Reklama

"Choćby mnie katowali na komendzie"

Sytuację Żuroma zna już chyba każdy. Media, także te nie hiphopowe, aż wrą od spekulacji na jego temat. Początkowo - według rapera bezpodstawnie - oskarżono go o handel narkotykami i przetrzymano w areszcie przez 1,5 miesiąca. Teraz znowu ma trafić za kratki. Za co? Na jakiej podstawie? Tego dowiecie się z ostatniego wywiadu, jakiego Żurom udzielił Filipowi Rauczyńskiemu ("Magazyn Hip Hop") dosłownie na dzień przed dobrowolnym zgłoszeniem się na policję. Poznajcie historię człowieka, który walczy o honor, wolność i co najważniejsze - o sprawiedliwość.

Zacznijmy nietypowo. Co masz do powiedzenia ludziom, którzy myślą, że całe to zamieszanie związane z twoim aresztowaniem to jedynie zabieg mający na celu promocję nowego krążka?

Reklama

Nie wymyśliłem sobie tej historii. Siedziałem autentycznie w więzieniu, nękają moją rodzinę i chcą mnie ponownie aresztować bez dowodów. Oczywiście, powstało zamieszanie wokół tej sprawy i wyciągam z minusów plusy. Stałem się bardziej rozpoznawalny, zyskałem wielu zwolenników i ogólnie naświetlanie tej sprawy jest moją obroną medialną. Nic więcej nie mogę zrobić. To mój jedyny wariant walki z niesłusznymi oskarżeniami prokuratury.

W chwili, w której przeprowadzamy ten wywiad ukrywasz się przed organami ścigania. W chwili, kiedy ludzie czytają ten wywiad, możesz być już za kratkami. Sam oficjalnie przyznałeś się do tego, że musisz się ukrywać, aby zapewnić byt swojej rodzinie, sam też przyznałeś, że dobrowolnie zgłosisz się na policję. To była ciężka decyzja, czy wiedziałeś od samego początku, że tak zrobisz?

Nie wiedziałem. Przesiedziałem 45 dni, zostałem zwolniony do domu z braku dowodów. Zacząłem przyzwyczajać się z rodziną do normalnego życia i nagle... bum! List, że znów mam być aresztowany, bo prokurator się odwołał! Pożegnałem się z dziećmi i dziewczyną, i w ciągu pół godziny opuściłem mieszkanie. Adwokat powiedział, że tak łamią ludzi jak nie ma dowodów. Chcą, by człowiek nie wytrzymał psychicznie i sam się przyznał do wszystkiego. Powiem ci, że ciężko być poszukiwaną zwierzyną, porzucić codzienne sprawy, obowiązki i bliskich... Wczoraj dostałem od ciebie pytania, dziś odpisuję, a jutro jadę zgłosić się do więzienia. Prokuratura po złości nie chce zakończyć śledztwa, póki mnie nie złapią, lub się nie zgłoszę. Jutro to uczynię. Będą musieli wcześniej czy później zakończyć postępowanie i przekazać sprawę do sądu. Wtedy odpadnie obawa matactwa, a tylko ze względu na nią mam być aresztowany. Sąd spyta prokuratury: "Gdzie dowody?". Nie ma, to zwalniamy pana do domu, przepraszamy i odszkodowanie za pomyłkę. Szkoda nerwów, poniesionych kosztów i tego, że nie mogę patrzeć jak moje dzieci rosną, mają ojca i matkę. Córka ma już ponad 3 latka i pyta się Kaśki cały czas: "Gdzie tatuś?". Ona jej odpowiada, że wyjechał daleko do szpitala, bo jest chory i jak wyzdrowieje to wróci na stałe do domku. Syn, jak mnie zabierali, miał 14 dni, jak wróciłem miał ponad dwa miesiące. Pobyłem z nim do 3 miesiąca i znów musiałem go opuścić, znowu musiałem opuścić bliskich. To mnie boli najbardziej... Mam nadzieję, że posiedzę niedługo i jak wyjdę to nadrobimy stracony czas!

Nie boisz się mówić o swojej sytuacji, o więzieniu, sam nagłaśniasz sprawę, bo chcesz zwrócić uwagę mediów na to, co cię spotkało. Ale no właśnie... Co jeśli to obróci się przeciw tobie? Popatrz, co media zrobiły z Małolatem - przez długi okres czasu, już po wyjściu z więzienia, dostawał od dziennikarzy jedynie pytania związane z odsiadką... Nie obawiasz się tego?

Nie boje się nagłaśniać swojej sprawy, bo jestem niewinny i walczę o sprawiedliwość. Życie nauczyło mnie, by nie spuszczać uszu po sobie jak kopnięty kundel, tylko z głową do góry walczyć zawsze o swoje. Nie mam czego się obawiać, bo już prześwietlili mi firmę, rodzinę, telefony, komputery... i nic! Prokuratura ma dylemat i chce mnie złamać, bo to ich jedyna nadzieja, żeby udowodnić mi winę! Ja się nie przyznam, choćby mnie tam katowali na komendzie, bo mam swój honor i zasady. Pytają mnie o jakiś znajomych i wyciągają jakieś stare sprawy. Nie jestem kapusiem, nie interesuje mnie kto co robi, mają problem, to niech go sami rozwiążą. Ja nie będę ich kluczem do labiryntu. Jestem nauczony zasady: mniej wiesz, mniej mówisz, to dłużej i spokojniej żyjesz. Co do dziennikarzy i pytań - na całym świecie jest tak, że ludzka tragedia przykuwa uwagę. Mną interesowało się wąskie grono ludzi związanych z hip hopem, po tej sprawie ludzie odżywają się z różnych branży, życząc mi powodzenia i podziwiając moją walkę o oczyszczenie z zarzutów. Dlaczego mam nie walczyć? Mamy demokrację i mimo tego, że kraj stał się policyjny i panuje zasada, że prokurator i władza się nigdy nie myli, to są ciągle ludzie typu profesor Bartoszewski, którzy głośno wypowiadają się o tym, co dzieje się w Polsce. Nie możemy czuć się zastraszeni, bać się mówić własnego zdania, bo staniemy się zaszczutym narodem pod panowaniem dyktatora. Nie po to nasi dziadkowie walczyli i ginęli, by teraz paru świrów o zamiłowaniach totalitarnych zrobiło z nas niewolników. Ja się buntuję i uprawiam partyzantkę nowoczesną. Jestem małym pionkiem, ale takich jak ja jest coraz więcej. Będzie nas wielu i będziemy mieli wkrótce na imię legion.

mhh.pl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje