Reklama

"Ja się wstydzę"

Czyli prawdą jest, że Bjork jest jedną twoich największych inspiracji?

Reklama

Jest paru artystów, których totalnie podziwiam - i Bjork na pewno należy do tego grona - ale którzy nie działają na mnie w sposób inspirujący. Są zbyt wielcy, żeby w ogóle myśleć o tym, by cokolwiek z nich czerpać, bo oni są doskonali. Wiem, że gdyby byli na równym mi poziomie, to nie byliby dla mnie tak atrakcyjni. Co to za przyjemność fascynować się kimś, do kogo możemy doskoczyć, albo wystarczy stanąć na palcach i już jesteśmy na jego poziomie. Dlatego nie ośmieliłabym się czerpać z Bjork. Ona jest zbyt swoista i wyjątkowa, tak samo jak PJ Harvey. Z chęcią wypolerowałabym im trzewiki, z tym nie miałabym problemu. Natomiast nie mogłabym zrobić tych rzeczy, które one robią, bo... ja jestem Kasia z Heya.

Powiedz w takim razie, jak powstają twoje solowe płyty? Czy masz plan, który starasz się realizować, czy dajesz się ponieść fantazji?

Myślę, że nie ma żadnych założeń. Tak jak czujemy ze Smolikiem, tak będzie później na płycie. Może się okazać, że następna będzie bardzo przypominała tę, a może się okazać, że będzie zupełnie inna. Nie wiadomo, co się wydarzy. Każda płyta to zapis pewnych nastrojów i klimatów, które w danym momencie pojawiały się w naszym życiu.

Ale płyty inspirowanej muzyką latynoamerykańską raczej nie należy się po tobie spodziewać?

Czemu nie?

Słyszałem, jak z dużą niechęcią mówiłaś o bardzo popularnym ostatnio filmie „Buena Vista Social Club”...

Jak to? Jestem totalną fanką tej muzyki, a oglądając „Buena Vista Social Club” wypłakałam hektolitry łez. Nabijałam się tylko z mody, która ostatnio zapanowała. Paru mistrzów poszło na koncert i nagle wszyscy oszaleli na punkcie Kuby, pojechali tam na Sylwestra, teraz jeżdżą na wakacje i jarają cygara, chociaż ich nie lubią.

Hey, płyty solowe, teatr, wydra, gościnne występy tu i ówdzie oraz życie rodzinne - skąd bierzesz na to wszystko czas i energię?

Wbrew pozorom 24 godziny to bardzo dużo czasu. Ludzie, którzy mówią, że mają za mało czasu na wszystko, tak naprawdę mają go za mało, bo po prostu leniuchują i myślą o tym, jak mało mają czasu, zamiast coś zrobić.

Dowiedz się więcej na temat: kasia | Kasia Nosowska | powieść | ślub | PROPOZYCJA | teksty | piosenki | śmiech | koncert | rzeczy | sushi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje