Tymoteusz Hołysz, Interia Muzyka: Great September zapowiada was jako zespół, który zrobił "wjazd z buta" na polską scenę. Czujecie, że musicie teraz utrzymywać tę reputację, czy raczej was to nie obchodzi?
Tadek: Myślę, że jak zagramy dobrze, to zagramy dobrze i tyle. Jakoś to będzie.
Amelia: Nie wiem do końca, co to znaczy.
Tak was opisano na festiwalowej stronie.
Tadek: To nie my go pisaliśmy, ale bardzo, bardzo nam to schlebia w takim razie.
Łączycie powerviolence, hardcore, grindcore. To gatunki, które same w sobie są dość ekstremalne. Jak wyglądał proces poszukiwania waszego brzmienia?
Amelia: Wydaje mi się, że ono nadal jest nierozwinięte. Nadal raczej szukamy, ale robimy to naturalnie.
Tadek: Nasz proces wygląda chyba tak, że nie staramy się wkleić w jakiś bardzo konkretny klimat. Raczej rzucamy wszystkie pomysły, jakie mamy, i jeśli coś pasuje do kawałka, który akurat piszemy, to super. A jeśli nie pasuje, to lecimy dalej.
Czerpiecie bardziej inspiracje z zespołów, których słuchacie, czy raczej celowo próbujecie odróżnić się od tego, co już znacie?
Tadek: To bardzo zależy. Ja osobiście - nie wiem, czy wszyscy podzielają ten pogląd - zdecydowanie słyszę, kiedy w tym, co piszemy, czerpiemy na przykład z Full of Hell albo Portrayal of Guilt. To chyba nasze dwie najczęstsze inspiracje. Ale myślę też, że każdy z nas słucha bardzo różnej muzyki. Wszystkie takie mikroelementy z różnych rzeczy składają się potem w jakąś całość.
Gatunki, w których się obracacie, kojarzą się raczej z krótką formą. Wam udało się od niej odejść, bo większość wydanych przez was kawałków trwa po trzy-cztery minuty. To celowe działanie?
Wiktoria: Zdążyliśmy już również uciec od tej formy. Nowe kawałki nie trwają już po trzy-cztery minuty. Teraz mamy klasycznie półtorej minuty maksymalnie. Wtedy to był po prostu inny moment. Pisaliśmy w inny sposób, lubiliśmy powtarzalność. Teraz trochę bardziej odnajdujemy się w rzeczach chaotycznych. Kawałki znów są krótsze, ale nie zamykamy się w tej formie. Po prostu tak wychodzi naturalnie.
Tadek: Chcę jeszcze dodać, że generalnie zawsze próbujemy wyjść z pułapki pisania jednego riffu za drugim. Nawet jeśli kawałki są teraz krótsze niż nasz starszy materiał, staramy się, żeby miały w miarę uporządkowaną strukturę.
Z jakimi wyzwaniami najczęściej mierzycie się podczas tworzenia? Co jest dla was najtrudniejsze w pisaniu tych utworów?
Fabian: Myślę, że kiedy tworzymy, najbardziej zderzamy się z tym, że każdemu z nas bardzo zależy, żeby materiał brzmiał jak najlepiej, ale każdy ma trochę inny obraz tego, co jest dobre. Często trafiamy na moment, w którym zderzamy się ze ścianą. Coś, co jedna osoba uważa za świetne, drugiej może się w ogóle nie podobać. To naturalna część działania w wielu zespołach. Ale właśnie te trudności sprawiają, że kiedy w końcu uda nam się coś napisać, to jest to coś, czym wszyscy naprawdę się jarają i z czego jesteśmy bardzo zadowoleni.
Co jest dla was najważniejsze w tej muzyce? Uwolnienie własnej frustracji czy tworzenie wspólnoty, która tę frustrację dzieli?
Tadek: Wydaje mi się, że gdybyś zapytał każdego z nas osobno, odpowiedzi byłyby trochę inne. Możemy odpowiedzieć po kolei. Dla mnie to chyba fifty-fifty.
Amelia: Mocno zależy mi na wyrażaniu frustracji, smutku i rzeczy, które często czuję - takich przytłaczających, niezbyt przyjemnych emocji. Chcę mieć miejsce, w którym mogę to z siebie wyrzucić. Czuję, że właśnie w tym spełniam się najbardziej. Wydaje mi się, że kierunek, w którym teraz idziemy, spełnia to znacznie bardziej niż to, co już mamy wydane. Nie mówię, że nie lubię naszego wcześniejszego materiału, po prostu już nie siedzi mi tak, jak wtedy. Już tak do mnie nie pasuje.
Tadek: Powiedziałbym, że ten materiał spełnił już swoją rolę.
Fabian: Wracając do pytania i kierując nas znowu na dobrą drogę: przynajmniej dla mnie, zanim grałem w Deathknell i stałem pod sceną, a nie na niej, najważniejsze były emocje. Deathknell jest dla mnie perfekcyjnym miejscem, żeby wyrzucić z siebie ogromne pokłady agresji, frustracji i gniewu. Mogę zrobić to w bezpiecznym środowisku, w bezpieczny sposób i w pełni szczerze. Myślę, że przede wszystkim to, jak brzmi nasza muzyka, jest odzwierciedleniem tego, co czujemy na co dzień, a czego nie możemy tak dosadnie przekazać.
Great September to festiwal z bardzo różnorodnym line-upem i publicznością. Jak przekonalibyście ludzi, którzy przyszli na spokojniejsze zespoły, żeby zostali również na waszym koncercie?
Tadek: Będzie ciekawie.
Amelia: Gramy o 23:00, więc można przyjść, jeśli komuś się nudzi. Co macie niby lepszego do roboty? Można zabrać babcię na wieczorek. Pewnie dawno nie wychodziła. I tak będą już na mieście, chodzą po tej Łodzi. Co można robić o 23:00 w Łodzi? Ewidentnie dużo, bo wczoraj był mega hałas za oknem, kiedy próbowałam zasnąć.
Fabian: Jeśli nie lubicie takiej muzyki albo nie wiecie, czy ją lubicie, to jest świetny moment, żeby się przekonać. A jeśli nie, to też spoko. Ten, kto ma przyjść na nasz koncert i faktycznie dobrze się na nim bawić, i tak przyjdzie i będzie się dobrze bawił. Skupmy się na tym.
Jak opisalibyście waszą muzykę i koncerty komuś, kto nigdy was nie słyszał?
Fabian: Chaos generalnie. Rozpierducha. Kropka.
Tadek: Dużo szumu, przesteru i głośno.
Amelia: Głośno.
Tadek: Ale też groovy.
Amelia: Można też dupcią trochę pokręcić.










