Reklama

Enej śni swój "Idealny sen" [WYWIAD]

Enej podsumowuje ostatnie 10 lat od zwycięstwa w "Must Be The Music" /materiały prasowe

Aż trudno w to uwierzyć, ale od wielkiego boomu na zespół Enej minęło już dziesięć lat. Wygrana w "Must Be The Music" rozpędziła olsztyński zespół do tego stopnia, że od tamtego czasu nie znika on w zasadzie z eteru, co i rusz proponując utwory, które momentalnie zyskują status przebojów. W dziesiątą rocznicę zwycięstwa w polsatowskim talent show, Enej postanowił podsumować pierwszy etap swojej działalności i zrobił to, jak ma to w zwyczaju - na swoich zasadach.

Działająca od 2002 r. formacja na szerokie wody wypłynęła za sprawą pierwszej edycji "Must Be The Music" w Polsacie. Ekipa z Olsztyna w 2011 r. wygrała ten program, a piosenka "Radio Hello" (posłuchaj!) zyskała status przeboju.

Reklama

Po wydaniu sześciu studyjnych płyt (w tym albumu z kolędami) grupa postanowiła podsumować dotychczasowy dorobek składankowym wydawnictwem.

7 maja, dokładnie 10 lat od wygranej w "MBTM", do sklepów trafił album "Idealny sen", który zawiera wszystkie najważniejsze piosenki zespołu bijące do tej pory rekordy popularności w radiu i internecie.

Wszystkie utwory zostały zaaranżowane i nagrane na nowo, by podkreślić długą drogę, jaką przeszli muzycy na przestrzeni tych 10 lat. Poza znanymi nagraniami, na płycie znalazły się również premierowe piosenki.

Jedną z nich są "Samoloty" (sprawdź!) - autorami nagrania tradycyjnie jest duet liderów: Piotr "Lolek" Sołoducha (wokal, akordeon) i Mirosław "Mynio" Ortyński (bas, wokal). Ten pierwszy, razem z grającym na puzonie Jakubem "Czaplay" Czaplejewiczem spotkał się z Adamem Drygalskim, by porozmawiać m.in. o "Idealnym śnie", życiu muzyków w czasie pandemii i planach na przyszłość.

Adam Drygalski, Interia: Jak się wydaje składanki typu "Greatest Hits", to można pewnie poczuć się staro.

Lolek (Enej): - Nic z tych rzeczy. Mija po prostu dziesięć lat od naszego udziału w "Must Be The Music". Od 2011 roku zespół Enej przeżywa piękną historię, która trwa cały czas. Wydaliśmy sporo piosenek, które stały się przebojami. Dlatego też nie chcieliśmy wydawać takiego typowego "The Best Of", bo to rzeczywiście pasuje bardziej do grupy z trzydziestoletnim stażem. Po pierwsze obraliśmy sobie za cel, aby nasze najbardziej znane utwory odświeżyć i pokazać, jak na nie teraz patrzymy, a po drugie dodaliśmy pięć nowych kompozycji. Mamy nadzieję, że naszych fanów to wydawnictwo ucieszy, a ci którzy jeszcze nas nie znają, być może dzięki niemu się do nas przekonają.

Jakub "Czaplay" Czaplejewicz (Enej): - Ale nie, nie czujemy się starym zespołem. Ewentualnie dojrzałym. I mam nadzieję, że tę dojrzałość na tej płycie słychać. Jest to więc takie "Greatest Hits" zespołu, który funkcjonuje na rynku dziesięć lat, ale nie przeklejał starych utworów na nową płytę, tylko nagrał i zaaranżował je od początku.

Jest nowa płyta, więc od razu po niej powinniście ruszyć w trasę i zagrać ten materiał na żywo. Tymczasem, jak jest każdy wie...

Lolek: - Ten wyjątkowy, a może raczej trudny, czas trwa nie od miesiąca, a już od ponad roku. Przed pandemią graliśmy po sto koncertów rocznie. W każdy weekend wyjeżdżasz z domu i występujesz przed publicznością. Z czasem zaczyna wchodzić to już w krew, więc do takiej sytuacji, która teraz ma miejsce trudno się w ogóle przyzwyczaić. Pamiętam, że w pierwszych dwóch czy trzech tygodniach lockdownu cieszyliśmy się nawet, że możemy posiedzieć w domu, pobyć z naszymi rodzinami ale...

Ale ile można?

Lolek: - No właśnie. Nie chcę żeby zabrzmiało to nieskromnie, ale po dziesięciu latach w Eneju trudno nam się było odnaleźć, że jesteśmy tak długo w domu. Wydaje mi się jednak, że tego okresu nie przespaliśmy, bo po roku pandemii wydaliśmy dwie płyty.

Czaplay: - Ten okres był przesiedziany w domu, ale na pewno nie zmarnowany, bo to był czas naszych intensywnych działań artystycznych. Tej wisienki na torcie w postaci występów na żywo oczywiście brakuje. Zawsze gdy wydawaliśmy coś nowego, wkrótce wychodziliśmy na scenę. Gdy ludzie w pierwszych rzędach śpiewają twoje nowe numery, możesz spojrzeć na kolegów z zespołu i pomyśleć sobie, że udało się osiągnąć cel. Udało się trafić do ludzi. Na to musimy jeszcze trochę poczekać.

Chyba że zagracie koncerty online.

Lolek: - Był duży boom na te koncerty, ale dla mnie ta formuła już się nieco wyczerpała. Zagraliśmy kilka takich setów, ale uczucie z tym związane jest naprawdę dziwne. Jeszcze jak zagrasz jedną, dwie piosenki w ten sposób to OK. Ale godzina? Z jednej strony wiesz, że ludzie cię oglądają, ale komunikacja, nazwijmy to dla uproszczenia - takie sprzężenie zwrotne - nie istnieje.

Czaplay: - Jesteśmy dobrej myśli i liczymy na to, że znajdujemy się na finiszu tej całej pandemicznej sytuacji i w wakacje już będziemy mogli spotkać się z ludźmi.

Lolek: - Żartujemy sobie nawet, że teraz jak pojedziemy na koncert, to ciężko będzie nas ściągnąć ze sceny. Więc nawet jeśli nikt nie będzie się domagał bisów, to my te bisy zagramy i tak sami dla siebie.

No właśnie! Jesteście zespołem koncertowym, bo pamiętam chociażby wasze występy na Woodstocku i na Open'erze. Jak to się stało, że wylądowaliście w programie rozrywkowym? Myślicie że bez  udziału i zwycięstwa w polsatowskim talent show bylibyście w tym miejscu co teraz?

Lolek: - Co do udziału w "Must Be The Music" to pamiętam, że zespół był podzielony. Byliśmy po naszym pierwszym Przystanku Woodstock w 2010 roku. Wchodzimy na scenę marzeń, w pełnym słońcu czeka na ciebie sto tysięcy ludzi. Wydawało nam się wtedy, że grając taki koncert złapaliśmy Pana Boga za nogi i weszliśmy z drzwiami do świata wielkiej kariery. Występ był mega, reakcja publiczności kapitalna, ale koniec końców nie przełożyło się to w przyszłości jakoś bardzo na nasze życie.

Czaplay: - Woodstock był fantastyczną przygodą i na pamiątkę została nam nagroda publiczności, ale grając już po festiwalu jakiś koncert zobaczyliśmy, że w Polsacie szukają muzyków do nowego formatu telewizyjnego. Komunikat był taki, aby przyjść i pokazać się, jakim się jest. Zaprezentować swoją muzykę, być po prostu sobą. I to przekonało nas do występu, bo nie ukrywam takich rzeczy trochę się baliśmy.

Lolek: - Jedenaście lat temu ta bariera między światem szeroko pojętej alternatywy a światem komercji była olbrzymia. Istniało takie przeświadczenie, że kto idzie do telewizji - ten się sprzedał. Świat był zero - jedynkowy, dziś tak to już nie działa.

Czaplay: - Baliśmy się oceny publiczności, z którą spotkaliśmy się na Woodstocku. Czy ludzie nie pomyślą, że straciliśmy coś ze swej autentyczności? Natomiast podczas programu byliśmy sobą od początku do końca. Nikt nie mówił nam co mamy mówić, czy jak mamy wyglądać. Prawda jest taka, że w "Must Be The Music" byliśmy w stu procentach tacy sami jak na Woodstocku. Z perspektywy czasu oceniam, że była to bardzo dobra decyzja.

Lolek: - A po wygraniu "MBTM" historia zatoczyła koło, bo przecież jako zwycięzca głosowania publiczności, rok później wróciliśmy na Woodstock i nie ukrywam było trochę stresów z tym, jak nas ludzie przyjmą. Ale wyszliśmy na scenę, poleciało "Radio Hello" i było... genialnie! W 2011 roku spełnił się nasz idealny sen. To co sobie wymarzyliśmy i wyśniliśmy.

A jeśli chodzi o te bardziej przyziemne marzenia. Kończy się pandemia. Co zrobicie w pierwszej kolejności, zostawiając na boku sprawy zawodowe?

Lolek: - Ja idę do kina! Na byle jaki film. Kupuję największy popcorn i napój i marzę o tym, żeby obok mnie byli ludzie.

Czaplay: - A ja pojadę na lotnisko i kupię bilet na pierwszy lepszy samolot i polecę na weekend. Gdziekolwiek!

Lolek: - Zawsze możesz trochę zmodyfikować swój plan, wsiąść do autobusu i przyjechać do mnie.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Enej | wywiady

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje