Kajetan Wolas: "Bardzo cenię sobie ludzi, których mam wokół siebie" [WYWIAD]
Trudno o drugiego tak charyzmatycznego twórcę młodego pokolenia, jak Kajetan Wolas. Po ubiegłorocznym debiucie, na którym dał się poznać z mocno rapowej strony, przyszedł czas na nowy rozdział - "NuMeRY z SzuFLaDy". Choć projekt wciąż owiany jest tajemnicą, Kajetan zdradził nam, dlaczego zamienił rapową stylistykę na pianino oraz co wspólnego z jego nowym projektem mają kolorowanki.

Wiktor Fejkiel: Z każdym tygodniem zbliżamy się do premiery krążka "NuMeRY z SzuFLaDy", którego rolloutu jesteśmy świadkami od kilku miesięcy - choć nadal bez żadnej konkretnej daty premiery. Mógłbyś zdradzić, czy materiał jest już w pełni skończony?
Kajetan Wolas: - Aktualnie brakuje nam jeszcze tylko ostatniego numeru. Mam już znaczny szkielet złożony z tracków, które dodawałem na swoje social media. Pozostały mi tam jeszcze dwa numery, które biorę pod uwagę jako ten ostatni, który domknie cały projekt. Jest taki jeden, na który ludzie bardzo czekają, a ja go bardzo nie chciałem robić. Myślę natomiast, że może przyszedł teraz odpowiedni moment, by w końcu wziąć się za niego…
Mowa o "Sam na sam"?
- Tak. Jest to numer, który ludzie już znają i na który naprawdę czekają, więc chcę go zrobić. Cała płyta jest zrobiona trochę po to, by dać ludziom to, na co czekali, więc tym razem nie może go zabraknąć.
Gdy rok temu mieliśmy okazję rozmawiać przed premierą albumu "TO MUSIAŁO SIĘ WYDARZYĆ", obiecywałeś, że ukaże się w jeszcze w ubiegłym roku…
- Planowaliśmy go rzeczywiście zrobić w poprzednim roku, ale gdzieś nam się to rozeszło. W kontekście tych wszystkich nowych piosenek, które ukażą się na "NuMeRach z SzuFLaDy", miałem wątpliwość, czy będzie on pasować do pozostałych. Pomyślałem jednak, że może w tym jest cała esencja tego projektu - by było różnorodnie. W końcu znalazłem producenta idealnego pod ten numer, więc na 99% (jeśli nic się nie zepsuje) w końcu "Sam na sam" ujrzy światło dzienne.
Dwa dotychczasowe single - "obiecuję" i "bez zmian" - można traktować jako wizytówkę "NuMeRów z SzuFLaDy"?
- "obiecuję" na pewno nie jest wizytówką. Jest on bardziej w stylu poprzedniej płyty i trochę jej zamknięciem. Czułem potrzebę, by wyszedł ode mnie numer, który odzwierciedla moje emocje tęsknoty i smutku. Już nie mogę tak często bywać w miejscach, w których się wychowywałem i spotykać z ludźmi, z którymi dorastałem. To siedzi we mnie na tyle mocno, że potrzebowałem wygadać się na tracku.
Przeprowadzka z Krakowa do Warszawy miała aż tak duży wpływ na ten numer?
- Miała ogromny. Bardzo cenię sobie ludzi, których mam wokół siebie w stolicy, ale tutejszy pośpiech i natłok obowiązków sprawiają, że każde spotkanie bywa naprawdę trudne do zorganizowania. Za każdym razem jak jestem w Krakowie, staram się dbać o swoje dawne relacje, ale często jest to niewystarczające. Brakuje mi trochę spokoju i częstszego bycia "tu i teraz". I właśnie o tej nostalgii opowiada numer "obiecuję".
Wybór ciiicho na producentkę tego minimalistycznego, pianinowego podkładu był dla ciebie oczywistym wyborem?
- Jak tylko wiedziałem, że chcę pianino, wiedziałem, że chcę iść do ciiicho, żeby to ona właśnie wyprodukowała ten numer. Miałem też założenie, żeby w większości tę płytę wyprodukować z Moo Latte, więc ogólnie będzie bardzo "moo latte'owa". Oczywiście nie tylko, bo pracowałem też z innymi producentami, ale tym bardziej chciałem, by pojawiła się ciiicho, bo bardzo ją doceniam. Uważam, że jest wybitna i mega zdolna, dlatego nie widziałem bez niej płyty.
Zwiastunem tych produkcji od Moo Latte niewątpliwie jest drugi z singli - "bez zmian", do którego można już śmiało poruszać bioderkami.
- Tak, to prawda - potrzebowaliśmy takiej odskoczni w postaci czegoś bardziej do potańczenia. Sam numer powstawał, tak jak większość na tę płytę, przy pianinie, gdy dawałem sobie trochę czasu i przestrzeni na improwizację. Poczułem, że chcę zrobić taką zabawę na klawiszach, do tego Moo Latte zrobił swój charakterystyczny twist i wyszedł z tego nawet całkiem taneczny numer. Nie mogłem też pozwolić na to, by na mojej płycie zabrakło leciutkiego afro, bo to jednak jestem ja (śmiech).
Wśród twoich założeń, siedząc nad komponowaniem tej płyty, była chęć utrzymania balansu między cięższymi i lżejszymi tematami do poruszenia?
- Zakładając, że dojdzie "sam na sam", to on i "obiecuję" będą tymi numerami o tej cięższej tematyce. Reszta natomiast będzie znacznie luźniejsza. Ja tą płytą chcę bardzo wyjść do ludzi - w takim znaczeniu "bez zmian" będzie lepszą wizytówką tego albumu niż "obiecuję". Chcę to zrobić bardziej piosenkowo, z mniejszą ilością rapowania. To był mój pomysł, na ugryzienie jakoś tego tematu. Do tego zależy mi, by na tym krążku wyszaleć się artystycznie, by być jeszcze bliżej ludzi. Trzecia płyta już będzie totalnie bez hamulców, będą to piosenki, będą to gitary, ale o tym nie rozmawiajmy - to tylko taki smaczek.
Dużo wspominasz o wychodzeniu do fanów, widać to też dobrze po serii twoich niekonwencjonalnych koncertów "Spotkajmy się"...
- "Spotkajmy się" to takie eventy, gdzie spotykam się z ludźmi, gram 40 minut na pianinie niepublikowane dotąd numery i później wszyscy siadamy sobie przy stolikach i wspólnie kolorujemy ludzika, który jest postacią przewodnią płyty. Energia, jaka panuje na nich, jest naprawdę niepowtarzalna.
Skąd u ciebie taki pomysł na spotkania z graniem nadal niewydanego krążka, i to jeszcze w tak nietypowej formie?
- Wzięło się to stricte z potrzeby oddania ludziom tego, na co zasługują. Granie materiału z "TO MUSIAŁO SIĘ WYDARZYĆ" było dla mnie strasznie wymagające - falsety, mega doły, do tego tańce. To wszystko nie było czymś najprostszym (śmiech). Jestem strasznie zadowolony z efektów końcowych tamtej trasy, ale nie będę kłamał - po takim koncercie czuję, że mam ograniczony zasób energii dla ludzi, z którymi później rozmawiam i robię sobie fotki. Dlatego specjalnie chciałem zrobić takie wydarzenia, w których będę mógł oddać ludziom tę energię, jaką sami mi dają.
To, jak dbasz o swoich fanów i jak starasz się budować społeczność wokół swojej muzyki, jest naprawdę wyjątkowe…
- Uważam, że w dzisiejszych czasach bardzo istotne jest właśnie budowanie swojej społeczności. Czuję, że tę społeczność mam i bardzo chcę ją nadal pielęgnować. Dlatego stawiam też na granie numerów unreleased, bo na tej zasadzie to zawsze u mnie wyglądało, kiedy dodawałem na swoje media społecznościowe niepublikowane nigdy wcześniej numery, które wychodziły oficjalnie przykładowo rok później. Dlatego stwierdziłem, że bardzo bym chciał robić rollout tego krążka in person, z ludźmi, twarzą w twarz - oni widzą mnie, ja widzę ich, śpiewam numery, siadamy, gadamy, kolorujemy i spędzamy razem czas. Uważam, że to jest bardzo ważne.
Co chciałbyś, żeby słuchacze wynieśli dla siebie z tej płyty, gdy ujrzy ona światło dzienne?
- Chyba właśnie tę dziecinność, którą każdy z nas ma w sobie gdzieś głęboko. Żeby, jak będą mieli jakiś pomysł do zrobienia, to nie zastanawiali się, czy nie jest zbyt dziecinny, tylko go robili. Chciałbym, by słuchając mojej muzyki, otworzyli się na nią i znaleźli w niej swoje miejsce, takie swoje guilty pleasure. Po to właśnie pisałem ten krążek.



![Sean Paul w Warszawie: "Czy polskie dziewczyny są gotowe do tańca?" [RELACJA]](https://i.iplsc.com/000MTN0B5LK4U0F4-C401.webp)





