Reklama

"Pielęgniarka na falach krótkich"

"Ultra lounge and acid kitsch", "Mad Bad Kitsch Hits" - to cytaty z "Angeliny". Czy to wasz "protest song" przeciwko kulturze masowej?

Reklama

Taaaaa... Nie, nie - "Angelina" nie jest krytyką, ani nawet komentarzem do kultury masowej. To była po prostu dobra zabawa. Widziałem kiedyś billboard reklamujący stację radiową w Londynie. Napis głosił: "Margherita takes requests" ("Margherita przyjmuje życzenia"). Brzmiało to jakby mieli jakiegoś DJ'a zwanego Margherita. Utkwiło mi to w głowie - ten slogan ma niezły rytm, podobało mi się, że brzmiało to raczej jak reklama prostytutki niż DJ'a. Zmieniłem Margheritę na Angelinę - rytm musiał być zachowany. Napisałem tekst o kobiecie-didżeju, do której możesz zadzwonić w środku nocy, gdy jesteś pijany lub samotny, a ona cię pocieszy. To coś jak pielęgniarka dla samotnych na falach krótkich.

Ale ten tekst jest odrobinę dwuznaczny - może tak naprawdę ona nie jest DJ'em, ale po prostu dziwką. Natomiast uwagi typu "ultra lounge and acid kitsch" i tak dalej, to po prostu spostrzeżenia na temat muzyki, jaką może grać ta dziewczyna. Być może jest też "coś dla twoich rodziców" ["something for your mum and dad"], może jakieś stare kawałki.

Czy "Angelina" to jednoczesny atak na rozgłośnie radiowe, które zabraniają didżejom grania utworów Marillion?

Nie, to nie jest atak. Nie jest to też komentarz do całej tej sytuacji, chociaż jest ona dla nas bardzo frustrująca. Ale utwór nie ma z tym nic wspólnego.

Czy w kontekście bieżących wydarzeń na świecie, takich jak wojna w Iraku, nie miałeś pokusy napisania tekstu o wydźwięku politycznym? Nagraliście przecież kilka tego typu utworów, choćby "Berlin" czy "The King Of Sunset Town".

Powiedziałem już kiedyś, że "Living with the Big Lie" [z albumu "Brave" - przyp. red.], który napisałem w 1992 roku, mówił właśnie o tym - zderzeniu religii, mediach, którym nikt nie ufa, przywódcach, których nikt nie słucha. O tym, że żyjemy w ogromnym zakłamaniu. Bo byliśmy oszukiwani na temat tego, co się tam działo, wiesz o tym, prawda?

Wszystko co działo się w Iraku było jednym wielkim kłamstwem - od początku do końca. Oni wiedzieli, że tam nie było żadnej broni masowego rażenia w chwili, kiedy wkraczali do Iraku. Ponieważ są takimi tchórzami, że gdyby ta broń tam była - nigdy nie odważyliby się tam pojechać. Nie twierdzę, że Saddam Husain to dobry człowiek, ani że reżim partii Baas był dobry czy coś w tym rodzaju, ale myślę, że żaden kraj nie ma prawa tak po prostu zrzucać bomb na innych ludzi. Tylko dlatego, że uważa, że państwo, w którym żyją ci ludzie jest złe. Oni mają już inteligentne bomby, ale nadal nie wymyślili bomb, które zabijałyby tylko złych facetów. Bo bomby tego nie robią - one niszczą wszystko, na cokolwiek spadną.

Jest wiele innych państw na świecie, gdzie są dyktatorzy, gdzie ludzie nie są wolni, a każdy, kto występuje przeciwko systemowi nagle znika, zostaje zamordowany. Dobrym przykładem jest Korea Północna. Nie możesz tak po prostu wkraczać tam i zaczynać nalotów tylko dlatego, że się z nimi nie zgadzasz - to nielegalne, niemoralne i złe. Wynikiem tego fałszu będą następcy Osamy Bin Ladena - dotychczas był on jeden, teraz będą ich setki. To takie głupie. Nie wiem czy powinienem coś o tym napisać...

Dowiedz się więcej na temat: Marillion

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje