Reklama

"Kto dał dziecku zapałki?"


Niemiecko-szwedzka formacja Revolver powstała ponoć z nudów. Carsten Rudo, perkusista grupy Such A Surge (tej samej, która grała kiedyś przed Dog Eat Dog na Odjazdach) oraz gitarzysta Lutz Buch, techniczny tego zespołu, postanowili zagospodarować jakoś wolny czas i powołali do życia formację, która miała być hołdem dla takich grup jak Entombed czy Hellacopters. Podziwiając nie tylko muzykę, ale również brzmienie tych zespołów, zarezerwowali kultowe studio Sunlight, mieszczące się w stolicy Szwecji. Tuż przed sesją nagraniową dołączył do nich basista Henrik Schwaninger, a już na miejscu, w Sztokholmie, poznali czarnoskórego wokalistę Jensa C. Mortensena (dawniej Slapdash). W ten sposób sklecony skład nie miał oczywiście czasu na próby, pisanie kilkunastominutowych suit czy wymyślne aranżacje. Zawartość "The Unholy Mother Of Fuck" to po prostu nowoczesny rock’n’roll, zagrany z punkrockową werwą i opatrzony masywnym, niemal deathmetalowym brzmieniem. To muzyka, przy której nie trzeba myśleć, ale za to można się świetnie bawić.

Reklama

Na pytania Jarosława Szubrychta odpowiadali gitarzysta Lutz Buch i wokalista Jens C. Mortensen.


Revolver to młody zespół, nie unikniemy więc pytania o to, jak się to wszystko zaczęło?

Lutz: Wszystko przez wakacje zespołu Such A Surge, którego Carsten jest perkusistą, a ja technicznym. Nie mieliśmy nic do roboty, więc postanowiliśmy nagrać demo z Tomasem Skogsbergiem, właścicielem szwedzkiego studia Sunlight. Nie mieliśmy co prawda wokalisty i basisty, ani choćby jednego utworu, ale to nie powstrzymało nas od zarejestrowania trzech numerów, które zaczęliśmy rozsyłać do znajomych w poszukiwaniu wokalisty. Nie było chętnych, a termin wejścia do Sunlight zbliżał się wielkimi krokami, więc musieliśmy wziąć tego Szweda...

Jens: Musieliście wziąć tego Szweda? Wielkie dzięki... (śmiech)

Lutz: O ile pamiętam, dwa tygodnie przed sesją nagraniową wysłaliśmy mu kasetę z kilkoma piosenkami.

Jens: Tak było.

Lutz: Piosenki mu się spodobały...

Jens: Nie.

Lutz: A więc skłamał, że mu się podobają...

Jens: Tak. (śmiech)

Lutz: Tak czy owak, spotkaliśmy się po kilku dniach w Sztokholmie, poszliśmy do knajpy, wypiliśmy po kilka piw, a już następnego dnia rozpoczęliśmy nagrywanie płyty. Wyszło chyba całkiem fajnie.

Wybraliście Tomasa Skogsberga i jego studio Sunlight, co oznacza, że skazaliście się na ciągłe porównania do Entombed i Hellacopters. Nie przeszkadza wam to?

Lutz: Czy przeszkadza? Przecież o to chodziło! Nie tyle może o Hellacopters, co Entombed, których twórczość po prostu uwielbiamy. Kiedy założyliśmy Revolver, obiecaliśmy sobie, że nie nagramy ani jednego utworu w Niemczech, gdzie brzmienie musi być czyste i porządne, a przez to nudne jak cholera. Uwielbiamy sposób pracy Tomasa Skogsberga, który nagrywa paskudnie brzmiące instrumenty, ale po złożeniu wszystkiego do kupy okazuje się, że ostateczny efekt jest znakomity. Typowo niemiecka szkoła nagrywania metalu w ogóle nam nie odpowiada.

Jakie grupy masz na myśli, mówiąc o typowo niemieckim brzmieniu - Helloween czy H-Blockx?

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: perkusista | teksty | śmiech | zapałki | kto

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje