Reklama

"Na fali wznoszącej"

Na "With Oden On Our Side" znalazło się mnóstwo świetnych riffów. Podejrzewam, że kosztowało was to sporo wysiłku.

Reklama

Nad każdym riffem pracowaliśmy dopóki, dopóty stwierdziliśmy, że jesteśmy z nieco całkowicie zadowoleni. Myślę, że rezultaty tych wszystkich działań doskonale słychać. Nie było łatwo, odwaliliśmy kawał roboty, ale było warto.

Warte wspomnienia są także solówki. Są bardziej złożone.

Przed wszystkim jest ich znacznie więcej niż poprzednio. Ich niewystarczająca ilość była m.in. jedną z wad albumu "Fate Of Norns". Wydaje mi się, że przy tych nagraniach i w odniesieniu do solówek chcieliśmy w większym stopniu powrócić do tego, jak graliśmy na samym początku. Solówki są znacznie bardziej melodyjne.

Tak Johan [Hegg, wokal], jak i Olavi [Lundström, bas, również w Eternal Oath], pracowali w pocie czoła, żeby te solówki naprawdę dobrze tym razem zabrzmiały.

Rewelacyjną robotę wykonał też Johan w warstwie wokali. Jest i krzyk, i ryk, ale co najważniejsze, doskonale to wszystko słychać, a co za tym idzie można też wspólnie pośpiewać.

To właśnie charakteryzuje sposób śpiewania Johana - z łatwością można zrozumieć wokal. Zawsze śpiewał mniej więcej w takim stylu, ale sądzę, że tym razem słychać to jeszcze lepiej.

Jak podejrzewam w tym punkcie słowa uznania należą się również producentowi, który wiedział, jak jego głos wyeksponować. Byliśmy w stanie wydobyć wokale na odpowiednią płaszczyznę. Teraz słychać je tak, jak to powinno być.

Nad wokalami też ciężko pracowaliśmy. Johan śpiewał i krzyczał z takim zaangażowaniem i zapałem, że dwa razy niemal stracił głos.

Kto w największym stopniu odpowiada za muzykę na tym materiale?

Skoro przez cały proces przygotowywania muzyki, praktycznie bez przerwy przebywamy razem w sali prób, to niemal wszystko powstaje wspólnymi siłami. Niemniej, jeśli chodzi o riffy, najwięcej z nich wychodzi spod palców Johana i Olavi'ego. Oni mają w tej materii najwięcej pomysłów. Ale jeśli chodzi o całość kompozycji, to zawsze działamy razem. Nawet w odniesieniu do wokali czy tekstów. W ten sposób na każdym etapie powstawania utworu wiemy dokładnie na czym stoimy i gdzie dalej pójść.

Wracając do studia. Tym razem odwiedziliście "Fascination Street". To dość osobliwe miejsce.

Studio faktycznie położone jest na obrzeżach Sztokholmu. To trochę taka wiocha. W takiej lokalizacji można odnaleźć zarówno dobre, jak i złe strony. Złe może być np. to, że jesteśmy wyizolowani, wciąż w tej samej, wąskiej grupie przebywamy tylko w budynku studia.

Ale gdy pracuje się dzień w dzień po 10-12 godzin i tak nie ma zbyt wiele wolnego czasu. Pod koniec dnia jemy kolację, wypijamy trochę wina lub jakieś piwko i idziemy spać. Praktycznie na tym kończyła się każda noc.

Dowiedz się więcej na temat: uczucia | techniki | muzyka | sportowy | Side | studio | śmiech | metal | studia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje