Reklama

"Pielęgniarka na falach krótkich"

Pete Trewavas [basista Marillion - przyp. red.] porównał "Marbles" właśnie do "Sgt. Pepper's...".

Reklama

Naprawdę? To ciekawe. Nie mieliśmy okazji o tym porozmawiać.

Wiem, że jesteś fanem Beatlesów.

Tak, wielkim.

Widzisz podstawy do takiej analogii?

Tylko takie, że na "Sgt. Pepper's..." jest podobna rzecz - płyta zaczyna się tym motywem o Sierżancie Pieprzu, który pojawia się do samego końca. Wszyscy twierdzą, że to był koncepcyjny album, ale ja twierdzę, że nie. To był po prostu zbiór świetnych piosenek. Myślę, że "Marbles" może tylko w niewielkim stopniu jest bardziej koncepcyjnym albumem niż "Sgt. Pepper's...", ale to nie jest prawdziwy tego rodzaju album. To nie było tak, że przystępowaliśmy do pracy nad materiałem z myślą, że ma to być jedna długa historia. Koncept albumem było już bardziej "Brave" niż "Marbles". Czy to jest odpowiedź na twoje pytanie?

Tak. Pete mówił, że "Marbles" zajmuje szczególne miejsce w waszych umysłach. Mniej więcej takie, jakie kiedyś zajmowała płyta "Brave". Jak ty to widzisz?

Szczerze mówiąc, dla mnie jest jeszcze trochę za wcześniej, bym mógł to ocenić. Póki co czerpię szczególną radość z wykonywania "Fantastic Place" - jestem bardzo dumny z tego utworu. Jest w pewien sposób bardzo podobny do "Beyond You" z "Afraid of Sunlight". Ma w sobie tę emocjonalną głębię i naprawdę cieszę się wykonując ten utwór na żywo - z powodu jego struktury i aranżacji Marka [Kelly'ego, klawiszowiec Marillion - przyp. red.], która świetnie tutaj pasuje.

Ale żeby ocenić ten album jako całość... Wiesz, bardzo łatwo jest mi siedzieć tutaj i mówić ci: "Oh, to prawdopodobnie najlepsza rzecz, jaką zrobiłem od dawna, jestem bardzo podekscytowany". Ale prawda jest taka, że wciąż jestem zbyt blisko tego wszystkiego. Spędziłem nad tym materiałem dwa i pół roku - pisząc go i nagrywając.

Nie masz dystansu...

Tak. Po tak długim czasie pracy nad czymś naprawdę nie jestem w stanie tego jeszcze ocenić. Ale myślę, że teksty, które napisałem, są dobre. "The Invisible Man" to najgłębszy, najsilniejszy emocjonalnie utwór, jaki kiedykolwiek stworzyłem. Przyznam, że podczas jego nagrywania bardzo obawiałem się, że to może być trochę zbyt dużo dla naszych fanów. Że ten utwór może być zbyt ciężki pod względem spraw, o jakich opowiada - o byciu świadkiem okrucieństwa wobec innych ludzi i tego, jak dwoje ludzi zakochuje się w sobie.

Zacząłem się zastanawiać, czy to po prostu nie będzie zbyt wiele dla współczesnej publiczności, ale odzew fanów na album był niezwykły. I to jest fakt, niezależnie od tego, co ja o tym myślę. Nawet reakcja krytyków ("Boże dopomóż" - rzuca Steve, kierując oczy ku niebu), była pozytywna.

Dowiedz się więcej na temat: Marillion

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje