Reklama

"Popularność zespołu trochę nas przerosła"


Reklama

Ja musiałam do wszystkiego dojrzeć - do pisania tekstów, nagrywania w studiu, śpiewania na scenie, a takie sprawy jak na przykład okładka były do tej pory mniej ważne. Zawsze wydawało mi się, że najważniejsze jest to, co napiszę i jak zaśpiewam. Natomiast cały zespół wraz ze mną dojrzał do tego, żeby jednak samemu się pofatygować i posiedzieć sobie z grafikiem komputerowym lub człowiekiem odpowiedzialnym za szatę graficzną, samemu wnikać w to, jak ma wyglądać koszulka zespołu, jak ma wyglądać koncert. I to się opłaca. Nie chcę nikogo obrażać, ani kopać po jajach, chociaż jest to momentami przyjemne (śmiech), ale np. okładka "Bzzzz" ma się nijak do reszty - jakieś moje wyblakłe zdjęcie, do tamtej muzyki. Człowiek, kurcze, ciągle się uczy i dojrzewa. Myślę, że jest lepiej.

Z każdą kolejną waszą płytą zauważam u Grzegorza tendencję do tego, aby jego gitara była bardziej instrumentem tworzącym klimat, a mniej instrumentem do popisów instrumentalnych...

Już trochę zaczepiłam ten temat. Po pierwsze, zespół O.N.A. nie jest zespołem ani wokalistki, ani gitarzysty, ani kogokolwiek innego. To jest nasze wspólne, demokratyczne dzieło, które powstaje na takiej zasadzie, że każdy ma prawo coś tam powiedzieć. Grzesiek miał wcześniej zespół Skawalker, który po Kombi był jakby ujściem dla jego maksymalnej żądzy grania, brandzlowania gryfu, jak ja brzydko to nazywam - on zresztą sam w ten sposób o tym mówi. To była fascynacja Satrianim i chęć udowodnienia, że umie grać na gitarze. Natomiast kiedy to już się stało, kiedy powstał zespół O.N.A., kiedy pojawiłam się ja, stwierdził bardzo mądrą rzecz - że trochę zmieniła się muzyka, główna idea wszystkich kapel rockowych. Zaczęto grać bardziej riffowo, a instrument zaczęto traktować jako narzędzie niekoniecznie widoczne na pierwszym planie.

Grzesiek na płycie "Mrok" pięknie się zgrywa, postawił na używanie tych wszystkich bajerów, które zniekształcały dźwięk gitary tak, że momentami nie wiesz, czy to gitara, czy klawisze, czy na przykład mój głos. Myślę, że Grzesiek - zresztą on sam o tym mówi - nie musi już napinać mięśni. Dostaje ciągle nagrody, więc jednak ludzie akceptują jego nowy wizerunek muzyczny. Jest moment na "Suce", kiedy odp*****la solówkę, ale to jest na zasadzie Nie zapomniałem, że umiem grać. Później już nie musi tego robić.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje