Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: Masz za sobą występ w finale Wielkopolskich Rytmów Młodych. Jak go wspominasz?
Kuba Folwarczny: To był niezwykle intensywny i długi dzień. Przejechaliśmy pół Polski, wyszliśmy na scenę w pełnym słońcu, zagraliśmy najlepiej, jak potrafimy, a zaraz po 30-minutowym koncercie pakowaliśmy się z powrotem do samochodu. Ponieważ graliśmy jako pierwsi, czekało nas jeszcze długie i dość nerwowe oczekiwanie na ogłoszenie wyników. Wspominam ten dzień nieco chaotycznie, ale bardzo pozytywnie. Co prawda nie udało nam się wygrać finału, ale do występów konkursowych podchodzę dokładnie tak samo, jak do każdego innego koncertu. Wydaje mi się, że właśnie dzięki temu wypadliśmy na scenie niezwykle - a może wręcz zbyt - żywiołowo!
Twoja twórczość spodobała się jurorom na tyle, by wejść do ścisłego finału. Spodziewałeś się, że uda ci się w ogóle tam dojść?
- Staram się w ogóle nie myśleć o takich rzeczach, kiedy gram jakikolwiek koncert podlegający czyjejś ocenie. Muzyka to przecież nie zawody.
Wiele osób powtarza, że twoja twórczość idealnie trafiłaby do słuchaczy pochłoniętych melancholią w stylu Myslovitz czy Oasis. Zgodzisz się z tym stwierdzeniem?
- Uwielbiam zarówno Myslovitz, jak i Oasis! Mi samemu brakuje trochę takiej muzyki w Polsce, więc jeśli okaże się, że to, co robię, będzie w stanie zapełnić tę lukę również u innych, to stanie się to dla mnie największym osiągnięciem. Z drugiej strony zawsze chciałem, żeby moja twórczość była wielopoziomowa i zróżnicowana pod względem emocji, które wywołuje. Myślę, że mam w repertuarze piosenki poruszające też inne części naszej jaźni... nie tylko te połączone z melancholią lat 90 (śmiech).
To oznacza, że są oni gdzieś w gronie twoich inspiracji?
- Oczywiście, choć w bardzo szerokim gronie. To, co najbardziej inspiruje mnie w Oasis, Myslovitz czy Nirvanie, to umiejętność łączenia brudnych, niepoprawnych brzmień z po prostu dobrymi kompozycjami. Tworzą piosenki, z którymi słuchacz nie musi walczyć - od razu wchodzą w krew i zapadają w pamięć, często nie potrzebując do tego wcale typowo radiowych refrenów ani banalnych, oklepanych melodii.
Podczas Półfinału Wielkopolskich Rytmów Młodych wystąpiłeś ze swoim singlem "Małym palcem o próg", który naprawdę pokazuje jak dobrym tekściarzem jesteś. Jaka jest geneza tego numeru?
- Wyobraziłem sobie sytuację, w której ktoś spogląda w lustro i jakby obudzony z letargu nagle przegląda na oczy - widzi wszystkie swoje wady, całkowicie odrzuca potrzebę udawania kogoś, kim nie jest, i po raz pierwszy tak naprawdę akceptuje samego siebie. Pomyślałem, że pierwszą rzeczą, której potrzebowałbym w takim momencie, byłoby poczucie akceptacji ze strony najbliższej mi osoby. W pisaniu tekstów ogromną rolę odgrywa u mnie wyobraźnia. Lubię bezpośredniość, ale unikam dosłowności... Z drugiej strony, gdyby w moim własnym życiu nie wydarzyło się coś choćby podobnego, ten tekst pewnie nigdy by nie powstał.
Byłeś zaskoczony, jak dobrze przyjął się ten utwór?
- Byłem zaskoczony głównie dlatego, że z założenia starałem się nie mieć żadnych oczekiwań. Zwłaszcza że ten numer jest niezwykle surowy brzmieniowo i dość ciężkostrawny, kiedy w tekście wymieniam po kolei wszystkie najgorsze ludzkie cechy. Mimo to docierają do mnie sygnały, że słuchacze potrafią się z nim bardzo szybko utożsamić - a to jest najpiękniejsza rzecz, jaką można usłyszeć, tworząc takie piosenki.
Niedawno premierę miał również twój kolejny singiel, "Szkło". To znak, że powoli przygotowujesz się do wydania debiutanckiej płyty lub EP-ki?
- Tak, Przed nami co prawda jeszcze kilka singli, o których będziemy na bieżąco informować w mediach społecznościowych, ale rzeczywiście - wszystkie one zapowiadają pełny, debiutancki album. Płyta ukaże się w przyszłym roku.
W ubiegłym roku byłeś jednym z fundamentów projektu "KATHARSIS" tworzonego przez ARS LATRANS Orchestra. Jak wspominasz pracę z tamtymi muzykami nad tak barwnym i wielowymiarowym przedsięwzięciem?
- Wspominam to jako całkowicie inne doświadczenie z tworzeniem muzyki niż to, z którym mam do czynienia na co dzień w swojej twórczości z dwóch powodów; po pierwsze z uwagi na ilość osób w zespole (7), w tym tak niespotykany instrument jak Harfa (Alina Łapińska); po drugie jestem trochę zamknięty w swoim świecie jeśli chodzi o tworzenie i wyjście z niego na moment daje inną perspektywę, takie zdrowe porównanie i jest też dobrą odskocznią od tego swojego świata. Ciekawym jest też pisanie albumu z osobami które widzi się drugi / trzeci raz w życiu.
Czego nauczył cię ten projekt i co z niego zostało z tobą na stałe?
- Przypomniał mi o tym, że im więcej muzyków na scenie tym większą dyscyplinę i rygor trzeba zachować. Z drugiej strony mogłem też chwilę odpocząć od roli jedynego frontmana, bo akurat w ARS LATRANS liderów na scenie jest przynajmniej kilku (śmiech).
Masz za sobą występ na Męskim Graniu w Żywcu. Jak gra ci się te autorskie numery na żywo?
- Granie tych piosenek na żywo to zdecydowanie najlepszy element całego procesu tworzenia własnej muzyki. Koncerty są przecież jego zwieńczeniem - to właściwie jedyny moment, w którym czuję emocje podobne do tych z samego początku, czyli z chwili komponowania. A do tego obecność ludzi pod sceną przypomina, że nie robimy tego wszystkiego wyłącznie dla siebie. Publiczność na Męskim Graniu to wyjątkowo wytrawni słuchacze, dlatego tym bardziej cieszy mnie tak ciepła reakcja, jaką od nich otrzymałem po koncercie.
Publiczność również dopisała podczas tego festiwalowego koncertu?
- Wydaje mi się, że publiczność festiwalowa jest znacznie bardziej wymagająca - ludzie nie przychodzą przecież dla jednego wykonawcy i mogą swobodnie wybierać z bogatego line-upu. Tym trudniej przekonać ich, by wybrali akurat twój występ. Warto pamiętać, że podczas naszego koncertu na Męskim Graniu równolegle na małej scenie grał Tomasz Organek - prawdziwy gitarowy mistrz. Mimo tak silnej konkurencji pod naszą scenę przyszło sporo ludzi i zostali z nami aż do ostatnich dźwięków!
Jakie masz plany na jesień?
- Jesienią będzie można usłyszeć nas na żywo podczas kilku własnych koncertów, o których z pewnością będziemy informować w moich mediach społecznościowych. Poza tym zagramy na festiwalu Great September oraz na kilku innych w roli supportu. Pojawi się też kolejny singiel, a wraz z nim zapewne więcej konkretnych informacji na temat nadchodzącego albumu.










