Reklama

"Jesteśmy tłuści, obrzydliwi i żywi"

W połowie lat 90. przechodziliście poważny kryzys, którego przejawem była płyta "The Tankard".

Reklama

W połowie lat 90. okazało się, że mamy dość trash metalu. Nagraliśmy więc bardzo melodyjny "The Tankard", którego fani nie polubili. Więc założyliśmy uboczny projekt Tankwart, ale on także nie wypalił. Nikt nie zapraszał nas na koncerty, nie graliśmy, nie komponowaliśmy nowej płyty. Nic w tej materii nie zmieniła nawet płyta "Disco Destroyer". Odszedł od nas gitarzysta i zespół zaczął się z wolna rozpadać, nie mieliśmy pojęcia co robić dalej. W 1998 zagraliśmy koncert na Wacken Open Air. 3 tysiące gardeł jednogłośnie skandowało pod sceną "Tankard", Tankard" i to było niesamowite. To był dla nas impuls. Nagle zrozumieliśmy co mamy robić dalej: musimy grać. Tankard nigdy nie przestanie grać. Fala popularności trash metalu będzie wracała co kilka lat, a my zawsze będziemy na scenie, bez względu na mody. W wieku 65 lat, jako stary facet, na wózku inwalidzkim będę słabym głosem krzyczał ze sceny "We Are Tankard!"

I tego ci życzę. Dziękuję za rozmowę.

import rozrywka

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: styl | zespoły | cholera | piwo | utwór | Bestia | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje