Eryk Moczko: Robię hip-hop for the culture [WYWIAD]
Eryk Moczko to kolejny przedstawiciel nowej fali w rapie, która szturmem dobija się do mainstreamu. Choć sam wywodzi się z kolektywu DRE$$CODE, jego pozycja na scenie staje się coraz bardziej autonomiczna. Potwierdzają to zarówno miliony odsłon pod singlami "ENZO" czy "NAPALONE FANKI", jak i zaskakująca współpraca z norweskim duetem Marcus & Martinus. Teraz natomiast przyszła pora na nowy rozdział - "FAMILY BRAND".

Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: Na niedawnych koncertach w Poznaniu i w Warszawie dość niespodziewanie zagrałeś numer w kolaboracji z duetem Marcus & Martinus. Nie ukrywam, że jak o tym usłyszałem, byłem naprawdę zaskoczony…
Eryk Moczko: - Pracowałem w Sztokholmie, w takim studiu muzycznym Northbound, gdzie moim szefem był manager chłopaków. Pomagałem im wtedy przy klipie do numeru "When All The Lights Go Out" - od razu się polubiliśmy. Sporo czasu minęło od tamtych wydarzeń, ja też zdążyłem poszerzyć nieco horyzonty ze swoją muzyką, aż odezwał się do mnie ich manager i zapytał, czy nie chcę się dograć. Powiedziałem: let's go!
Myślisz, że wasze fanbase'y się pokrywają? Chodzi mi o to, czy to jedna z tych współprac, którą robisz dla swojej oddanej grupy odbiorców czy chcesz trafiać nieco szerzej?
- To jest dla mnie rzecz stricte "for fun". Nigdy nie patrzyłem na to pod względem poszerzania swoich horyzontów. Jest to na pewno super opcja, bo udało mi się współpracować z zagranicznymi artystami, co zawsze jest czymś fajnym. Szczególnie, że ja też jestem mocno powiązany z krajami skandynawskimi - nie od dziś uważam Szwedów czy Norwegów za super ludzi, z którymi zawsze dobrze się współpracuje. A czy nasz fanbase się pokrywa? Nie wiem, ale jeśli się pokryje - świetnie!
Zobacz również:
Możesz już zdradzić, kiedy możemy spodziewać się premiery tego numeru na streamingach?
- Nie mogę, niestety. Bardzo bym chciał, ale na razie pozostaje to tajemnicą.
Macie już natomiast ustalone między sobą, kiedy ona będzie?
- Tego też nie mogę zdradzić. Być może mamy, być może nie mamy. Mogę natomiast zagwarantować, że na tym nasza współpraca się nie zakończy.
Niedawno minął równy rok od premiery "V24". Jak wspominasz po takim czasie ten album?
- Świetnie. Wiedziałem, że to był bardzo fajny krążek na okres, w którym wtedy znajdowałem się w życiu. Absolutnie nie żałuję, że ukazał się w takiej formie, choć nie utożsamiam się już z wieloma rzeczami, o których tam nawijam. Moje życie przez ostatni rok-dwa trochę się zmieniło, dlatego myślę, że następny krążek będzie znacznie lepszy. Nie zmienia to jednak faktu, że mam do niego ogromny sentyment i wiem, że moi fani bardzo go lubią.
Bez dwóch zdań można stwierdzić, że "ENZO" i "NAPALONE FANKI" z "V24" najbardziej przedarły się do rapowego mainstreamu. Postawiłbyś na nie, jako swoje ulubione numery z tego krążka?
- Nie, oczywiście, że nie (śmiech). Na pewno znacznie bliżej mi obecnie do "ENZO", niż "NAPALONYCH FANEK" - choć przez to, że są najpopularniejsze i gram je non-stop, czuję się już trochę nimi zmęczony. Ludzie jednak tego chcą, więc będę to robił dla nich dalej. Gdybym miał jednak postawić na swój ulubiony numer, byłby to "TO DLA WSZYSTKICH KTÓRYM LECĄ ŁZY" albo "PALMY SEX NOWE DŹWIĘKI".
Jako raper bezpośrednio wywodzisz się z DRE$$CODE. Zdarza ci się, że raperzy "starej szkoły" deprymują cię za bycie influencerem?
- Pewnie tak, ale czy mi to przeszkadza? Totalnie nie. Ja zawsze każdemu powtarzam, że jeśli gdzieś tam w internecie nie ma na ciebie hejtu, a wszyscy ci przyklaskują, to nie jest dobrze. Właśnie wtedy, gdy pojawiają się negatywne opinie, gdy ktoś cię nie lubi, możesz poczuć, że robisz coś dobrze. To oczywiste, że nie trafię w czyjeś gusta, natomiast cieszę się, że moja postać jest komentowana tak szeroko, w tak wielu środowiskach. I to jest super, bo ja mogę robić swoje, a ludzie wypowiadając się zarówno negatywnie, jak i pozytywnie, będą dawać mi automatyczną promocję.
W jednym z wywiadów wręcz przyznałeś wprost, że lubisz jak cię dissują…
- Wiesz, miałem takie momenty, gdzie tego hejtu było naprawdę sporo i wtedy też miałem pierwsze prawdziwe zmierzenie się z nim. Udało mi się bardzo szybko to przepracować - dlaczego tak jest i dlaczego ktoś może mnie nie lubić. Wiesz, koniec końców to wynika również z tego, że nie znają mojej perspektywy. Gdybym patrzył na siebie z pozycji widza, to też nie wiem, czy bym siebie polubił, nie znając tych wszystkich inside'ów.
Pod koniec ubiegłego roku wydałeś "Hunter", który poniekąd rozpoczyna nowy etap twojej twórczości. Miałeś jakieś obawy wobec tego, jak się przyjmie?
- Obaw może nie miałem, ale nie miałem też jakichś zbyt wygórowanych ambicji. Finalnie jestem mega zaskoczony tym, jak szeroko się poniósł. Szczególnie, że data premiery zbiegła się z premierą nowego singla od Bedoesa2115, który robił swój wielki powrót. Ktoś mi sugerował, czy nie chcę w związku z tym przełożyć daty, natomiast powiedziałem, że nie - ja robię hip-hop "for the culture" i to super, że mogę wydawać w ten sam dzień, co Borys. Teraz, ponad trzy miesiące od premiery, zbliżamy się z tym numerem do bańki na Spotify, więc jak najbardziej się cieszę!
Czy mógłbyś w takim razie po raz pierwszy potwierdzić, że jesteśmy świadkami rolloutu nowego krążka zatytułowanego "FAMILY BRAND"?
- Tak, potwierdzam.







