Reklama

"Nie boimy się eksperymentować"

Do muzyki z "Anaclasis" można wracać wielokrotnie i to nie tylko z potrzeby zaaplikowania sobie dzienne dawki machania głową. Innymi słowy, album jest dużo bardziej interesujący, i nie wiem czy nie wynika to gównie ze zwolnienia obrotów. Tej muzyki po prostu "się słucha". Jak to znajdujesz?

Reklama

Widzisz, to jest dziwna sprawa z tymi obrotami. Jeśli byś przyłożył metronom do nowej płyty Hate, to byś zobaczył, że gramy przeciętnie o 30-40 uderzeń metronomu na minutę szybciej niż na poprzedniej płycie. Ludzie jednak odnoszą wrażenie, że nowa płyta jest wolniejsza, bo zawiera kilka wolnych, przestrzennych fragmentów. Myślę, że płyty słucha się dobrze przede wszystkim dlatego, że jest transowa i jednocześnie zróżnicowana. To jest dość rzadka cecha jak na death metal. Każdy utwór ma swój charakter i dzięki temu na płycie nie ma nudy.

Czy w związku tą muzyczną przemianą, zmieniło się również twoje podejście do samych nagrań i produkcji? Album brzmi bardzo klinicznie, co pasuje do tych dźwięków jak ulał. Bardzo sterylnie.

Właśnie taki sound chcieliśmy uzyskać: zimny, nieludzki, przypominający nieco brzmienie muzyki industrialnej. Myślę, że to największa zmiana jaka zaszła w naszym stylu od płyty "Awakening Of The Liar". Produkowałem ten album z moim dobrym kumplem Krisem Wawrzakiem i pod koniec stwierdziliśmy obaj, że właśnie takiego brzmienia szukaliśmy. Jest kilka rzeczy, które miały szanse zabrzmieć jeszcze lepiej, ale myślę, że to dopiero początek. Wciąż się uczę i jestem pewien ze doświadczenie wyniesione z pracy nad tą płyta będzie jeszcze procentować w przyszłości.

Zatwardziali zwolennicy ekstremalnych dźwięków nie powinni jednak dramatyzować, gdyż mimo elektroniki i okazjonalnych melodii, wasza nowa płyta to wciąż death metal, a nie połączenie Ministry z In Flames. Z tego wniosek, że gęsta brutalność jest wciąż ważna dla tożsamości Hate. Zgodzisz się?

Powiedziałbym, że jest to kwintesencja naszej muzyki i nie wyobrażam sobie, aby było inaczej. Cała sztuka polega na tym, żeby tworzyć muzykę zróżnicowaną brzmieniowo, nie rezygnując z jej ekstremalności.

Jak sądzę, "Anaclasis" nie jest też chyba przysłowiowym skokiem w bok. Można liczyć, że w podobnym kierunku będziecie się rozwijać w przyszłości? Z drugiej strony głupio by było gdybyście skończyli jak, dajmy na to Morgoth.

To nam z pewnością nie grozi. Widzisz, ja jestem maniakiem szybkich, brutalnych dźwięków i nie zamierzam tego zmieniać. Dla mnie Hate utożsamia bunt na wielu poziomach, bunt przeciwko systemom, które nas otaczają, systemom politycznym, moralnym, religijnym. Bunt, agresja, wściekłość i radykalizm będą zawsze obecne w muzyce Hate.

Dowiedz się więcej na temat: boja | rzeczy | metal | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje