Reklama

"Nie mam zahamowań"

Z tekstu może nie, ale z interpretacji jak najbardziej. Przez długi czas "Stalker" brzmi jak zwyczajna piosenka miłosna, aż do momentu, kiedy nieoczekiwanie obniżasz głos, w groteskowy wręcz sposób, ale powodujący, że skóra cierpnie. Wtedy już wiadomo, że to nie jest o normalnej miłości...

Reklama

Bardzo się cieszę, że to zauważyłeś. Takie właśnie były moje intencje.

Można się w tym tekście doszukiwać wątków autobiograficznych?

Przed wieloma laty zdarzało się, że prześladowano mnie, jako wielką gwiazdę. Spotykały mnie różne dziwne rzeczy, czasem bardzo uciążliwe, ale czegoś takiego nie przeżyłem. Umiem sobie natomiast wyobrazić sytuację w której sam prześladuję kogoś, w której jak klasyczny stalker zaczynam sobie wyobrażać, że ona na pewno chciałaby ze mną być i na pewno będzie ze mną szczęśliwa.

Miłość o której śpiewasz w "Stalkerze" bywa gorsza od nienawiści.

Ach, przecież stalkerzy to jedna z najbardziej niebezpiecznych grup postrzeganych kryminalnie. To jednak nie są przestępcy, nie mordercy, ale ludzie, których jakaś wewnętrzna patologia pcha do rzeczy bardzo uciążliwych, czasami wręcz tragicznych. W pewnym sensie można więc odczytać "Stalkera", jako swojego rodzaju przestrogę. Zresztą do singla dołączyliśmy egzemplarz nieistniejącej gazety, która opisuje, kim jest bohater tej piosenki, gdzie się pojawił, w jakim celu, co stało się z dziewczyną, którą zaatakował. A piosenka, którą ja śpiewam pochodzi z dyskietki, którą on zagubił na miejscu jakiegoś incydentu. Nie wiemy jakiego, ale wiemy, że zrobił coś strasznego. Można więc powiedzieć, że ja tylko odśpiewuję piosenkę, którą stalker stworzył.

Czy kręcenie teledysku do "Stalkera" potraktowałeś jako zło konieczne, ciężką pracę, która musi być zrobiona czy raczej jako dobrą zabawę?

Myślę, że było to po trosze i jedno, i drugie. Na szczęście jestem w tym szczęśliwym położeniu, że uczestniczę tylko w projektach, których jestem w stu procentach pewien. Nie udaję nikogo, nie wchodzę w scenerie nieistniejące, czy takie w których na co dzień się nie poruszam. Jestem więc filmowany jako ja, który może być smutny lub wesoły, może być człowiekiem wywołującym takie czy inne zamieszanie. To jest połączenie przyjemności z pracą - robię rzeczy, które uwielbiam, wykonując je na profesjonalnym poziomie. Kręcenie "Stalkera" było fascynującą przygodą, bo okazało się, że zorganizowanie tak prostej rzeczy jak zaburzenia w ruchu ulicznym jest bardzo ciężkie. Tym bardziej, że nie mam za sobą żadnej firmy fonograficznej czy sztabu ludzi i organizujemy to wszystko w gronie dwóch, trzech osób. Postarałem się jednak o odpowiednie pozwolenia, bo nie zależało mi na robieniu afery w stylu Polańskiego czyli wejściu i czekaniu, aż mnie policja zwiąże. Wtedy runęłaby cała koncepcja stalkera, bo to postać zachowująca się dziwnie, ale nie zwykły awanturnik. Musiałem mieć zgodę policji i różnych innych służb. Od razu muszę powiedzieć, że były niezwykle przychylne - ufali, że nie chcemy zrobić demolki i że będziemy dbali o bezpieczeństwo ludzi. Reakcje ludzi były różne i ze dwa razy miałem ciarki na plecach, na przykład kiedy kierowca jakiejś furgonetki dostrzegł mnie w ostatniej chwili. Ale czułem się bardzo swobodnie. Nie mam zahamowań, które kazałyby mi się rozglądać i zastanawiać, co ludzie powiedzą.

Dowiedz się więcej na temat: utwór | MTV | stacja | szczęście | reakcje | zbigniew | film | Opole | festiwal | artyści | piosenki | jury | piosenka | rzeczy | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje