Frank Leen o drugiej płycie: "Powoli zaczynam łapać pomysły, które zapisuję sobie w notatniku" [WYWIAD]
Frank Leen wraca z singlem "Zanosi się na miłość", na którym gościnnie pojawiła się Livka. Utwór jest rodzajem obserwacyjnego dialogu i muzycznym pomostem między debiutem a kolejnym krążkiem, nad którym rozpoczął już pracę. W rozmowie dla Interii Muzyka opowiada między innymi o współpracy z Blindersem i powrocie do DJ-setów oraz niedawnym występie na Stadionie Narodowym.

Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: Niedawno wydałeś singiel "Zanosi się na miłość", na którym gościnnie pojawiła się Livka. Jesteś zadowolony z jego odbioru?
Frank Lean: - Myślę, że tak. Wiesz, człowiek gdy robi piosenkę, wyobraża sobie jak gra ją przed milionową publicznością. Ja jestem jednak po prostu wdzięczny za to, że ktoś w ogóle jej słucha. Do tego dostaję feedback, że się podoba, więc to jest dla mnie najważniejsze w tym momencie.
W niedawnym wywiadzie dla Interii, Livka podkreślała, że już od początku miałeś pomysł, by ten utwór miał formę dialogu… To prawda, że dojrzewał on już w twojej głowie od dawna?
- Jeszcze w tamtym roku miałem bardzo inspirującą rozmowę z moją przyjaciółką o jej życiu. To mnie gdzieś tam skłoniło do napisania takiej piosenki, która nie opowiada w ogóle o mnie ani mojej relacji - jest to właśnie bardziej obserwacja. Więc od dawna wiedziałem, że chcę zrobić taką piosenkę, nie do końca wiedziałem jednak z kim. Na początku dość naturalnie uznałem, że zrobię ją sam. Wyszło to jednak na tyle niespójnie, że postanowiłem zaprosić Livkę - w zasadzie to powiedziałem jej "trzymaj mikrofon i śpiewaj" (śmiech).
"Zanosi się na miłość" to singiel, który jest bliski brzmieniowo przyszłym premierom?
- Ciężko powiedzieć, bo u mnie strasznie szybko wszystko się zmienia. Cały czas staram się szukać czegoś nowego, natomiast myślę, że jeśli chodzi chociażby o perkusję czy gitarę, to właśnie na nich chciałbym postawić teraz nacisk.
Stąd moje pytanie, bo niedawno zdradziłeś na swoich social mediach, że rozpocząłeś pracę nad drugim krążkiem…
- "Zanosi się na miłość" jest czymś w rodzaju numeru "przejściowego". Wydaję mi się, że album będzie jednak nieco inny. Nie chciałbym, by numer z Livką był jego częścią - prędzej powiedziałbym, że jest to dodatek deluxe do pierwszej płyty.
Na jakim etapie pracy nad nowym krążkiem jesteś?
- Na razie eksperymentuje sobie produkcyjnie. Jeśli chodzi o teksty, powoli zaczynam łapać jakieś pomysły, które zapisuję sobie w notatniku.
2-3 lata między debiutem, a drugim krążkiem to dla ciebie sporo czasu, czy chcesz dać sobie w pełni swobodę na dopracowany materiał?
- "Problem" tkwi w tym, że sam sobie produkuję, więc mam tak jakby podwójną robotę. Chciałbym również, by ta płyta była zmiksowana przez mnie, co również trochę będzie trwać. Natomiast wiesz, w tym czasie udało mi się wydać EPkę z Blindersem, jakieś single, gościnki, więc to też nie tak, że zniknąłem na 2 lata.
Jak ty w ogóle wspominasz swój debiutancki krążek - "Miłość w czasach"?
- Fantastycznie! To była strasznie fajna przygoda, za którą trochę tęsknie. Robienie muzyki bez żadnej presji od siebie samego było czymś absolutnie pięknym. Sporo zmieniło się o tamtego czasu, więc mam duży sentyment do tamtego momentu w moim życiu.
Czyli trochę dopadła cię "presja drugiej płyty"...
- Trochę tak. Chciałbym jako artysta nieustannie się rozwijać, jednocześnie zachowując swój styl, by ludzie mówili, że to tak brzmi właśnie Frank Leen. Nie jest to niestety łatwe, aczkolwiek zauważyłem ostatnio, że czym mniej o tym myślę, tym bardziej swobodnie wszystko mi przychodzi.
Wspomniałeś wcześniej o EPce "MINT" nagranej w duecie z Blindersem. Jest to kolejny element tego poszukiwania nowych brzmień?
- "Miłość w czasach" był krążkiem, na którym balansowałem pomiędzy elektroniką a popem. Od dawna chodził mi jednak po głowie projekt w pełni poświęcony house'owym brzmieniom - stąd wzięła się EPka "MINT". Z Blindersem udało nam się zrealizować wszystkie pomysły jakie miałem - nareszcie w mojej twórczości znalazło się trochę miejsca, by móc się wyżyć (śmiech). Wiem, że Blinders lubi moją muzę, ja bardzo lubię jego, więc ta współpraca wyszła bardzo naturalnie.
Kontynuacją tego był wasz występ w duecie na Salt Wavie w formie DJ seta, czyli poniekąd twój powrót do początków kariery…
- Coś koło 8 lat temu, wraz z Young Leosią i CatchUpem zaczynaliśmy od wspólnych DJ-setów. Później przez pewien czas jak mieszkałem w Anglii, również je grałem. Więc postanowiłem wrócić do tego pod okiem Matiego (Blindersa). Nie ukrywam, że uwielbiam to robić, a sam w sobie koncert na Salt Wavie był świetną odskocznią. Pograliśmy sobie, było sporo osób, więc jestem zadowolony.
Dość mocno zauważalna jest w twojej twórczości współpraca z raperami - wystarczy wspomnieć CatchUpa i Szczyla ze wcześniejszych projektów, czy Aviego z niedawnego singla. Jak ty się odnajdujesz w tego typu współpracach?
- Przez to, że jestem producentem, to znam znacznie więcej raperów niż artystów z popowo-alternatywnego świata. Mam z nimi po prostu bliższą relację. Natomiast zawsze jestem otwarty na wszelkiego rodzaju kolaboracje, bo to mnie też sporo uczy. Raperzy są znakomitymi tekściarzami, bo ich podejście do muzyki jest trochę inne, niż robienie wygibasów wokalnych. Bardzo mi to osobiście przypadło - ta prostota, która w rapie jest niezwykle eksponowana.
Niedawno również wystąpiłeś z Kuqe 2115 na Stadionie Narodowym w ramach urodzin kolektywu 2115 - traktujesz to jako kolejne marzenie odhaczone ze swojej check-listy?
- Mam ciarki, jak sobie o tym przypomnę nawet teraz (śmiech). To było niesamowite przeżycie. Byłem u jednego producenta, gdzie spotkałem się z Kuqe 2115, który zapytał, czy nie chciałbym zagrać z nimi na basie na Stadionie Narodowym - nie mogłem odmówić (śmiech). Natomiast bardzo lubię tego rodzaju side-questy. 2 lata temu miałem możliwość na przykład zagrania z Okim na RedBull Soundclash, co też pozwoliło mi posmakować tych większych hal i całej otoczki największych koncertów w kraju.
Jakie cele muzycznie sobie stawiasz na najbliższe miesiące?
- Chciałbym znaleźć przestrzeń na zagranie kilku swoich solowych koncertów. Jeśli chodzi o twórczość, to będę chciał dowieść jak najlepiej drugi krążek.








