Reklama

"Maksymalny obciach"

Zagraliście również na gali Miss Polonia. W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że koncerty to dla was priorytet i właściwie możecie zagrać wszędzie. A czy wyobrażasz sobie jakieś miejsce lub imprezę, na którą by was nawet wołami nie zaciągnięto?

Reklama

Nie myślałem o tym. To wszystko zależy od wielu czynników. Na pewno nie zagramy koncertu z playbacku. Nie mówię tu o występach w telewizji, bo w tym przypadku dochodzą kwestie techniczne. A jeżeli dostaniemy jakąś "kosmiczną" propozycję, to będziemy się wtedy zastanawiali.

Pytam o to, ponieważ teraz na czasie jest kwestia koncertów na wiecach partii politycznych...

Dobrze, że mi podpowiedziałeś. To odpada. Uważam, że to jest maksymalny obciach.

Przejdźmy teraz do debiutanckiej płyty Plateau. Singlem promującym album była piosenka "Sto lat samotności", do której nakręciliście teledysk...

"Sto lat samotności" to jedna z najstarszych piosenek Plateau, bo graliśmy ją już na trasie z Hey'em w 2001 roku. A na teledysk mieliśmy specyficzny pomysł - zapraszam wszystkich do obejrzenia klipu. Nakręciliśmy go w połowie sierpnia 2005 roku, w opuszczonej hali na warszawskiej Woli. Kręciliśmy go od 10. rano praktycznie do północy.

Piosenka mówi o wyobcowaniu ze społeczeństwa. Dlatego wydało nam się, że nic tego lepiej nie przedstawi niż ujęcia osoby ze szpitala psychiatrycznego. Całe ich życie kręci się gdzieś tam w tle, pojawiają się różne osoby, które coś od nich chcą...

Ale ta osoba i tak jest kompletnie odizolowana, żyje w swoim własnym świecie. Totalnie wyobcowana.

Wasz teledysk przypomina mi trochę wideoklip Myslovitz do anglojęzycznej wersji "Długości dźwięku samotności"...

Podobieństwo jest przypadkowe. Myslovitz też grają w hali, ale to nie był zamierzony manewr z naszej strony. Ja nawet nie widziałem wcześniej teledysku do "The Sound Of Solitude". A pomysł z halą podsunęli nam nasi producenci.

Na płycie znajdują się głównie dosyć ostre, gitarowe piosenki. Niespodzianką jest utwór ósmy - krótki przerywnik w stylu reagge. Kto wpadł na pomysł, by umieścić ten numer na "Megalomanii"?

Właściwie to był pomysł całego zespołu. Chcieliśmy dać słuchaczowi trochę oddechu przed finałowymi utworami. A poza tym lubię płyty, na których znajdują się tego typu smaczki. To zawsze dodaje albumom różnorodności.

Dowiedz się więcej na temat: wytwórnia | Myslovitz | pomysł | muzyka | koncerty | śmiech | obciach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje