Tymoteusz Hołysz, Interia Muzyka: Wasz pierwszy koncert w Polsce odbył się 12 lat temu, właśnie na OFF Festivalu.
George Clarke, Deafheaven: Zgadza się.
Jak wspominasz tamten występ?
- Bardzo, bardzo dobrze się wtedy bawiliśmy. Właściwie dużo dzisiaj o tym rozmawialiśmy. Jestem prawie pewien, że wtedy, po reaktywacji, grali Slowdive i mogliśmy spędzić z nimi trochę czasu. Wystąpili też Chelsea Wolfe i Flying Lotus. To był naprawdę świetny festiwal.
"Lonely People with Power" okazał się powrotem do cięższego brzmienia po znacznie spokojniejszym "Infinite Granite". Czy wynikało to z tęsknoty za czymś, czego wam brakowało, czy był to po prostu naturalny krok?
- Myślę, że brakowało nam pewnych rzeczy. Bardzo podobało nam się pisanie i nagrywanie "Infinite Granite", podobnie jak granie tego materiału w trasie. Jednak kiedy przez długi czas koncertujesz z muzyką o określonym charakterze, zaczynasz tęsknić za innymi rzeczami, które również potrafisz robić. W naszym przypadku chodziło o bardziej metalowe elementy. To zresztą był jeden z powodów, dla których stworzyliśmy "Infinite Granite" - trochę zmęczyliśmy się wtedy metalem. W tym sensie "Lonely People with Power" jest powrotem. I to bardzo przyjemny powrót.
Premiera "Infinite Granite" była dla waszych fanów pewnym szokiem. Dla mnie osobiście również. Przyznam szczerze, że początkowo sam nie polubiłem tej płyty, ale gdy później wydaliście "Lonely People with Power", zacząłem rozumieć, dlaczego zdecydowaliście się na tamten krok. Jak ty dziś to odbierasz?
- Między tworzeniem czegoś a słuchaniem tego zawsze istnieje różnica perspektyw. Jako słuchacz i fan innych zespołów też czasem doświadczam tego, że artysta wykonuje bardzo gwałtowny zwrot. Jednocześnie wierzę, że wiele fragmentów "Lonely People with Power" nie mogłoby zostać napisanych w taki sposób, gdybyśmy wcześniej nie przeszli przez etap "Infinite Granite".
Właśnie o to chciałem zapytać. Jak tamta płyta zmieniła wasze podejście do pisania utworów?
- Bardzo mocno. Przede wszystkim nauczyła nas skracać formę. Byliśmy przyzwyczajeni do pisania utworów trwających 10, 12 czy 14 minut. Przy "Infinite Granite" udało nam się zachować wiele emocjonalnych elementów, na których nam zależało, ale jednocześnie odciąć trochę zbędnego materiału. Wtedy zaczęliśmy pisać utwory trwające cztery-sześć minut. Kontynuowaliśmy ten kierunek na nowej płycie, tworząc rzeczy bardziej bezpośrednie i mocniejsze w odbiorze.
W przypadku "Lonely People with Power" mówiłeś, że "Doberman" był ostatnim utworem napisanym na album. Miał być singlem, ale ostatecznie wybraliście "Magnolię". Co wpłynęło na tę zmianę?
- Nic szczególnego. Przy tworzeniu płyt dzieją się zwykle dwie rzeczy. Po pierwsze, zazwyczaj naprawdę lubimy wszystkie utwory, więc wybór staje się trudny. Po drugie, moim zdaniem album powinien być słuchany jako całość. Mając to na uwadze, właściwie mogliśmy wybrać cokolwiek. Zdecydowaliśmy się na "Magnolię", ponieważ jest bardzo bezpośrednia i stanowi wyraźny kontrast wobec tego, co robiliśmy na "Infinite Granite". Kiedy słyszysz pierwszy gitarowy riff, od razu wiesz, czego możesz się spodziewać.
Gościnnie na płycie pojawiają się Jae Matthews z Boy Harsher i Paul Banks z Interpol. Czego szukacie we współpracownikach, których głosy bardzo różnią się od twojego?
- W przypadku tej dwójki chodziło po prostu o artystów, których jestem fanem. Zespół rozmawia o tym, kogo można byłoby zaprosić, a ja mam w głowie taką listę marzeń. Oboje się na niej znajdowali. To naprawdę tyle. Jestem ich fanem, a taka współpraca daje mi okazję, by być fanem ich twórczości, jednocześnie tworząc coś własnego.
Gdy pierwszy raz usłyszałem Jae na płycie, myślałem, że to Chelsea Wolfe.
- Tak! Rozumiem to. Ma taki niski, zmysłowy ton głosu. Jae była naprawdę fantastyczna. Przyszła do studia i nagrała swoją partię razem z nami.
Czy jest jakaś emocja albo brzmienie, które chcielibyście wprowadzić do muzyki Deafheaven, ale wciąż trochę się przed tym wahacie?
- Nie, na tym etapie jesteśmy gotowi eksplorować właściwie wszystko. Próbowaliśmy już rzeczy, których ostatecznie nie wykorzystaliśmy, ale wszystko jest możliwe.
W jakim kierunku zmierza teraz Deafheaven? "Infinite Granite" było bardzo inne, "Lonely People with Power" wprowadziło czyste wokale do cięższego materiału. Czego możemy spodziewać się dalej?
- To świetne pytanie. Myślę, że pójdziemy w cięższą stronę.
Ciężką jak "Black Brick"?
- Powiedziałbym, że co najmniej na tym poziomie, a może nawet trochę dalej. Pójdziemy w tę stronę tak daleko, jak będziemy chcieli, a później zobaczymy, co się wydarzy.











