Reklama

"Popularność zespołu trochę nas przerosła"

Słuchałem płyty wielokrotnie, starając się możliwie najkrócej ją scharakteryzować. Doszedłem do wniosku, że jest to album niepokojąco-przejmujący. Zgadzasz się z taką oceną?

Reklama

To największy komplement, jaki do tej pory usłyszałam o tej płycie. Nic dodać, nic ująć. Ja nie ukrywam, że oczekiwałam, bardzo chciałam usłyszeć takie słowa. Taki był w ogóle mój zamiar, żeby w ludziach obudzić takie stwierdzenia, że coś ich przejmuje, że coś ich zmroziło, że sprawiło, iż przez moment się zatrzymali i zastanowili nad czymś. Ja nie chcę też tego przeintelektualizować. Wydaję mi się, że naszą muzykę, naszą twórczość, adresujemy do ludzi myślących. To niekoniecznie są osoby pogujące i wydzierające się, choć do takich również ją adresujemy. Sama w ten sposób świetnie się bawiłam na koncercie Korna czy innych artystów. Cieszę się, że tak to odebrałeś i to jest chyba największy komplement, najfajniejsza rzecz, jaką można otrzymać w zamian za to, co się robiło przez dwa lata, za to, o czym się myślało. Chyba nam się udało. Jeśli twoja reakcja jest właśnie taka, to mogę przekazać kolegom, że jest dobrze, że to poszło w fajną drogę.

Płyta jest spójna nie tylko w sensie muzycznym i tekstowym. Do tego dochodzi jeszcze okładka, która jest jakby klamrą spinającą ten mroczny klimat - samotna wierzba na tle mrocznego nieba

Fajnie, że zespoliłeś te główne elementy - muzykę, teksty i okładkę. Dopiero teraz zauważa się te rzeczy w naszym przypadku. Dlatego, że - nieskromnie powiem - sami postanowiliśmy się zająć stroną artystyczną, także pod względem designu, wizerunku. Do tej pory nie mieliśmy szczęścia do okładek - robione były zazwyczaj w pośpiechu, ktoś przychodził i coś tam proponował. Tym razem było inaczej - jak to często w życiu czy w miłości bywa, rozglądaliśmy się za kimś, a ten ktoś był obok nas. Adama Radonia znam kupę lat, jest to przesympatyczny i bardzo zdolny facet, więc poprosiliśmy go, by zrobił nam okładkę. Osobiście wykonał zdjęcie tego umierającego drzewa, sam znalazł gdzieś to miejsce. Myśmy mu po prostu powiedzieli: Słuchaj, chcemy mieć jakiś zmierzch, bardzo niespokojne niebo i coś tam w tle, żeby była jakaś tam przestrzeń. I on to wymyślił, myśmy to autoryzowali i chyba warto było. Jednak pańskie oko konia tuczy i lepiej jest się koło takich spraw zakręcić.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje