Reklama

"Jak spacer po Księżycu"

To było jak seks, jak spacer po Księżycu - tak czasy działalności zespołu Miłość wspominają Leszek Możdżer i Ryszard Tymon Tymański.

Kwintet Miłość oprócz naszych rozmówców tworzyło trzech muzyków: Jacek Olter, Mikołaj Trzaska i Maciej Sikała. Grał od 1988 roku. W roku 2002 rozpadli się po samobójczej śmierci Jacka Oltera. Podczas Off Festivalu 2009 zagrali ostatni koncert Miłości, na który zaprosili zupełnie innych muzyków. Przed koncertem wspominali czasy świetności zespołu.

Reklama

Zobacz cały wywiad:

Agnieszka Łopatowska, INTERIA.PL: Jacek Olter był postacią, która namieszała wiele w muzyce. Chciałabym, żebyście trochę nakreślili, zwłaszcza młodszym odbiorcom muzyki, tę postać.

Leszek Możdżer: Jacek Olter to był świetny bębniarz. Bardzo wrażliwy, nadwrażliwy człowiek, który tę swoją wrażliwość wyjątkową przypłacił samobójczą próbą, niestety udaną. Był to człowiek bardzo mocno reagujący na rzeczywistość i cudownie grający na bębnach. Niestety nieobliczalny. Jego gra była fascynująca, nie tylko dla nas. Kiedy tylko pojawił się na scenie, został momentalnie zaanektowany przez całe jazzowe środowisko i miał mnóstwo pracy. Ale niestety jego psychika, delikatność, wrażliwość nie wytrzymała tych twardych, kanciastych realiów współczesnego świata.

Tymon Tymański: Jacek miał w sobie coś niezwykłego. Był prostym chłopakiem, ale miał kapitalny związek z muzyką. Uważam, że bardziej bębny grały na nim niż on na bębnach. Jeśli ktoś ma talent to wszystko się dzieje samo, nie ma usiłowania i męki związanej z instrumentem. Jacek nam często kradł show. Wszyscy byliśmy w ryzach pewnego systemu, powiedzmy, że system był przeze mnie zapodany. Byłem trochę wilkiem w owczej skórze, udawałem demokratę, ale byłem tanim ch... Wydawało mi się, że to jest dobre dla zespołu.

L.M: To było bardzo nam potrzebne. Bo zawsze jednak przewodnik stada jest bardzo potrzebny w stadzie.

Zobacz fragment występu Miłości na Off Festival:

T.T: Miałem wizję, która dotyczyła kształtu muzyki i jej kierunku. Jacek mi to psuł. Jako jedyny w zespole był na tyle bezczelny, że na koncercie potrafił rozpier... mi w ogóle utwór, rozmemłać wszystko, zrobić solo 15-minutowe. Pozwolił sobie na to, żeby to zdestruować , ale to było genialne. Myśmy słuchali często ze szczękami opadniętymi.

Nie chodziło o to, że Jacek był lepszy technicznie od Leszka, że był bardziej uduchowiony. Jacek był na tyle bezczelny, na tyle prosty, że brał co chciał z tej muzyki, wcześniej od nas. On nam to zepsuł i potem ten zespół grał już właściwie jakieś przygody. Często z jęzorami wyplężonymi do ziemi graliśmy coś, co się między nami wydarzało i to było piękne. Jak seks, spacer po Księżycu. To było zajebiste, to było zespołem Miłość.

Każdy z was jest gigantyczną osobowością muzyczną. Jak zeszły się wasze drogi?

L.M: W Trójmieście nie było wielu muzyków uprawiających jazz, także myśmy się momentalnie nawzajem rozpoznali. Chłopaki już nieco dłużej funkcjonowali na scenie. Potem ja wskoczyłem. Ale tam się wszyscy znali, trójmiejskie zespoły to były te same nazwiska. Udało nam się zawiązać jakiś rodzaj rodziny, sekty nawet, bo myśmy mieli rytuały, powitania. Pierwszy raz w życiu doświadczyłem tego, że przychodzą fajne fanki na koncert, to było dla mnie coś nowego.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: księżyce | spacery | seks | jazz | publiczność | Mikołaj | muzyka | spacer | miłość

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje