Reklama

"Muzyczne Zbylaki"

W 2004 roku minęło 20 lat, odkąd zespół Armia zaczął podbój polskiej sceny muzycznej. Grupę założyli Tomasz Budzyński (śpiewający wówczas w Siekierze) i Robert Brylewski (gitarzysta znany z Kryzysu, później przekształconego w Brygadę Kryzys oraz Izraela; opuścił Armię na początku lat 90.). Przez zespół przewinęła się spora grupa uznanych muzyków, którzy później zasilili inne, równie znane kapele. Jesienią 2003 roku ukazał się ostatni jak na razie album Armii, "Pocałunek mongolskiego księcia". W drugiej połowie 2004 roku, pojawiły się natomiast kompaktowe reedycje starszych płyt zespołu - "Legenda", "Exodus", "Czas i byt", "Triodante", "Antiarmia", "Duch" i "Droga". Z tej okazji Tomasz Budzyński opowiedział Michałowi Boroniowi o letnich festiwalach i jesiennej ofensywie Armii, a także o tajemniczych Zbylakach, swoich solowych projektach oraz o ostatnich filmowych faworytach.

Masz jakąś hierarchię ważności, jeśli chodzi o projekty muzyczne, w których się udzielasz? Armia, 2TM 2,3, solowy Budzyński...

Reklama

(śmiech) Nieee... Obecnie udzielam się w dwóch, a w zasadzie trzech. Jest to zespół Armia, 2TM 2,3 i mój projekt solowy, "Taniec szkieletów". Według mnie to są tak ciekawe rzeczy, że trudno mi w danej chwili wybrać najważniejszy.

Ale poza tymi grupami są jeszcze Zbylaki i czasami Arka Noego.

Nie, no w zasadzie w Arce Noego to ja się nie udzielam, napisałem tylko muzykę do jednego utworu. A Zbylaki to był taki projekt, do którego raczej nikt nie przywiązuję wagi. To taka zabawa, niepoważny projekt. Fakt faktem, że ludziom momentami podobało się granie różnych coverów w taki śmieszny sposób.

Słyszałem nawet takie opinie, że to taka "jajcarska" wersja Budzyńskiego i Armii.

Dokładnie. Czasem dobrze jest mieć odrobinę dystansu do samego siebie. Pośmiać się ze swojej osoby - do tego właśnie były Zbylaki.

A skąd ta nazwa - Zbylaki?

Nazwę wymyślił Darek Malejonek. Jest to nazwa w języku zbylackim.

A co oznacza?

Według mnie to oznacza człowieka, który jest taki "zbędny", nikomu niepotrzebny, beznadziejny, debilny, kompletnie autsajder.

Czujesz się takim osobnikiem?

Raczej nie, mając rodzinę i dwoje dzieci trudno mi się takim czuć (śmiech). Jednak artystycznie to raczej tak. Bo to, co robię, jest cały czas undergroundem.

Przejdźmy zatem do "poważniejszych" projektów. Co słychać w Armii?

Dużo rzeczy się dzieje. Będziemy nagrywać nową płytę, w zasadzie to dwie nowe płyty. Roboty jest więc mnóstwo, graliśmy też ostatnio sporo koncertów na różnych festiwalach. Ludzie byli z nich zadowoleni, zespół w sumie też (śmiech). Ale o tym, czy zespół jest żywy, świadczy fakt, czy nagrywa nowe płyty. Dlatego mamy zamiar wydać w tym roku aż dwie.

Skąd takie przyspieszenie? Przecież na "Pocałunek mongolskiego księcia", waszą ostatnią płytę, trzeba było czekać aż cztery lata?

Nagraliśmy w czasie sesji "Pocałunku" tak wiele materiału, że w zasadzie podzieliliśmy go na pół. I to nie jest tak, że odrzuciliśmy np. gorsze utwory. Ja osobiście nie lubię płyt, które są długie. Gdy włączam jakąś nową płytę i widzę, że trwa 70 minut - a jeszcze, dajmy na to, jest to jakiś czadowy album - to mi się odechciewa, "na dzień dobry", słuchać.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: kryzys | pocałunek | duch | legenda | koncert | muzyka | rock | 20 lat | robert | rzeczy | utwory | niespodzianka | party | woodstock | śmiech | armia | muzyczne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje