Aga Laura o występie w "Must Be The Music": "Ta cierpliwość przeplatana była frustracją" [WYWIAD]
Po kilkunastu latach obecności na scenie muzycznej, Aga Laura w końcu zadebiutowała swoim krążkiem "Już mi lepiej". Autentyczny, szczery i wrażliwy - to najlepsze słowa, które oddają, z czym mamy do czynienia. Z tej okazji porozmawialiśmy z wokalistką o procesie twórczym przy debiucie, występie w "Must Be The Music" oraz koncertowaniu z Sanah.

Wiktor Fejkiel, Interia Muzyka: Pod koniec minionego roku wydałaś swój debiutancki krążek "Już mi lepiej". Jest to debiut, o jakim marzyłaś?
Aga Laura: - Od początku swojej muzycznej przygody marzyłam o wydaniu płyty, więc generalnie to się ziściło (śmiech). Natomiast czy ten debiut jest taki jaki sobie wymarzyłam? Jeszcze nie w pełni, ale mam poczucie, że ta płyta dopiero zaczyna swoją drogę.
Z debiutami też tak bywa, że lubią, gdy da im się trochę czasu…
- To prawda. Jestem dobrej myśli, bo ten odbiór mimo wszystko jest pozytywny - i to ze strony dziennikarzy, czy "zwykłych" odbiorców - co mnie naprawdę zaskakuje. Daje mi to nieustannie siłę i jest bardzo miłe, bo nie liczyłam, że płyta będzie jakimś wielkim sukcesem komercyjnym. Sporą liczbę pięknych wiadomości dostałam od moich fanów, którzy wspominali, że "Już mi lepiej" pomagał im w ciężkich chwilach. No więc, szczerze mówiąc, dla mnie to najpiękniejsze co mogę usłyszeć.
Zgodzisz się ze mną, że jest to album z tych autoterapeutycznych? Nie brakuje na nim trudnych tematów, które starasz się opisywać, jak na "Życzę Ci dobrze" czy "Wracam się do siebie".
- Dla mnie to oczywiste, że taki właśnie powinien być krążek, promowany twoim imieniem. Wydaje mi się, że w każdym artyście, który sam sobie pisze teksty i komponuje muzykę, kiełkuje taki mechanizm autoterapii. U mnie też tak było, że za każdym razem gdy siadałam do napisania czegoś, to przypominałam sobie te trudniejsze momenty i liczyłam na to, że będą rezonować z odbiorcą. Na tym mi przede wszystkim zależało i cieszę się, że tak właśnie niektórzy odbierają moją muzykę, że porusza ich.
Tutaj wychodzi również ta autentyczność w byciu artystą, która wydaje się być fundamentem twojej twórczości.
- Staram się, żeby tak było (śmiech). Jak trochę obserwuję innych artystów, to widzę, że sporo z nich, szczególnie na scenie, przybiera maski i staje się aktorami. Nie uważam tego za coś złego, ale traktuję jako ciekawy system prezentowania własnej wrażliwości, niekoniecznie odczuwając opisywane sceny w danym momencie grania koncertu. Słuchając innych artystów czy czytając jakieś książki często myślę: "Wow, ktoś może czuć się dokładnie tak jak ja". Zawsze chciałam, by ktoś miał tak z moją muzyką.
Wyobrażasz sobie w późniejszym czasie, by za twoimi numerami stała masa osób odpowiedzialna za poszczególne teksty czy kompozycje?
- Od zawsze gdzieś tam czuję się zaprogramowana, że będę robić to sama, więc ku tej odpowiedzi bym się kierowała. Choć jak tak teraz myślę, gdybym miała możliwość współpracować z kimś, kogo bardzo sobie cenię, nie odmówiłabym. Natomiast na chwilę obecną nie planuję takich współprac - chciałbym się skupić, tak jak dotychczas, na samodzielnym tworzeniu.
Na krążku jest kilka takich numerów, gdzie ta dynamika nieco spada, jak chociażby wspomniane "Życzę Ci Dobrze". Zależało ci na tym, by dobrze balansować pomiędzy brakiem spójności, a nadmierną monotonią?
- Jak zaczęłam pisać te piosenki, nie sądziłam, że finalnie powstanie z nich cały krążek. Myślałam, że będę wydawać je tylko w formie singli - w końcu panuje takie przeświadczenie, że obecnie wydawanie albumów nie jest modne. Dodatkowo, nie mając za sobą całego sztabu ludzi, to bywa naprawdę trudne logistycznie do osiągnięcia. Także zaczynając pisanie tych piosenek nie myślałam o tym, by były odpowiednio zbalansowane między sobą. Natomiast teraz cieszę się, że naprawdę pasują do siebie oraz (co najważniejsze) że jest na nich dużo mnie. To wszystko złożyło się na obecny kształt "Już mi lepiej".
W jednym ze swoim wcześniej udzielanych wywiadów dla Zapowiedz.org wspomniałaś, że miałaś taki okres w swoim życiu, gdzie napisałaś 60 piosenek w kilka miesięcy. To był moment, w którym zrozumiałaś, że rzemiosło jest najważniejsze?
- Tak i wierzę w to do dziś. Przeczytałam kiedyś taką książkę, która uświadomiła mi, jak ważne jest próbowanie. Początkowo było to dla mnie naprawdę trudne, bo drzemie we mnie dusza perfekcjonisty. Także gdy już pojawił się ten bodziec, by spróbować, potem poszło już z górki.
Choć dopiero teraz debiutujesz, na scenie muzycznej jesteś od naprawdę dawna. Swoich sił już w 2013 roku próbowałaś w "X-Factorze", a 12 lat później w ubiegłorocznej edycji "Must Be The Music". Zauważasz u siebie zmianę postrzegania muzyki po takim czasie?
- Och i to diametralnie! Wtedy byłam jeszcze nastolatką, mieszkałam w swojej małej mieścinie i tylko marzyłam o tym wielkim świecie, w którym można powiedzieć, że żyję od kilku lat. Duży wpływ na to miała przeprowadzka do Warszawy. No i nie da się ukryć, że zrobiłam muzycznie ogromny progres w ciągu tych lat - moje piosenki były mniej dojrzałe, tak jak ja sama. Idąc natomiast do "X-Factora" byłam szarą myszką, która próbowała swoich sił w tej branży. Do "Must Be The Music" szłam już jednak z kompletnie innym nastawieniem, mogłam zaprezentować swój autorski materiał, więc wiele rzeczy się zmieniło.
Utwór "A Ciebie nie ma" był dla ciebie naturalnym wyborem na casting do "Must Be The Music"?
- To jest śmieszna historia, bo ten numer pojawił się dość przypadkowo. Na pre-casting poszłam z zupełnie inną piosenką, którą również grałam sobie na gitarze - po czym dość niespodziewanie zostałam poproszona o zagranie drugiej… I tutaj w mojej głowie pojawiło się "A Ciebie nie ma", które finalnie zaśpiewałam na castingu.
Choć nie udało Ci się przejść do dalszych etapów, pozytywnie wspominasz tę przygodę z programem?
- Przede wszystkim myślę, że pokazał mi czarno na białym, jak ogromną drogę przeszłam przez te ostatnie lata. Aż sama byłam zdziwiona, jak totalnie nie działają na mnie paraliżująco te wszystkie rzeczy związane z telewizją, choć wcześniej różnie bywało (śmiech). Sam w sobie występ był bardzo odświeżający, a tych kilka dni nauczyło mnie sporej cierpliwości.
Czemu akurat cierpliwości?
- Głównie ze względu na czas oczekiwania na decyzję o dostaniu się do odcinków na żywo. To trwało chyba z pół roku - czekanie i bycie gotowym, w zasadzie nie wiadomo na co. Nie wiedziałam, czy się przygotowywać czy nie, więc ta cierpliwość przeplatana była również frustracją. Ale programy telewizyjne rządzą się swoimi prawami i ja to jak najbardziej akceptuję.
Zobacz również:
Warto tutaj wspomnieć, że oprócz solowej działalności, swego czasu byłaś członkinią Sound'n'Grace oraz nadal śpiewasz chórki u Sanah. Zauważasz, że tego typu dodatkowe aktywności znacząco poszerzają twoje muzyczne horyzonty?
- Te wszystkie cudowne współprace nauczyły mnie bardzo dużo - przede wszystkim dodały mi odwagi, ale i śmiałości, jeśli chodzi o fundamentalne kwestie w branży muzycznej. Ale były to takie kolejne rzeczy, które upewniły mnie tylko w tym, co robię - choć ta droga długa i wyboista, to warto na niej pozostać. No i dzięki temu, i tej odwadze, powstał mój krążek, bo wymagał on ode mnie naprawdę wielu zasobów - nie tylko zewnętrznych, ale i wewnętrznych.
Jednym z owoców tej odwagi był twój niedawny koncert premierowy z nową płytą w Gdańsku.
- Dokładnie. Bardzo mnie to buduje, że ludzie przychodzą na moje koncerty i śpiewają ze mną piosenki. Widzę też, jaką radość daje im spotkanie się ze mną i zamienienie kilku słów. Dodatkowo tak chętnie mnie wspierają, co jest dla mnie niesamowicie miłe. Prawda jest taka, że właśnie koncerty i takie spotkania to dla mnie największa nagroda po wydaniu płyty. Nie ukrywam, że chciałabym ich grać jeszcze więcej, ale mierzmy siły na zamiary (śmiech).
Można w takim razie powiedzieć, że tak jak 2025 rok stał pod znakiem intensywnej pracy w studiu, tak 2026 rok będzie rokiem licznych koncertów?
- Miejmy nadzieję. Chciałabym teraz też nieco mocniej skupić się na działaniach promocyjnych dookoła samej płyty. Jeśli uda się gdzieś wystąpić, czy zagrać jakiś koncert, będę oczywiście mega szczęśliwa, bo takie działalności siłą rzeczy również promują nowe wydawnictwo, plus tak jak wspominałam - uwielbiam to robić. Do tego nie ukrywam, że nie mam zamiaru przestawać tworzyć - mam sporo materiału w szufladzie, który tylko czeka na wyjęcie z niej i doszlifowanie. Więc dalsza część 2026 roku będzie dla mnie zagadką i zobaczymy, jak to wszystko się potoczy.



![BLACKPINK „DEADLINE”: Niedosyt w sosie koreańskim [RECENZJA]](https://i.iplsc.com/000MHG6ACJNM9EA7-C401.webp)




