Reklama

"Jak smoła z czarnego piekła"

I niebiosa osiągnęli, / ale "nie" bogu nie powiedzieli. / BOGA NIE BYŁO, / więc czarne niebo milion razy przekłuli, / ale i nad nim boga nie było, / Tylko Piekło, Labirynty i Diabły.

Parafrazując powyższy fragment tekstu zawarty na debiutanckiej płycie projektu Morowe, można by powiedzieć, że dziś w polskim podziemiu mówi się tylko o "Piekle.Labiryntach.Diabłach.".

Reklama

Choć emocje związane z ostatnimi wydawnictwami Furii nie zdążyły jeszcze dobrze opaść, polską scenę zaczęła ogarniać kolejna zaraza - Morowe. Wraz z wydaniem "Piekła.Labiryntów.Diabłów.", 1 czerwca 2010 roku na rynek trafił nowy materiał CSSABA, by w oparach elektroniki udusić tych, którzy jakimś cudem uchowali się przed morowym powietrzem post-black metalu. A to nie koniec. Już niebawem dzieła zniszczenia dokonać ma bowiem MasseMord, by tym razem ostatecznie sprostać swej nazwie.

Co łączy wszystkie te zespoły? Jest nią osoba Nihila, muzyka i wokalisty, śląskiego barda w służbie Szatana, człowieka, któremu, jak sam mówi w rozmowie z Bartoszem Donarskim, największą satysfakcję sprawia muzyka pachnąca świeżym trupem...

Obliczyłem właśnie, że od mniej więcej końca 2009 roku na rynku ukazało się aż sześć wydawnictw zespołów, z którymi jesteś związany. Atakujesz młodzież całą kawalkadą muzycznych przedsięwzięć, nie obawiasz się, że może się to skończyć jak z Niemcami pod Stalingradem?

- Heh, naliczyłem teraz pięć, ale mogę się mylić, nie pamiętam. Rzeczywiście jest tego sporo, ale to w dużej mierze małe i stare rzeczy, np. Morowe zrobiliśmy już rok temu. I w sumie dalej mi się chce, we wrześniu i październiku mają wyjść EP i duża płyta MasseMord, co da liczbę ośmiu wydawnictw w roku. Pewnie spokojnie dojedziemy do dychy (śmiech). Co do Niemców nie rozumiem... mam się obawiać, że przyjdzie ktoś, kto zrobi więcej? Czy to jest mądre, co ty mówisz?

Dziś najgłośniej mówi się o Morowe i waszym debiutanckim albumie "Piekło.Labirynty.Diabły.". Przyznam, że pierwsze informacje o tym zespole huknęły w scenę jak grom z jasnego nieba dopiero kilka miesięcy temu. Początki Morowe pozostają dla mnie zagadką. To stosunkowo nowe przedsięwzięcie, czy raczej "przyczajony tygrys, ukryty smok", pomysł, który czekał jakiś czas na odpowiedni moment do ujawnienia się światu?

- Chyba raczej jak smoła z czarnego piekła... Nie było początku. Po prostu zaczęliśmy robić płytę. Było to cztery i pół roku temu. Tyle trwało zrobienie tej płyty. To jest projekt, nie ma kapeli. Luźno ją komponowaliśmy, bez żadnego parcia, bo każdy z nas gra przecież w swoich regularnych zespołach, a ja miałem te 12 płyt do wydania (śmiech). Dopiero jak dogadaliśmy się z Witching Hour Productions, zaczęli robić promocję i poszły informacje o tym przedsięwzięciu. Moment wynika tylko i wyłącznie z ich strategii, dla nas to był one dick.

Muzyka zawarta na tej płycie budzi niepokój. Nie chcę tu uciekać w górnolotne sformułowania, ale przyznam, że album ten ma swój mistyczny powab. W zalewie muzyki spod znaku technicznych ekwilibrystów i rzemieślników chałupniczej brutalności, Morowe okazuje się - wbrew swej nazwie - tchnieniem świeżego powietrza na polskiej scenie. Jak oceniasz Morowe na tle innych nazw, pod którymi się podpisujesz?

- Jako kolejna akcja, w której brałem udział. Mówią, że to zajebiście świeża rzecz, choć nie jestem pewien, nowo wychodzącej muzyki metalowej w zasadzie kijem nie dotykam, między innymi z powodu, o którym mówisz. Do końca więc nie jestem w stanie ocenić, jak to jest. Satysfakcję daje mi stare granie, dużo jest też bardzo dobrych nowych rzeczy, ale ultrapodziemnych. Są bardzo, ale to bardzo świeże. Pachną świeżym trupem.

Prawdę mówiąc, uważa, że Morowe to nowa jakość w kontekście zespołów, z którymi dotychczas byłeś i jesteś kojarzony. Dziwią mnie zatem wielce pojawiające się tu i ówdzie porównania do, dajmy na to, Furii. Co o tym sądzisz?

- Że trzeba być nieźle kwadratowym, żeby porównywać te rzeczy. Jasne, że to nowa jakość, staram się chować, ale i tak jestem bombardowany dupieniem o nowej jakości naszej muzyki. Poza tym ja to zrobiłem jeszcze z dwiema osobami, które nie należą do gminy LTWB (Let The World Burn), to ludzie z zupełnie innego muzycznego świata niż my, a mieli w równym stopniu wpływ na kształt Morowe, co ja.

Ze względu na nieco psychodeliczną naturę tego albumu, myślę, że z powodzeniem może on przypaść do gustu fanom takich formacji jak choćby amerykański Nachtmystium. Wasza płyta nie jest jednak post-black metalem ukierunkowanym wyłącznie na eksperymentowanie. Bo i chyba taki nie był wasz cel?

- Też mi się to trochę kojarzy z tymi Amerykanami, muzycznie, brzmieniowo, jest też rzeczywiście mocno psychodeliczny klimat i tu i tu, biorąc pod uwagę zajebiszczy "Assassins..." oczywiście, ale nie znaliśmy ich dokonań przed zrobieniem płyty. Nie to jest jednak ważne, czy eksperymentujemy, czy gramy tradycyjnie, czy zbieramy rupiecie. Ważny jest efekt. Płyta jest ukierunkowana prosto na piekło.

"Piekło.Labirynty.Diabły." sprawia wrażenie dobrze skonstruowanej całości. Podejrzewam zatem, że powstawał wokół pewnego przemyślanego konceptu, nie zaś zbieraniny utworów tworzonych doraźnie. Mam rację?

- Nie jestem do końca pewien okoliczności powstania materiału, ale wydaje mi się że i jedno i drugie. Zawsze opieram muzykę na koncepcie, inaczej mija się z celem, według mojego sposobu postrzegania idei tworzenia oczywiście. Koncept musiał więc być, to dla mnie oczywiste. Z drugiej strony zawsze też mocno stawiamy na momenty... bardzo mocno...

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: NAD | pieczenie | niebo | Czarne | muzyka | rzeczy | Nie | piekło | smoła

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje