Reklama

"Niebo jest w nas"

Andrea: Tytuł "Borrowed Heaven" odnosi się do świętowania życia i do cudu bycia żywym. To niebo jest w nas, kiedy się kochamy, kiedy okazujemy sobie nawzajem uczucia, to cud istnienia rodzaju ludzkiego. To niebo jest "wypożyczone", ponieważ pewnego dnia umrzemy. Dlatego jest to jeszcze bardziej cudowne, bo zegarek tyka i czas upływa.

Reklama

Czy nie sądzisz, że czas, a właściwie jego brak, jest jednym z większych problemów żyjących dziś ludzi? Wszyscy ciągle się śpieszą, nie mają chwili, aby pomyśleć.

Andrea: Dokładnie tak. W dzisiejszych czasach każdy jest tak bardzo zajęty. Z drugiej strony przez ostatnie lata świat bardzo mocno odczuwa zagrożenie w związku z terroryzmem, wojną w Iraku - to wszystko sprawia, że ludzie żyją w nieco większym napięciu, ponieważ wszystko może się przewrócić jak domek z kart. Jak nigdy wcześniej ludzie nie są pewni jutra. Myślę, że obecnie wielu ludzi zaczyna myśleć: co będą o mnie mówić po śmierci? Jakie będzie moje epitafium? Czy będzie na nim napisane: "ciężko pracował" a może: "próbował uszczęśliwić innych ludzi".

Pierwszy singel z płyty, "Summer Sunshine", to wesoła piosenka, ale z drugiej strony opowiada o smutnej historii miłosnej.

Andrea: Tak, tekst tego utworu jest dosyć smutny, tak jak wielu innych naszych piosenek. Jest o chwili, kiedy zdajesz sobie sprawę, że twój związek się rozpada, wiesz, że ta osoba odejdzie ponieważ między wami się nie układało. Latem stajesz się nostalgiczny wspominając czas, kiedy jeszcze byliście razem.

Możecie opowiedzieć coś o waszych koncertach w Afryce?

Caroline: W ciągu ostatnich kilku lat byliśmy tam zapraszani dwukrotnie. Raz zaszczycił nas zaproszeniem na swoje 85. urodziny Nelson Mandela. Innym razem graliśmy na wielkim koncercie-kampanii przeciwko AIDS, m.in. z Eurythmics. To był naprawdę wspaniały koncert i świetne uczucie, kiedy brało się w tym udział. Wtedy to spotkaliśmy Ladysmith Black Mambazo, którą podziwialiśmy od lat, gdy uczestniczyła w nagraniach płyty "Graceland" Paula Simona, wtedy staliśmy się jej fanami. Tak więc spotkaliśmy się i wpadliśmy na pomysł nagrania piosenki. Andrea miała gotową kompozycję, była pewna, że ich głosy będą doskonale współbrzmiały i efekt końcowy będzie dobry. Zaproponowaliśmy jej nagrania i zrobiliśmy je w studiu w Afryce Południowej, w Kapsztadzie. Piosenka brzmi świetnie i dlatego trafiła na płytę.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: RMF | przyjemności | dziecko | The Corrs | helikopter | niebo

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje