Have a Nice Life na OFF Festivalu: "Mamy polskie korzenie" [WYWIAD]
Have a Nice Life byli bez dwóch zdań jednym z najbardziej wyczekiwanych zespołów tego OFF Festivalu. Przy okazji imprezy Dan Barett i Tim Macuga poświęcili nam chwilę na rozmowę o oczekiwaniach w stosunku do występu, przekładaniu projektu na koncerty na żywo i odkrywaniu muzyki przez memy. Sprawdźcie, co mieli na ten temat do powiedzenia!

Tymoteusz Hołysz, Interia Muzyka: To wasz pierwszy raz w Polsce. Jakie mieliście oczekiwania oczekiwania co do występu?
Dan Barett: - Naprawdę nie mogłem się doczekać, aby zagrać ten koncert. Słyszeliśmy wiele wspaniałych rzeczy o tym festiwalu, bardzo cieszymy się, że tu jesteśmy.
Tim Macuga: - Dokładnie.
Rafał Samborski, Interia Muzyka: Have a Nice Life powstało jako projekt studyjny. Jak czujecie się z graniem tych piosenek na żywo?
TM: - Doświadczenie na żywo różni się od nagrań. Tak jak powiedziałeś, były to nagrania z sypialni, które pod wieloma względami nie są odtwarzalne na żywo. Czujemy, że piosenki zostały przearanżowane w sposób, który jest interesujący, kathartyczny, który trafia w ducha tego, czym są te nagrania, ale są intensywne w inny sposób.
DB: - Tak, bardziej staraliśmy się uchwycić uczucia towarzyszące nagraniom, a nie dokładnie to, jak brzmią. To naprawdę niesamowite doświadczenie grać je na żywo. Bardzo się cieszymy, że możemy to zrobić tutaj.
TH: Dan, wspomniałeś, że jesteś bardzo skupioną osobą, bardzo ambitną. Jak utrzymujesz ten poziom kontroli i zaangażowania w swoją pracę, życie i zdrowie psychiczne?
DB: - Cóż, to zależy od tego, nad czym pracuję. Myślę, że miałem dużo szczęścia, że dostałem szansę lub zdecydowałem się pracować nad rzeczami, które naturalnie mnie motywują. Pracujemy nad muzyką. Nie muszę skupiać się na muzyce, to dzieje się bardzo naturalnie. Tak samo jest z moją pracą. Kocham swoją pracę, uwielbiam składać projekty w całość, wymyślać nowe pomysły, to jest dla mnie zabawa. Więc kiedy organizujesz życie wokół rzeczy, które są dla ciebie interesujące, jest o wiele łatwiej. Mimo tego zmagam się z problemami z koncentracją, tak jak każdy inny. Eksperymentuję tak często, jak to możliwe, ze sposobami na utrzymanie się przy zadaniu i jak dotąd to się udaje.
RS: Czytając komentarze na Facebooku zauważyłem, że Have a Nice Life, był jednym z najbardziej oczekiwanych zespołów na OFF Festivalu. Zdawaliście sobie z tego sprawę? Wiecie, że macie tak wielu fanów w Polsce?
TM: - Nie. Wiemy, że mamy globalną lub międzynarodową publiczność, ale nie wiedziałem, jak bardzo ten występ był wyczekiwany w Polsce.
DB: - Ja tak samo, ale oboje mamy polskie korzenie. Byliśmy podekscytowani, że tu przyjechaliśmy. Fakt, że ludzie cieszą się na nasz koncert, sprawia, że jest jeszcze lepiej.
TH: Gdybyście musieli zacząć swoją karierę od nowa, wiedząc to, co wiecie teraz, jak byście się za to zabrali?
TM: - Nie sądzę, żebym zrobił coś inaczej. Fakt, że to się tak rozegrało, fakt, że muzyka będąca tym, czym jest - tworzona w bardzo prywatnym środowisku, bez żadnych oczekiwań - ma publiczność, która jej słucha. Nie sądzę, że byłoby to tym, czym jest, albo wybrzmiałoby w ten sam sposób, gdybyśmy próbowali być jak Mötley Crüe i mówili "będziemy robić to dla dużej publiczności i to coś, co staramy się osiągnąć", ponieważ nigdy nie było to naszym celem. To moja instynktowna odpowiedź. Jestem pewien, że wiele rzeczy mogliśmy zrobić inaczej w imię wydajności, ale myślę, że jest tak, jak jest na lepsze.
DB: - Tak, myślę, że pod wieloma względami jest tak, a nie inaczej ze względu na sposób, w jaki to się stało, ze względu na ilość czasu, jaką to wszystko zajęło. Przekornie, gdybyśmy próbowali zrobić to celowo, prawdopodobnie nie bylibyśmy w stanie. Tak bardzo, jak to możliwe, robimy rzeczy w sposób, który sprawia nam przyjemność, w sposób, który lubimy i mamy nadzieję, że wyjdzie nam to na dobre.
RS: Wasza sytuacja jest podobna do American Football. Wiele osób poznało was dzięki memom z okładką debiutanckiego albumu, a potem odkryli waszą muzykę. Jak się z tym czujecie?
TM: - Wciąż przetwarzamy to, jak się z tym czujemy. To coś nowego, to nie jest sposób, w jaki konsumowało się muzykę czy kreowało gusty, gdy dorastaliśmy. Może to nie jest prawda, istnieją loga zespołów, czy inne wyznaczniki, ale jak się z tym czujemy? Coś, co często powtarzamy, to to, że nigdy nie przestajemy się dziwić, że ludzi to interesuje. Nie przestaje zaskakiwać nas, że "A Quick One Before The Eternal Worm Devours Connecticut" ma miliony odtworzeń na Spotify. Jest to zaskakujące szczególnie ze względu na nowe media. Postmodernistyczny sposób konsumpcji muzyki. Czuję, że czasami tego nie rozumiem, ale wychodzi nam to na dobre.
DB: - Myślę, że każde pokolenie odkrywa muzykę w swoim stylu, a to, jaką muzykę znajdą, zależy od medium, które mają do dyspozycji. To dobre pytanie, "American Football" jest celnym porównaniem, ponieważ okładka tej płyty to taka wizualna kotwica. ludzie odkrywają muzykę w wizualnych mediach. Przez Instagrama, TikToka To kolejny przykład czegoś, czego moim zdaniem nie moglibyśmy zrobić celowo. Nie możesz zrobić okładki albumu i stwierdzić, że to będzie naprawdę viralowe.
TM: - Nie sądzę, żeby Pink Floyd tak zrobili. Myślisz o "Dark Side of the Moon" i jest to niemal mimetyczne samo w sobie jako okładka. Ale wóz gonił konia. Dobrze posługuję się metaforą? (śmiech).
DB: - Kultura jest teraz bardzo symboliczna. Myślę, że to część powodu, dla którego ta płyta odniosła sukces, ma symboliczne odniesienie, do którego ludzie mogą się odwołać. Oczywiście, płyta też musi spełniać swoje zadanie, ale to jest ciekawy czas, by być artystą, ponieważ bardzo trudno jest wyprodukować coś takiego.










