Reklama

Reklama

"Jesteśmy tłuści, obrzydliwi i żywi"


Na przestrzeni lat zespoły ulegały modom, podążały za koniunkturalnymi trendami, zmieniały styl, uginały się pod ciężarem żądań dużych wytwórni płytowych. Wiele grup spotkał taki los. Niektóre pozostały wierne, sobie i swoim fanom. Jednym z takich zespołów jest Tankard. Istniejący od początku lat 80., zawsze konsekwentny w swoich muzycznych wyborach, zachwyca bezkompromisowością i zdumiewającą wytrwałością. Jest w ich muzyce i twórczej postawie kilka elementów, które od dwóch przeszło dekad pozostały niezmienne. Radość z grania trash metalu, dystans do samego siebie, autoironia i rubaszność. I jeszcze jedno. Kultywowane przez lata zamiłowanie do piwa, które przyniosło im przydomek "czcicieli piwa". Nowa płyta "Beast of Burbon" udowadnia, że mimo upływu lat Tankard wciąż jest brutalny i mocny. Ten album jest bodaj najcięższym od 1988, kiedy ukazał się "The Morning After".

Reklama

Po wydaniu "Beast of Burbon" Maciej Bury umówił się na rozmowę z liderem grupy. Gerre jest rozmówcą wyjątkowym, często się śmieje, nie zawsze odpowiada na pytanie, niekiedy gubi wątek. Z jednakową lekkością rozprawia o piwie, co o wojnie z terroryzmem. Na pierwsze pytanie nie czekał, sam je zadał.

Wiesz o co chodzi z tytułem płyty "Beast of Bourbon"? To taka gra słowna! Jeżeli wymówisz "Beast of Bourbon" i "Beast of Burden", różnica w brzmieniu jest niewielka, ale znaczenie inne! Hm, ale to taki wygłup, który nie niesie ze sobą żadnego głębszego znaczenia.


A ja już myślałem, że z czcicieli piwa staliście się miłośnikami burbona...

(śmiech) Nie! To tylko tytuł! Możesz być pewien, że nadal żłopiemy piwsko w ilościach przemysłowych! Widziałeś mój brzuch, pięknie wyrzeźbiony przez piwo?

Widziałem, imponujący!(śmiech)

Stary, na koncertach ludzie robią sobie zdjęcia z moim brzuchem. Jako chodzący przykład fizycznych zmian, jakie następują w wyniku picia piwa, powinienem dostać jakąś nagrodę od koncernów piwowarskich (śmiech) Więc jeśli chodzi o nasze gusta alkoholowe, powtarzam jeszcze raz - absolutnie się nie zmieniły...

A gusta muzyczne? Chyba preferujecie teraz brutalniejsze granie. "Beast of Bourbon" jest znacznie agresywniejszy niż jego poprzednik "B-day"...

Racja! Jest cięższy, mocniejszy, bardziej surowy. Nagrywaliśmy "Beast of Bourbon" z tym samym producentem - Andy Classenem. Andy ponownie wykonał pierwszorzędną robotę, gitary są bardzo ostre, ciężkie.

Tak wyszło czy chcieliście, żeby ten album był cięższy? Innymi słowy, macie plan płyty, kiedy zaczynacie ją komponować?

Zanim w ogóle zaczniemy, musimy iść na piwo (śmiech). Nie mamy konkretnego planu, bo całe to przedsięwzięcie traktujemy trochę z przymrużeniem oka. Gdy jeden z członków zespołu ma pomysł na utwór, idzie na salę prób i ćwiczymy. Nie ma żadnego planu, wytycznych, cały proces jest spontaniczny. Nigdy nie nagraliśmy koncepcyjnego albumu, bo nie umielibyśmy zaplanować całości. Dla nas w muzycy najważniejsza jest zabawa. Musimy się dobrze bawić. I tyle! Każdy z członków zespołu ma regularną pracę, więc Tankard jest dla nas rozrywką? Cały wolny czas spędzamy wspólnie koncertując lub nagrywając. Całe wakacje poświęcamy na robotę związaną z zespołem. Skoro o koncertach mowa, szlag mnie trafia gdy pomyślę, że przez 22 lata grania, nie mieliśmy okazji dać koncertu w Polsce.

Macie u nas wielu fanów, ale - generalnie - w Polsce nie jesteście bardzo znanym zespołem. A szkoda!

Pewnie, że szkoda! (śmiech) Więc teraz i tutaj, zamieszczam apel: "Bookerzy, ściągnijcie nas do Polski! Kosztujemy niewiele, a zagramy świetny koncert!" Tyle dobrego słyszałem o waszym piwsku, że krew mnie zalewa, gdy pomyślę, że jeszcze go nie piliśmy u was na miejscu. A propos, wiesz w ogóle dlaczego istnieje Tankard?

Bo lubicie grać muzykę? Bo chcecie grać koncerty? Nie macie nic lepszego do roboty w wolnym czasie?

Blisko? (śmiech) Bo chcemy jeździć po świecie i pić piwo w różnych krajach, porównywać smaki, receptury, sposoby warzenia itd. Was też zapraszam do Frankfurtu na kufelek naszego piwa Binding Rőmer Pils. Jest najlepsze!

Dziękuję w imieniu czytelników. A oprócz piwa co jest najważniejsze w Tankard? Autoironia, dystans do samego siebie i swojej twórczości, rock?n?rollowa postawa?

Autoironia i poczucie humoru! Nie jesteśmy typowym zespołem metalowym, który jest zły, gniewny, chmurny i ponury. Niektórzy metalowcy piszą piosenki o odwróconych krzyżach, wykrzykują jakieś bluźnierstwa, dumają nad śmiercią i piekłem. A my? My piszemy prostą, wesołą piosenkę "Die with a beer in your hand"?

? która może stać się nowym hymnem Tankard?

Cholera, ty też tak myślisz? Wszyscy mi mówią, że to jest świetny numer, murowany hit! Więc chyba coś jest na rzeczy. Coś ci jeszcze powiem. Tytuł tej piosenki dobrze odzwierciedla naszą postawę. Niektórzy nadęci metalowcy umrą z wodą sodową we łbach, a my umrzemy, oby, ze szklanką schłodzonego piwa w ręce? (śmiech) Oto różnica! Oto dlaczego jesteśmy nietypowym zespołem! Czekaj, zadam ci pytanie. Który kawałek na nowej płycie lubisz najbardziej?

Bez wątpienia "Under Friendly Fire". Jest szybki, brutalny, znakomity! Powiem szczerze, że nie spodziewałem się takiego wybuchu energii i siły od zespołu, który gra przeszło 20 lat.

Wiesz ile w nas jeszcze drzemie siły? Ja sam jestem jak wulkan! (śmiech) Ten utwór ma bardzo poważny tekst, dotyczący wojny w Iraku, bardzo głupiej i niepotrzebnej wojny. Słyszałem o naćpanym pilocie, który zbombardował oddziały swojego wojska. Wybraliśmy więc to określenie - "under friendly fire" - żeby opisać jedno z absurdalnych zjawisk tej idiotycznej wojny.

Rozumiem, że byłeś przeciwny wojnie w Iraku. Ale przecież jej skutkiem było odsunięcie od władzy dyktatora?

Ale jakie środki do tego prowadziły? Żadna religia, polityka, bez względu na cel, nie ma prawa odbierać ludzkiego życia. Możemy się różnić, możemy mieć odmienne opinie, możemy je nawet wykrzyczeć, ale gdy stawką w grze jest ludzkie życie - wtedy nie ma dyskusji! Pamiętasz, co się stało w Madrycie. Rozpętała się debata, ludzie gorączkowo szukali odpowiedzi na pytanie: kto za tym stoi? Myślę, że zwyczajni ludzie, jak ja i ty, mają w d**** kto za tym stoi. Bez względu na to czy to zrobili Arabowie czy ETA, fundamentaliści czy separatyści, to był bezsensowny i durny atak! Niepotrzebna śmierć! Martwe, zakrwawione dzieci, pokaleczone ciała rodziców? wszystko w imię idei! Powiedz sam, co te biedne dzieci miały wspólnego z jakąś gównianą ideą? Moja opinia brzmi: nie ma idei, nawet najbardziej wzniosłej i najpiękniejszej, która usprawiedliwiałaby ludzką śmierć. Przepraszam, ale nie umiem znaleźć odpowiednich słów żeby wyrazić jak bardzo jestem tym oburzony i jak bardzo się na to nie zgadzam? Wiesz, boję się, zwyczajnie się boję. Zaczną nam ograniczać prawa obywatelskie, zawężą zakres swobód, nie wiem co mamy robić. Wszędzie może nastąpić atak, każdy może być następnym celem.

Jeden z polskich publicystów napisał, że mamy do czynienia z pełzającą światową wojną domową, której elementem może być np. pozostawiona na dworcu paczka z trotylem.

To prawda! Wojna przeniosła się z pola walki do miejsc publicznych, im większe ludzkie skupisko, tym lepiej. Dworce, przystanki, lotniska, duże biurowce, muzea? cholera, żyjemy w ciągłym zagrożeniu! Powiedziałeś, że Amerykanie usunęli Husajna, który był dyktatorem. I dobrze, chwała im za to! Ale zobacz co tam się teraz dzieje, chaos, który trudno ogarnąć! Zresztą ta wojna ujawniła, że tak naprawdę niektórzy przywódcy europejscy mają w d**** społeczeństwo i lekceważą opinię publiczną.

Pewnie masz na myśli Polskę. Decyzja naszego rządu o udziale w tej wojnie ujawniła, jak ktoś uczenie powiedział, deficyt demokracji w Polsce. Pomimo że większość społeczeństwa nie chciała tej wojny, rząd zgodził się na nią?

Miałem akurat na myśli Hiszpanię, ale schemat działania jest podobny. 90 procent Hiszpanów było przeciwnych wojnie w Iraku i co? I premier Hiszpanii całkowicie zignorował opinię kilkudziesięciu milionów Hiszpanów? Jedyny instrument, jaki w takiej sytuacji mamy w ręce to wybrać inny rząd w czasie następnych wyborów.

Wróćmy do muzyki.

Na tle tej irackiej zadymy uświadomiłem sobie, że ogólnoświatowa, ponadgraniczna wspólnota metalowców jest czymś zupełnie wyjątkowym. Przecież nie dzielą nas granice, nie dzieli nas rasa, religia, ani żaden podobny syf; łączy nas muzyka. I piwo! (śmiech)

Na albumie jest utwór "We?re coming back", przeróbka brytyjskiego punkowego zespołu Cocksparrer. Dlaczego akurat ten wykonawca?

Tu nie chodzi tylko o hołd dla wykonawców, którzy nas zainspirowali ani wyraz szacunku. Jestem wielkim fanem piłki nożnej, jestem wielkim miłośnikiem mojego ukochanego Eintrachtu Frankfurt? Lubisz piłkę nożną?

Nie odpowiedziałeś na moje pytanie!

Poczekaj, wrócimy do niego. Lubisz piłkę?

Lubię. Skoro wspomniałeś Eintracht, jak sobie radzą po odejściu polskiego piłkarza Pawła Kryszałowicza?

Nieźle! Kryszałowicz na początku grał dobrze, potem coraz słabiej.. Pewnie pił za dużo piwa. (śmiech) Teraz wrócił do Polski i strzela jednego gola za drugim. Nie wiem co o tym myśleć. Cholera, to ciekawe?

Racja, ciekawe. Ale my tymczasem wróćmy do Cocksparrer? Więc dlaczego akurat ich utwór?

Ach tak, zapomniałem! Cocksparrer jest punkowym zespołem. Postawa wszystkich członków Tankard jest w gruncie rzeczy punkowa i chcieliśmy to dobitnie zademonstrować. Nasz pierwszy album "Zombie Attack" (1986) zawierał elementy punkowe. Na Wyspach Brytyjskich zrodził się futbol, który także jest dla nas bardzo ważny. Dlatego wybraliśmy grupę punkową z Wielkiej Brytanii. A dlaczego Cocksparrer? Lubimy tę grupę?

Na swojej stronie internetowej opisujesz samego siebie jako tłustego, brzydkiego i wciąż żywego faceta?

(śmiech) Przecież to prawda! W 1991 wydaliśmy album koncertowy "Fat, Ugly and Live", którego tytuł wyrażał całą prawdę o zespole. Jesteśmy tłuści, obrzydliwi i żywi? Teraz jestem jeszcze nawet bardziej tłusty niż dawniej. (śmiech)

W przeszłości zostałeś zaproszony do telewizyjnego programu Music Box. Słyszałem, że spotkała cię tam nietypowa przygoda?

Tak, to było dawno. Jeden z dziennikarzy zaprosił nas do studia w celu zrobienia wywiadu z Tankard. Zadawał pytania muzykom, a gdy przyszła moja kolej, okazało się, że spałem. Miałem 3,3 promila alkoholu we krwi. (śmiech) Następnego dnia nic a nic nie pamiętałem. To było takie zabawne!

Nie masz wrażenia, że Tankard jest zespołem nie w pełni docenianym. Od zawsze byliście wierni tylko sobie, utrzymaliście stałą publikę, a jednak nigdy nie wypłynęliście na szersze muzyczne wody, tak jak udało się to np. Kreator czy Destruction?

Wiesz, nie jesteśmy najlepszymi muzykami na świecie. Ale w naszej muzyce drzemie feeling, jedyny w swoim rodzaju klimat. Nie mogliśmy osiągnąć tak wiele jak Kreator, gdyż inaczej podchodzimy do muzyki. Kreator jest całkowicie profesjonalnym zespołem. Oni skupiają się jedynie na muzyce, która jest dla nich i pracą, i rozrywką. Dlatego są najlepszym trashmetalowym zespołem na świecie. Dla nas Tankard jest przede wszystkim rozrywką. Nie zrozum mnie źle. Ciężko pracujemy nad każdą płytą, próbujemy wiele rozwiązań, rozwijamy się jako muzycy, doskonalimy swoje umiejętności, ale Tankard był i jest jedynie rozrywką. Za pracę fani nagradzają nas wiernością i szacunkiem i za to jesteśmy im bardzo wdzięczni. Może kiedyś rzucimy nasze regularne prace, cały czas poświęcimy zespołowi i staniemy się popularniejsi.

W połowie lat 90. przechodziliście poważny kryzys, którego przejawem była płyta "The Tankard".

W połowie lat 90. okazało się, że mamy dość trash metalu. Nagraliśmy więc bardzo melodyjny "The Tankard", którego fani nie polubili. Więc założyliśmy uboczny projekt Tankwart, ale on także nie wypalił. Nikt nie zapraszał nas na koncerty, nie graliśmy, nie komponowaliśmy nowej płyty. Nic w tej materii nie zmieniła nawet płyta "Disco Destroyer". Odszedł od nas gitarzysta i zespół zaczął się z wolna rozpadać, nie mieliśmy pojęcia co robić dalej. W 1998 zagraliśmy koncert na Wacken Open Air. 3 tysiące gardeł jednogłośnie skandowało pod sceną "Tankard", Tankard" i to było niesamowite. To był dla nas impuls. Nagle zrozumieliśmy co mamy robić dalej: musimy grać. Tankard nigdy nie przestanie grać. Fala popularności trash metalu będzie wracała co kilka lat, a my zawsze będziemy na scenie, bez względu na mody. W wieku 65 lat, jako stary facet, na wózku inwalidzkim będę słabym głosem krzyczał ze sceny "We Are Tankard!"

I tego ci życzę. Dziękuję za rozmowę.

import rozrywka
Dowiedz się więcej na temat: styl | zespoły | cholera | piwo | utwór | Bestia | śmiech

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy