Reklama

"Jestem normalną nastolatką"

Reklama

Ogromną, ponieważ ludzie, którzy kupili "The Soul Session", lubili mnie za mój głos, ale i za piosenki innych wykonawców. To nie była całkiem moja płyta. Jednym z powodów nazwania nowego albumu "Mind Body & Soul" było to, że właśnie umysł, ciało i dusza są całkowicie twoje. A "The Soul Session" były tylko połową mnie.

Nową płytę nagrywałam z pomocą wielu ludzi, ale zawiera moje własne przemyślenia i moje własne słowa.

To musiało być bardzo osobiste?

Bardzo. To jak chodzenie z sercem na dłoni. Nieco nawet przerażające!

Opowiedz, jak przebiegał proces pisania materiału.

Różnie, bo pracowałam z różnymi osobami. Moje pierwsze doświadczenia to współpraca z Jonathanem Shortenem i Connorem Reevesem. Oni nauczyli mnie, jak pisać, kiedy ja nic nie umiałam. Ja po prostu miałam siedzieć w pokoju i patrzeć. Nie miałam pojęcia, co to jest harmonia, ani co to takiego zwrotka!

Kiedy czuję, że naprawdę dobrze mi się z kimś współpracuje, łatwiej jest komuś powiedzieć: Nie jestem tego pewna, albo Zróbmy to bardziej tak. Ale z kimś innym pracuje się przy tekście, a z kimś innym przy melodii.

A jak ci się pracowało ze słynnym kompozytorem Lamontem Dozierem?

Ten dzień był bardzo zwariowany. Byłam bardzo zdenerwowana. Myślałam: O mój Boże, to Lamont Dozier. A Beau [Dozier] to najbardziej cudowna osoba, jaką kiedykolwiek poznałam. Ma 24 lata, swoją własną wytwórnię, podpisuje kontrakty z dziewczynami i pisze dla masy ludzi. Jest po prostu wspaniały!

Lamont po prostu usiadł i po cichutku zaczął. Obserwowanie ich dwojga - ojca i syna - była dla mnie czymś wspaniałym. Lamont po prostu pozwolił Beau działać po swojemu. W trakcie sesji Beau wypowiedział jedno zdanie, moje najbardziej ulubione na całym albumie: W życiu nie widziałem, żeby ktoś tak doskonale jak ty uosabiał słowo "miłość".

Lepiej ci się śpiewa teksty, z którymi się utożsamiasz?

Kiedy ludzie piszą dla mnie piosenki, zawsze wszystkie próbuję. Kiedy Steve Greenberg [producent wykonawczy "Mind, Body & Soul" - przyp. red.] miał pomysł na piosenkę, w której ja się nie najlepiej odnajdywałam, a on bardzo chciał, bym ją zaśpiewała, to zgadzałam się. Ale raz było tak, że dalej mi coś w niej nie pasowało...

Nie możesz śpiewać soulu, kiedy nie masz go w sercu, w duszy, jeśli w niego nie wierzysz! Dlatego właśnie kocham muzykę - bo jest szczera. Kiedy słuchasz muzyki, to czujesz, czy ta osoba opowiada ci coś naprawdę.

Nie masz wrażenia, że rywalizujesz z "The Soul Sessions"?

Nie, bo zaczęłam pisać materiał na "Mind, Body & Soul" przed "The Soul Session". Powinno się znaleźć swój kawałek miejsca, nawet jeśli nie jest się pewnym, czy to zadziała. Ja nie jestem pewna, czy to się powiedzie, bo zawsze oczekuję najgorszego. Dlatego nigdy nie będę rozczarowana. Jeśli następny album nie wypali i nie spodoba się ludziom, to po prostu nagram kolejny i później następny i tak dalej!

Dowiedz się więcej na temat: MAN | rzeczy | śmiech | piosenka | Stone | piosenki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL