Reklama

"Z miłości do muzyki i fanów"

Wiadomo, że krótko po wydaniu "Subhuman Race" Skid Row zniknął ze sceny. Powiedz mi, jako jeden z założycieli tego zespołu, czy zawsze gdzieś tam w głębi serca wierzyłeś, że powrócicie?

Reklama

Nie, tego nie wiedziałem. Odseparowaliśmy się wtedy od siebie na jakiś czas. Wydaje mi się, że coś takiego było konieczne. Tak w każdym razie mogę powiedzieć z mojego punktu widzenia. Zdałem sobie wtedy sprawę, jak bardzo brakuje mi grania z Rachelem i Scottim, jak bardzo brakuje mi procesu tworzenia muzyki. W końcu ja i Rachel zaczęliśmy to wszystko w 1986 roku. Straciliśmy to wszystko z różnych powodów, m.in. na skutek negatywnego nastawienia Sebastiana. Nam wydawało się, że możemy stworzyć coś wyjątkowego, ale nasze stosunki ucierpiały bardzo z powodu jego ego. Pisanie sprawiało nam w tym okresie prawdziwy ból. Było niczym wizyta u dentysty, gdzie usuwano ci zęba bez znieczulenia. W takim otoczeniu ciężko się pracuje. Zwyczajnie ci się nie chce, bo masz świadomość tego, jak będzie wyglądał efekt końcowy.

Tak wtedy pracowaliśmy, starając się stworzyć możliwie najlepszą muzykę. Zwykle coś tworzyliśmy z miłości do muzyki, lecz wtedy to była bardziej kwestia kontroli nad pewnym procesem. Kwestia poradzenia sobie z ego. Sukces ma skutki uboczne, które działają na każdą osobę, która go doświadcza. Ja reagowałem inaczej niż Sebastian, Rachel reagował inaczej niż Sebastian, podobnie Scotti. To, że ja robiłem wszystko, aby utrzymać zespół przy życiu, także naruszyło moje relacje z Rachelem i Scottim. Oczywiście nie chciałem, żeby coś takiego się stało, gdyż nasza przyjaźń niemal została wtedy zerwana. Na szczęście w końcu dojrzeliśmy wszyscy do tego, aby to odbudować, aby ponownie sobie zaufać. Dziś, kiedy patrzę w przeszłość, mówię sobie: Oczywiście, że mogliśmy nagrać kolejną płytę i zarobić trochę kasy, ale za jaką cenę? Na szczęście w 1996 roku wszystko się skończyło.

Gdy tylko podjąłem decyzję, że należy to wszystko odbudować, wielki ciężar spadł mi z serca. Myślę, że podobnie czuli pozostali. Wszyscy zaangażowali się w proces odbudowy zespołu. Każdy z nas miał przecież jakiś projekt, ale to, jak zmieniło się życie każdego z nas, sprawiło, że znów postawiliśmy wspólne granie na pierwszym miejscu. Znów zaczęliśmy lubić wspólną pracę, przebywanie w swoim towarzystwie. To doprowadziło nas do punktu, w którym jesteśmy dzisiaj.

Ostatnie cztery lata były dla nas były dla nas okresem pełnym chwały. Wcale nie było nam łatwo. Było wręcz bardzo ciężko, ale ciężko we właściwy sposób. Owszem, byliśmy krytykowani przez ludzi z zewnątrz, lecz sami wiedzieliśmy, iż najważniejsze jest, abyśmy byli kreatywni i doświadczyli czegoś wspaniałego, jeśli chodzi o tworzenie muzyki i koncertowanie.

Muszę podkreślić mocno jedną rzecz - przez te cztery lata bycia razem nie zdarzyło nam się pokłócić. Napięcia były, bo muszą być. Bywało tak, że nie zgadzaliśmy się ze sobą. Ale najważniejsze jest to, że wszystko odbywało się z szacunkiem dla pozostałych muzyków Skid Row. To właśnie zniknęło z oryginalnego zespołu kilka lat po tym, jak osiągnęliśmy sukces. Musieliśmy wrócić do tego, co tak naprawdę jest dla nas najważniejsze.

Mówiłem to już wiele razy i powiem to też tobie - mnie, Rachelowi i Scottiemu oferowano naprawdę ogromne pieniądze za to, aby reaktywować zespół w oryginalnym składzie, lecz my natychmiast odmówiliśmy. Naszym zdaniem integralność zespołu jest ważniejsza niż jakieś finansowe powody. Mocno w coś takiego wierzę. Jestem zdania, że szczęście jest najważnieszym wyznacznikiem tego, co robisz i jest ponad wszystko, także ponad pieniędzmi. Pieniądze są niezłe, ale nie wtedy, kiedy coś dzieje się kosztem twojego szczęścia. Wówczas nic one nie znaczą.

Dowiedz się więcej na temat: reaktywacja | wymiar | przyszłość | trasa | szczęście | śmiech | muzyka | powroty | muzyka. | rzeczy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje