Reklama

"Nie mam zahamowań"

To dobrze brzmi w teorii, a jednak w oczach ludzi występ artysty na jakiejś imprezie oznacza, że w pewien sposób on się z jej charakterem utożsamia albo przynajmniej go akceptuje. Zagrałbyś "Stalkera" na rozdaniu Fryderyków?

Reklama

Opole zdecydowanie różni się od Fryderyków. Oczywiście, można zastanawiać się, czy festiwal opolski jest czysto zarządzany, czy konkurencja jest uczciwa - ale nie mam żadnych powodów by przypuszczać, że tak nie jest. Przystępuję więc do konkursu dokładnie tak, jakbym wysyłał piosenkę na festiwal do Tokio i również nie wiedział, kto ją będzie oceniał i jakie mam szanse. Gdyby nad festiwalem ciążyła nadrzędna idea, wiążąca ją na przykład z konkretnymi interesami politycznymi, wtedy prawdopodobnie nie wziąłbym w tym udziału. Owszem, mogę ubolewać nad tym, że ileś wspaniałych piosenek nie zakwalifikowało się do konkursu, bo ja w ogóle ubolewam nad tym, że festiwal opolski jest dzisiaj na znacznie niższym poziomie niż przed laty. Kiedy debiutowałem w Opolu z Marylą Rodowicz, mając lat 19, to za konkurencję miałem Marka Grechutę z "Korowodem", Wiesława Gołasa z piosenką "W Polskę idziemy", grali Skaldowie, grał zespół Breakout, wcześniej Ewa Demarczyk - a wszyscy na znakomitym poziomie. Ubolewam nad tym, że dzisiaj tak nie jest i że jury nie dostrzega za**bistych songów, które pojawiają się przecież na Festiwalu Piosenki Studenckiej w Krakowie czy Festiwalu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. A może ci artyści uznali już, że Opole to tak skiepszczony festiwal, że nie chcą tam niczego wysyłać?

A co z Fryderykami?

Fryderyki to impreza, która organizowana jest przez określoną grupę zawodową - czyli Związek Producentów Audio Video - i jest to impreza podporządkowana pewnym oczekiwaniom biznesowym. Krótko mówiąc, ta grupa ludzi jest zainteresowana tym, żeby wokół Fryderyków było jak najwięcej hałasu. Ja natomiast jestem zainteresowany tym, żeby istniała fantastyczna nagroda, która będzie rozpalała emocje, która spowoduje, że ludzie będą fascynowali się swoimi bohaterami i idolami, którzy tę nagrodę otrzymają. Nagroda, z której otrzymania artyści będą dumni, bo będą mieli poczucie, że rzeczywiście w danym roku byli w jakiś sposób lepsi od swoich kolegów, tak jak jest z Grammy czy Oscarami. Niestety, Fryderyki urodziły się z wadą w kodzie genetycznym - nie wiadomo, kto powołał tę nagrodę i w jakim trybie, a manipulowano nią nie jeden raz, co było widoczne gołym okiem. Dzisiaj przy okazji Fryderyków, co jest dla mnie szalenie przykre, artyści nie tyle oceniają innych, co wynoszą się ponad innych i usiłują sankcjonować, kto jest dobry, a kto zły. Kolejny rok z rzędu ta cała Akademia Fonograficzna nie jest w stanie poradzić sobie z fenomenem Ich Troje! Dla wielu ludzi z branży zabrzmi to pewnie jak herezja, ale dla mnie jest to przykre, że ten zespół nie dostał żadnej nagrody, choć przecież dokonał niezwykłej rzeczy. Nie można powiedzieć, że tego nie było i odgórnie zdecydować, że piosenka Ich Troje jest piosenką gorszą od piosenki zespołu T.Love, moich przyjaciół zresztą. Kiedy po Fryderykach rozmawiałem z synem i jego kolegami okazało się, że piosenki T.Love, która zwyciężyła nikt prawie nie zna, a Ich Troje ludzie nucą sobie na przystankach... Ale to nie pierwszy raz. Na początku istnienia Fryderyków do nagród nie dopuszczono całej palety wykonawców disco polo. Dlaczego? Trzeba było ufundować specjalną kategorię! Może teraz trzeba ufundować kategorię Największe wydarzenie fonograficzne i dać nagrodę Ich Troje, a nie tworzyć fikcję... Na koniec chciałbym dodać, że ja oczywiście na rozdanie Fryderyków nie jestem zapraszany, więc jest to dla mnie super sytuacja.

Dowiedz się więcej na temat: utwór | MTV | stacja | szczęście | reakcje | zbigniew | film | Opole | festiwal | artyści | piosenki | jury | piosenka | rzeczy | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje