Reklama

"Maksymalny obciach"

Udało wam się w końcu podpisać kontrakt i wydać płytę. W pewnym sensie spełniły się marzenia każdego debiutującego zespołu. Jakie masz zatem rady dla całej armii innych wykonawców bez kontraktu, którzy pewnie chcieliby być na waszym miejscu?

Reklama

Muszę powiedzieć, że chyba nam się poszczęściło. Nagrywamy dla dużej wytwórni i jeszcze mamy tak komfortową sytuację, że w ani jeden dźwięk na płycie nie ingerowała wytwórnia. Wzięli wszystko tak jak było.

A rady dla początkujących zespołów? Myślę, że jesteśmy jeszcze za młodzi, by dawać rady. Ale jeśli już muszę coś powiedzieć - zawsze trzeba wierzyć w swoje możliwości i przeć do zamierzonego celu, bez względu na okoliczności. I jednocześnie słuchać opinii innych, nie zamykać się w sobie.

Czy ja się przypadkiem nie przesłyszałem? Powiedziałeś, że wytwórnia nie ingerowała w wasze nagrania. Brzmi to bardzo nieprawdopodobnie... Czy coś się za tym kryje?

(śmiech) Dla mnie też. My przynieśliśmy gotowy, zmiksowany materiał. To znaczy można było go jeszcze "otworzyć" i poprawić. Szczerze mówiąc sami się dziwiliśmy, że największa w tym kraju wytwórnia, jaką jest Universal, nie miała kompletnie żadnych zastrzeżenia co do piosenek. Były jedynie zastrzeżenia do masteringu, który został wykonany ponownie.

Ale do samych utworów nie było żadnych zastrzeżeń, co nas bardzo zdziwiło, bo na płycie jest przecież dużo ryzykownych rozwiązań i brudów. Jesteśmy dlatego naprawdę zaskoczeni, ale równocześnie bardzo zadowoleni, bo wszystko brzmi od początku do końca tak, jak sobie tego życzyliśmy.

Powiedziałeś, że przed wydaniem płyty nastawiliście się na koncerty. Dwa z nich zagraliście nawet w więzieniu. Jak do tego doszło?

Koncerty zagraliśmy na ul. Rakowickiej w Warszawie. Odbyły się one w świetlicy. Nie byliśmy pierwsi - wcześniej grali tam między innymi Perfect i Maanam. Wyglądało to tak, że rozstawialiśmy sprzęt na świetlicy, później wchodzili więźniowie, a później my. I graliśmy dla nich półtorej godziny.

Więźniowie siedzieli, bo mieli zakaz stania. Byli oczywiście cały czas obserwowani przez strażników i kamery.

Muszę przyznać, że podczas pierwszego koncertu byliśmy trochę zestresowani. Ale za drugim razem wszystko było w porządku. Mieliśmy już nawet kilku tak zwanych znajomych. Wszystko było więc git (śmiech).

Czy utrzymujecie jakieś kontakty z tymi tak zwanymi znajomymi?

(śmiech) Na razie za bardzo nie ma jak. Ale może kiedyś... Nie wykluczam (śmiech).

A tak na poważnie, to planujemy jeszcze w przyszłości zagrać na Rakowickiej. A w planach mamy trasę koncertową po więzieniach w Polsce. To byłaby chyba pierwsza taka trasa koncertowa w naszym kraju. Najprawdopodobniej doszłoby do tego w styczniu 2006 roku. Czyli szykuje nam się więzienne tournee.

Dowiedz się więcej na temat: wytwórnia | Myslovitz | pomysł | muzyka | koncerty | śmiech | obciach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje