tylko ośmiu mikrofonów, a celem tej zaimprowizowanej sesji było nagranie materiału wyłącznie na użytek zespołu. Chcieliśmy po prostu posłuchać tych numerów na spokojnie, żeby ewentualnie coś w nich ulepszyć. W każdym razie, kiedy rok temu puściłem tę taśmę mojemu wydawcy, reakcja również była entuzjastyczna. To trzeba wydać! - usłyszałem i wiedziałem, że klamka już zapadła. Co prawda, przed wypuszczeniem płyty próbowałem skontaktować się z muzykami Black Rose, by dowiedzieć się, czy nie mają nic przeciwko temu, ale udało mi się dotrzeć tylko do basisty i klawiszowca. Oni z kolei odszukali perkusistę i wszyscy trzej doszli do wniosku, że to świetny pomysł. Niestety nie udało nam się trafić na ślad gitarzysty. Zapadł się pod ziemię.

Dowiedz się więcej na temat: Milow | mil | melonik | makijaż | przedsiębiorcy | muzyka | wokalista | koncerty | pomysł | nagrania | deep | rzeczy | śmiech | Dr House

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje