Daniel Godson o debiutanckim krążku: "Obiecałem sobie, że pozostanę autentyczny" [WYWIAD]
Choć debiutancki album wydaje się raz w życiu, Daniel Godson czuje, że pracował na niego od zawsze. Miesiąc po premierze "Pytań" spotkaliśmy się z artystą, by porozmawiać o kulisach powstawania krążka, gościnnym występie u Vito Bambino oraz o pierwszej trasie koncertowej z nowym materiałem.

Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: Po prawie czterech latach regularnego wydawania singli, w końcu światło dzienne ujrzał twój debiutancki krążek - "Pytania". Długa droga za tobą…
Daniel Godson: - Bardzo długa. Cztery lata wydawania własnej muzyki, do tego jeszcze wcześniej szkoła muzyczna i śpiewanie w kościele. To wszystko mnie budowało, stąd też w pełni się utożsamiam ze stwierdzeniem, że pierwszy album tworzy się przez całe swoje życie.
Sporo numerów, które wydawałeś na początku swojej twórczości, finalnie na "Pytaniach" się nie znalazły. Skąd ta decyzja?
- Zależało mi na tym, by mój debiut nie był jedynie zobrazowaniem początków mojej twórczości, a bardziej taką "śmietanką" tego, co udało mi się stworzyć. Najważniejsze od początku jest dla mnie tworzenie i przeżywanie, by pojawiały się różne rzeczy z mojej strony. Dlatego wybór tych numerów na "Pytania" był dość prosty - biorę te, które były kluczowe w moim rozwoju i do których mam największy sentyment.
Zobacz również:
Z jakim odbiorem się spotykasz po miesiącu od premiery?
- Jest on naprawdę szeroki i bardzo miły. Dostałem wiele pozytywnych słów zarówno od moich znajomych, jak i obcych mi ludzi. Widzę, że ten krążek cały czas organicznie idzie do przodu, oczywiście teraz też będzie taki moment, gdzie będę musiał mocno pracować nad tym, by trafił jak najszerzej. Ale dotychczas ten odbiór jest naprawdę miły i czuję się bardzo zbudowany, widząc też, jak dobrze poszedł preorder fizycznego wydania. Jest naprawdę znacznie lepiej niż się nastawiałem.
Nazwałbyś go debiutem, o jakim marzyłeś?
- Bez zastanowienia. Nie miałem wygórowanych oczekiwań poza jednym - obiecałem sobie, że pozostanę autentyczny, a moja muzyka będzie zapisem moich własnych doświadczeń. Po tych kilku latach widzę, że tak jest - i z tego jestem najbardziej dumny. Choć jest on dość zróżnicowany, to czuję, że jest mój.
Tuż po premierze miałeś przyjemność wystąpić ze swoim numerem "Spójrz" u Vito Bambino w katowickim Spodku. Mogłeś wymarzyć sobie lepsze świętowanie premiery debiutu?
- Ciężko by było o lepsze (śmiech). Dla mnie to były ogromne emocje, chociażby ze względu na to, że nigdy wcześniej nie miałem okazji zagrać w tak dużym składzie. Natomiast jestem niesamowicie wdzięczny, jak wszyscy pięknie się przygotowali. Emocji było dużo, ale z dominacją radości i wdzięczności. Fajnie też było popatrzeć na publiczność w pierwszych rzędach, która śpiewała tekst razem ze mną. Więc naprawdę cieszę się, że dostałem taką szansę i mam nadzieję, że dobrze ją wykorzystałem.
2 lata temu, gdy miałem przyjemność po raz pierwszy z Tobą rozmawiać, powiedziałeś, że chciałbyś, by ten pierwszy album opisywał wszystko to, co osobiście przeżywasz. Po czasie przyznasz, że udało ci się ten cel nadrzędny spełnić?
- Tak, nawet bardzo. To jest piękne, że udało mi się po dwóch latach nadal to podtrzymać, bo to wszystko, o czym opowiadam na płycie, to faktycznie są moje autentyczne przeżycia. Nawet powiedziałbym, że jest ona takim moim pamiętnikiem z ostatnich trzech lat. Uchwyciłem to, jak wchodziłem w dorosłość, jak doświadczyłem miłości i różnych innych emocji, ale nie tylko pozytywnych. Po tym czasie mogę przyznać, że wyszło tak, jak chciałem.
W ubiegłym roku, poza pracą nad krążkiem, wziąłeś udział w projekcie "DEF JAM WORLD TOUR". Czego szczególnie cię on nauczył?
- Wymagał ode mnie dużej otwartości, bo jako człowiek miałem duży problem z wychodzeniem do ludzi. Często się izoluję, zwłaszcza gdy nie czuję się w pełni komfortowo. A tutaj był to jednak wyjazd z ludźmi, których nie znałem. Nauczył mnie więc wyjścia ze strefy komfortu i świadomości, że nie trzeba się martwić o to, jak wypadniesz. Do tego stricte praca w studio, możliwość podpatrzenia jak tworzy Fukaj czy Vito pokazała mi, w jaki sposób zamieniają oni te emocje w słowa. Cieszę się, że tak wiele mogłem się od nich nauczyć.
Wspólny numer z Vito Bambino, nagrany w ramach tego wyjazdu, jest dla ciebie kolejnym odhaczonym marzeniem?
- Sam nie wiem, jak do tego podchodzić, bo przyznam szczerze, że zanim nagraliśmy "Pomiędzy", nie słuchałem dużo Matiego - znałem tylko jego pojedyncze numery. Tak samo zresztą było z Fukajem. Teraz jednak, będąc już zaznajomionym z całą dyskografią i kochając jego utwory, jestem niezwykle szczęśliwy, że udało nam się doprowadzić do tej kolaboracji.
W kwietniu wyruszyłeś w trasę koncertową, która obejmowała aż 5 polskich miast. Jak wspominasz te występy?
- Choć byłem trochę zestresowany, to finalnie bardzo cieszę się z tego, jak to wyszło. Bilety poszły naprawdę dobrze i cieszę się, że mogliśmy zagrać dla tak licznej publiczności. Tak że ten stres mieszał się z dużą ilością radości, bo ta trasa była dość organicznym przedłużeniem "Pytań". Studyjne wrażenie to jedno, ale wyjście ze swoim materiałem i skonfrontowanie go twarzą w twarz ze słuchaczami to zupełnie inna bajka.







