BOKKA: "Przy wypuszczaniu nowego albumu zawsze jest niepewność" [WYWIAD]
Zespół BOKKA wyruszył niedawno w europejską trasę koncertową u boku Archive, promując swój najnowszy krążek "White Room". Z tej okazji zapytaliśmy członków zespołu o ich wrażenia z koncertów, inspiracje towarzyszące nowemu albumowi oraz legendarny debiut, który wciąż rezonuje w świadomości fanów.

Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: Nie sposób nie zauważyć waszego konsekwentnego pisania po angielsku oraz europejskiej trasy wraz z Archive. Na tym etapie kariery czujecie się bardziej polskim czy europejskim zespołem?
BOKKA: - Mieszkamy w Polsce, więc czujemy się Polakami, ale Polska jest częścią Europy, stąd też europejskość nie jest nam obca. Zawsze podchodziliśmy do robienia muzyki bez kompleksów. To kwestia innego pokolenia - czasów, w których dojrzewaliśmy, otwartości granic, w których żyjemy od dłuższego czasu i dostępności muzyki na całym świecie. Pisanie po angielsku przychodzi nam z łatwością, lubimy ten język, dbamy o jego poprawność i jednak myślimy o tym, że więcej osób zrozumie naszą muzykę, niż gdyby była po polsku. Ten wybór nie ułatwiał nam wydawania muzyki w Polsce, to prawda, ale po trasie z Archive czujemy jeszcze mocniej, że ta konsekwencja ma sens.
Jak w ogóle wspominacie te koncerty? Któreś z miast zaskoczyło was swoim odbiorem?
- Przed wyjazdem nie wiedzieliśmy kompletnie, czego się spodziewać. Nastawieni byliśmy pozytywnie, bo czekaliśmy na taki moment przez całe życie, ale wiedzieliśmy, że mogło być różnie. Nie znaliśmy przecież realiów występów gościnnych, nie wiedzieliśmy, czy ludzie przychodzą tłumnie na polecany przez główną gwiazdę wieczoru, ale jednak nieznany zespół. Pierwszy koncert w Amsterdamie - sala wypełniona po brzegi. Drugi i trzeci w Belgii - to samo. Byliśmy wniebowzięci. Ludzie byli autentycznie ciekawi zespołu, który ich ukochany Archive zabrał ze sobą w całą trasę, i dali nam mnóstwo energii. W kolejnych miastach zaczęliśmy dostrzegać "ultra fanów", którzy jeździli za Archive po całej Europie i wszędzie pojawiali się pierwsi, żeby zająć najlepsze miejsca przy samych barierkach. I po reakcjach widzieliśmy, że zyskaliśmy w nich również naszych fanów. Był taki moment, chyba w Lozannie, gdzie przyłapaliśmy młodego chłopaka w koszulce Archive śpiewającego z nami refren "Town Of Strangers". W Paryżu sala koncertowa mieściła 4,5 tysiąca osób, które przywitały nas brawami kiedy wchodziliśmy na scenę. Ciężko opisać uczucia, które towarzyszyły nam w trakcie tej trasy, bo przerosła ona nasze najśmielsze oczekiwania.
W ubiegłym roku wydaliście "White Room" - jak oceniacie ten krążek po niecałym roku od premiery?
- Bardzo dobrze! Świetnie nam się gra te numery na żywo, ludzie wkręcają się w nasz świat od początku koncertu. Sprzedaliśmy nawet wszystkie płyty winylowe, jakie wytłoczyliśmy. Czujemy więc, że jesteśmy w dobrym miejscu jako zespół.
Zaskoczeni byliście tym, jak został przyjęty?
- Przy wypuszczaniu nowego albumu zawsze jest niepewność. Czy to, co mamy do zaproponowania będzie rezonowało z ludźmi? Czy nasz "biały pokój", który ma przynosić ulgę, jest tym, czego ludzie akurat w tym momencie potrzebują?... Jest to wspaniałe uczucie, kiedy okazuje się, że tak. Potem następuje konfrontacja z publicznością i jest jeszcze lepiej.
Trasa koncertowa i intensywne ogrywanie tego materiału zmieniło wasze spojrzenie na krążek?
- Na pewno. Wersje koncertowe zawsze się trochę różnią od studyjnych. Album wydaje się przy nich bardziej stonowany - słuchany jest też w innych warunkach, często w odosobnieniu, na słuchawkach, ciszej. Granie na żywo ma energię i moc, którą, jeśli uda się przelać na publiczność, to wraca ze zdwojoną siłą. To jest moment, w którym dopiero wiemy na pewno, czy płyta działa, czy nie.
"White Room" jest dla was kontynuacją dotychczasowej ścieżki, jaką jako BOKKA obraliście?
- Nauczyliśmy się nie ścigać - ani ze sobą, ani z innymi. Ta pogoń nie ma sensu, ale czasami dojście do tej konkluzji wymaga czasu. Robimy to, co nam w danym momencie gra w duszy, nie myślimy już o tym, czy będzie to kontynuacja, czy jednak nowa droga. Ale ponieważ jesteśmy to my, to na pewno łatwo dostrzec elementy, które spajają nas z poprzednimi płytami. Głos, dobór instrumentów i ogólne myślenie o muzyce, plus tajemnica i zbalansowany mrok, to nasza tożsamość. Słuchacze nam donoszą, że cały czas zaskakujemy, więc chyba jest dobrze (śmiech).
Co było źródłem waszych inspiracji do napisania "White Room"?
- Każdy z nas słucha trochę innej muzyki. Niektórzy z nas tylko nowej, inni tylko starej. Czasami nawet rozmijamy się w ulubionych gatunkach muzycznych. Można więc zaryzykować stwierdzenie, że BOKKA jest wypadkową różnych wrażliwości i to jest ciekawe, bo pracuje nam się razem świetnie. Mimo różnic, a może właśnie dzięki nim, tworzymy nasz świat bezkompromisowo.
Niedługo minie 13 lat od premiery waszego imiennego debiutu. Dziwi was, że utwory takie jak "Town of Strangers", wciąż cieszą się niesłabnącą popularnością?
- "Town Of Strangers" jest wyjątkowy. Był pierwszy i ewidentnie trafił w idealny dla siebie czas. Gramy go od zawsze i nawet kiedy część zespołu rozważa, czy już nie powinniśmy przestać, bo mamy przecież mnóstwo innych numerów, nie robimy tego, bo wiemy, że ludzie nadal go kochają - czekają na niego na koncertach. On jest wiecznie aktualny, bo nigdy nie odczuwamy pełnego spokoju. Niepewność i poczucie wyobcowania jest niestety cały czas obecne w naszym życiu. Świat się wali na tylu płaszczyznach, że samo myślenie o tym jest przygniatające, a do tego dochodzą zmagania na poziomie jednostkowym. Muzyka jest ucieczką, oddechem, momentem, w którym na chwilę można się odkleić od wszystkiego i przeżyć coś skrajnie innego od tego, co nas na co dzień przytłacza. I jeśli identyfikujesz się z tekstem utworu, czujesz, że nie jesteś w tym sam. To jest potężna siła.
Jak wy sami wspominacie ten debiut, kiedy wracacie do niego myślami?
- Mamy dużo sentymentu. To był piękny i emocjonujący początek. Nikt z nas nie przypuszczał, że test, który wtedy postanowiliśmy przeprowadzić, pozwoli nam istnieć i tworzyć przez lata. Chcieliśmy tylko sprawdzić, czy muzyka w czasach, w których zaczęło się bardziej liczyć to, kim jesteś, co robisz, w co jesteś ubrany i z kim się bujasz po mieście, jest w stanie obronić się sama. Wypuściliśmy wtedy "Town Of Strangers" bez żadnych dodatkowych informacji. Nawet ciężko było stwierdzić kraj pochodzenia zespołu, który ukrył swoje tożsamości. Kiedy dotarło do nas, że ten eksperyment się udał, byliśmy szczęśliwi. Pozostaliśmy więc w zgodzie ze sobą i skupiliśmy się na tym, co nas kręci najbardziej, czyli na muzyce. Nie bywamy, nie pokazujemy twarzy, nie opowiadamy o tym, kim jesteśmy. Wszystko to, co chcemy przekazać ludziom zawieramy w słowach i dźwiękach utworów. Nadal cieszymy się tą wolnością i jednocześnie jesteśmy ogromnie wdzięczni naszym fanom, którzy nas w tej drodze wspierają do dziś.
Po tak intensywnej trasie koncertowej, przed wami kolejne koncerty. Już 5 czerwca zagracie na festiwalu Tauron Nowa Muzyka w Katowicach. Przyszykowaliście coś specjalnego na ten występ?
- Bardzo cieszymy się na ten powrót, na samym Tauronie graliśmy już kilka razy. Był to też pierwszy festiwal, który zaprosił nas po debiucie. Mamy więc sentyment, ale lubimy go też odwiedzać, nawet jeśli na nim nie gramy. To po prostu świetny festiwal. Mamy pięknie przygotowany set z wizualizacjami i super światłami, tak że nie możemy się doczekać, aż go tam zaprezentujemy.
Zdarza wam się do koncertowej setlisty włączać starsze numery, czy staracie się oprzeć ją na albumie "White Room"?
- Teraz jest czas "White Roomu", więc setlista jest oparta o utwory z nowej płyty, ale przetykamy ją numerami z poprzednich albumów - tych, które najbardziej lubimy grać na żywo. Będzie coś zdebiutu, będzie coś z "Blood Moona", w każdym razie serdecznie zapraszamy (śmiech).
Jakie macie plany na drugą połowę roku?
- W wakacje i jesienią dalej gramy koncerty z materiałem z "White Room", ale mamy też w zanadrzu kilka niespodzianek. Natomiast po trasie z Archive dostajemy sporo wiadomości od fanów, głównie z Francji, abyśmy wrócili z własnym koncertem. Zobaczymy co czas pokaże - sprawa jest rozwojowa!








