Reklama

"Kocham moją Traumę"

Elbląska Trauma to kawał historii polskiej sceny metalowej. Od samego początku istnienia (pierwotnie pod szyldem Thanatos), a było to jeszcze w słusznie minionych czasach końca lat 80., zespół dowodzony przez niestrudzonego Jarosława "Mistera" Misterkiewicza (gitara) nie ustaje kuć swego losu w szlachetnym kruszcu death metalu, którego charakterystyczne brzmienie nie pozostawia wątpliwości, co do własnej tożsamości tworzonych przez nich dźwięków.

Wydana na początku marca 2010 roku płyta "Archetype Of Chaos" poraża biegłością wykonania, perfekcją rasowego brzmienia i automatycznie rozpoznawalnymi dźwiękami tworzącymi wyjątkowy styl Traumy.

Reklama

O wiecznej pasji, o tym, jak stawiać czoło przeciwnościom losu i skąd czerpać energię po tylu latach służby ku chwale death metalu będącego niemal synonimem polskiej muzyki na świecie, w rozmowie z Bartoszem Donarski opowiedział Mister.

A zatem tak wygląda "archetyp chaosu"... Prawdę mówiąc nie miałem pojęcia, że chaos może być aż tak uporządkowany! Machiavelli byłby z was dumny!

- (Śmiech) Płyta powstawała w ogromnym pospiechu i chaosie, który był bez wątpienia jego konsekwencją. Mieliśmy sporo czasu na przygotowanie tego materiału. Odwołaliśmy wszystkie jesienne koncerty w 2008 roku, by zająć się wyłącznie tworzeniem nowego materiału, żeby nic nas nie rozpraszało. Baliśmy się, żeby nie wypaść z rytmu tak istotnego podczas komponowania. Nie wychylaliśmy nosa z sali prób, dodatkowo mnóstwo czasu spędziłem przy swoim komputerze, pracując w samotności, a i tak gdzieś ten czas przemknął między palcami i z tego sporego zapasu czasowego nagle zrobiło się ciśnienie i pogoń za każdą minutą.

- Zawsze się śpieszę i pracuje nad muzyką pod presją, która wytwarza się w mojej głowie. Prawda jest taka, że tylko wtedy jestem skoncentrowany i zdolny do tworzenia najlepszych rzeczy. Najlepiej jest wówczas, kiedy nie ma czasu na myślenie i zimną kalkulację. Najlepsze numery wychodzą mi wtedy, gdy pracuję spontanicznie i mam do pracy emocjonalny stosunek. Komponuje od wielu lat, ale staram się nie popadać w rutyniarstwo, które nie jest w moim przekonaniu wcale czymś dobrym. Rutyna czasem pomaga, ale bardziej na scenie niż podczas komponowania. Wciąż kręcą mnie poszukiwania nowych wpływów i środków wyrazu, wpuszczanie świeżego powietrza w styl Traumy i zabawa dźwiękami. Staram się być otwartym na zmiany twórcą, bo wierzę, że tylko one powodują rozwój muzyczny.

- Najgorsze w moim odczuciu, co może przydarzyć się muzykowi czy kompozytorowi, to impas twórczy. Brak rozwoju wypala od zewnątrz artystów i powoli zabija w nim zdolność emocjonalnego tworzenia, robi to automatycznie, kierując się doświadczeniem, ale samo doświadczenie to nie wszystko, bo przecież nie ma szablonu, czy też wzoru na dobry muzyczny utwór. Muzyka musi płynąc prosto z serca i być nafaszerowana emocjami. Tak, musi w dźwiękach być feeling i naturalność, ludzie łapią w lot, kiedy jesteś wobec nich nieszczery. Poziom nasycenia wariacjami technicznymi poszczególnych instrumentów to drugi plan, rzecz czasami w ogóle nieistotna dla świadomego i dojrzałego twórcy.

Odniosłem wrażenie, że nad "Archetype Of Chaos" faktycznie pracowaliście dość długo. Proza życia, a może ładowanie akumulatorów?

- Nad samym materiałem pracowaliśmy niezbyt długo, a najbardziej owocny i twórczy okazał się ten ostatni miesiąc przed wejściem do studia. Bardzo wtedy przycisnęliśmy, aby zdążyć ze wszystkim przed rozpoczęciem sesji nagraniowej. Nie lubię komponować w studio, bo świadomość upływającego czasu, za który trzeba słono zapłacić, wpływa na mnie niezwykle destruktywnie. Poza tym uważam, że w studio człowiek powinien skupiać się nad wykreowaniem odpowiedniego brzmienia, a nie komponowaniem materiału, od tego są próby. Z Traumą zawsze mamy ukończone utwory przed ich nagraniem, czasem jedynie zostawiam sobie lekko uchylona furtkę na spontaniczność, ale dotyczy to raczej kosmetycznych zagrywek, które nie zmieniają radykalnie charakteru całości.

- Tak jak już mówiłem, jakoś niespecjalnie długo pracowaliśmy nad najnowszym albumem w sensie twórczym, dużo czasu zajęła nam natomiast sesja nagraniowa i proces produkcyjny "Archetype Of Chaos". Gram w tym zespole od pierwszych jego dni, niedługo minie 22 lata od tamtego czasu, funkcjonujemy nieprzerwanie, bez żadnego zawieszania działalności, odpoczynków i wielkich, nadmuchanych medialnie powrotów na scenę. Jestem w pełni świadomym twórcą, ze sporym bagażem doświadczeń i w pełni zdaje sobie sprawę, iż coraz trudniej jest zaskoczyć fanów, coraz trudniej nagrać wyśmienitą płytę przy tak dużym dorobku jak nasz. Wiedziałem, że bardzo istotna będzie tym razem produkcja tej płyty i pożre nam sporo czasu i pieniędzy. Nigdy jednak nie zwątpiłem, że możemy tym wyzwaniom sprostać, że wciąż jest w nas pasja do death metalu i ogromna chęć do poszukiwań. Odwaga do przesunięcia pewnych granic i stworzenia czasem ryzykownego konglomeratu dźwięków, aranżacji, które przypadną do gustu fanom death metalu.

Płyta potwierdza wysoką formę Traumy. Lata mijają, żywioł trwa. Jak ty to robisz?

- Ha... Każdy ma swoje sposoby na osiągnięcie upragnionego celu. To nie ma nic wspólnego z talentem ani specjalnymi predyspozycjami. Ja osobiście mam taki stary babciny przepis na kisiel z siarki ze smołą z drobno posiekanymi paznokciami kloszarda i piję regularnie przed snem od ponad dwudziestu lat. I jak widać to działa...

Tak już całkiem serio to kocham tą moją Traumę na maksa, a jeśli robisz coś od serca nie może to być złe. To mój sposób na życie i oderwanie się od codziennych problemów. Tworząc i grając w Traumie spełniam się wewnętrznie i czuje się szczęśliwym człowiekiem, nawet gdy jest biednie i nie starcza od pierwszego do pierwszego.

- Ze mną jest trochę inaczej niż z większością ludzi, których znam. Ja z wiekiem angażuje się coraz bardziej, mam też większego powera i sprawia mi to moje muzykowanie wciąż niebywałą frajdę. Granie koncertów, nagrywanie płyt, rozmowy z ludźmi po koncertach, naprawdę to lubię. Mam w sobie po tych wszystkich latach zmagań sporo pokory i nie zamierzam walczyć z całym światem, bo i tak go nie zmienię. Próbuję go zaakceptować takim, jakim go stworzyliśmy. To nasze ludzkie piekiełko nie jest aż takie złe.

Muzyczne album wypada bardzo okazale nie tylko na tle poprzednich materiałów. Zaryzykowałbym nawet tezę, iż jest to jedno z najcięższych dokonań Traumy. Czy taki był cel?

- Ponad połowę swojego życia zajmuje się tworzeniem death metalu i staram się zbyt wiele nie myśleć na temat muzyki, nie kalkulować i nie zakładać niczego z góry. W komponowaniu cenie sobie wolny przepływ emocji i bazowanie na tym co w danej chwili czuję, niż trzymanie się sztywnych założeń i schematów. Zdaje sobie doskonale sprawę, że nagrywając szósty studyjny album Traumy jesteśmy trochę w trudniejszym położeniu niż dziesięć lat temu, kiedy nagrywaliśmy drugą płytę "Suffocated In Slumber", i ten problem dotyczy nie tylko naszego zespołu, ale wszystkich kapel z dużym dorobkiem wydawniczym i stażem na scenie.

- Twoje słowa odbieram z wielką przyjemnością. Nie należę do ludzi, którzy mówią o każdej nowej płycie, że to najlepszy album i wszystkie wcześniejsze wydawnictwa to syf i gniot. Oczywiście używamy wszystkich nam znanych sposobów, aby stworzyć za każdym razem płytę najwspanialszą, ale ile jest ludzi, tyle jest gustów i zawsze zdania będą podzielone. My staramy się grać i tworzyć najlepiej jak potrafimy w danym momencie, ale ocenę efektów naszej pracy pozostawiamy wam - słuchaczom.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Kochanie | Kocha | niekochana | wątpliwości | Nie | rzeczy | Trauma | studio | chaos

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje